"Wyborcza" pisze o lekach Cenckiewicza. W sieci wybuchła dyskusja
"Gazeta Wyborcza" twierdzi, że Sławomir Cenckiewicz nie wpisał w ankiecie bezpieczeństwa, że zażywał przez pewien czas leki działające na ośrodkowy układ nerwowy. To miało kosztować go certyfikat dostępu do tajemnic. W sieci wybuchła dyskusja po tej publikacji.
Najważniejsze informacje:
- "Wyborcza" opisuje, że Cenckiewicz miał zataić przyjmowanie dwóch leków wpływających na układ nerwowy.
- SKW cofnęła mu poświadczenie bezpieczeństwa; w I instancji sąd przyznał mu rację, ale wyrok nie jest prawomocny.
- W sieci szybko wybuchła gorąca dyskusja na temat publikacji.
Sprawa dotyczy ankiety bezpieczeństwa, którą Sławomir Cenckiewicz wypełniał wiosną 2021 r. Według "Gazety Wyborczej" nie ujawnił dwóch leków działających na ośrodkowy układ nerwowy. Gazeta nie publikuje nazw leków, a jedynie opisy działania: jeden klasyfikowany jest jako psychotrop, drugi jako psycholeptyk.
Redakcja podkreśla, że leczenie psychiatryczne nie jest stygmatyzujące, ale zatajanie terapii przy staraniu o dostęp do informacji niejawnych narusza procedury.
Wcześniej temat zatajonych leków poruszała już "Rzeczpospolita". Wtedy Cenckiewicz został zaproszony do Republiki, gdzie twierdzono, że chodzi o popularny lek przeciwbólowy i przeciwgorączkowy, zawierający paracetamol.
W sieci wybuchła dyskusja na temat tekstu "GW" jeszcze przed jego publikacją, po wieczornej zapowiedzi.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Wiedziałem, że będą kłopoty". Sikorski uderza w Cenckiewicza
"Wyborcza" pisze o lekach Cenckiewicza. W sieci wybuchła dyskusja
Autor tekstu Wojciech Czuchnowski twierdzi, że nie chodziło o paracetamol.
"Spokojnie! Posiadać kolejny dowód na to jak tajne służby przekazują dane wrażliwe patologicznym nienawistnikom - to jest spory uzysk. Pamiętajcie, pójdziecie do lekarza, wykupicie receptę i nie daj Bóg macie konserwatywne poglądy - opiszą to w gazecie! I dlatego dobry wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest dla nich takim ciosem! Stąd nienawiść i taka walka. Ale prawda zwycięży" - pisze natomiast Sławomir Cenckiewicz.
Robert Zieliński natomiast przypomina, że Cenckiewicz sam ujawnił, że w sprawie z SKW w tle pojawiło się jego leczenie. "Kilka faktów, nie emocji. Gdy pisałem newsa, że przyszły szef BBN stracił poświadczenia bezpieczeństwa, ograniczyłem się do stwierdzenia, że wśród przyczyn są sprawy prywatne. W odpowiedzi sam Cenckiewicz ujawnił, że chodzi o jego leczenie. Ostatnio zaś banalizował historię, twierdząc, że chodzi o zatajenie przyjmowania leków 'jak Apap'" - podsumowuje dziennikarz
Do dyskusji włączył się także Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych. "Spokojnie Panie Cenckiewicz. Agresywne atakowanie służb specjalnych w niedzielną noc jest raczej przejawem fobii niż jakimkolwiek "uzyskiem". Polskie służby działają na podstawie obowiązujących przepisów, w ich granicach i przestrzegając zasad prawa. Nikomu nie przekazują żadnych niejawnych informacji. Proszę powiedzieć kolegom, żeby odpuścili sobie te nocne bombardowanie służb specjalnych kłamstwami i oszczerstwami. W ciągu ostatnich tygodni już wystarczająco napluliście na mundury funkcjonariuszy, publicznie ich upokarzając" - napisał.
"Teoretycznie i niepersonalnie - jeżeli ktoś coś zataił i nie podał tego w ankiecie bezpieczeństwa, a później publicznie oskarża służby o wyciek nazw czegoś, co przed służbami ukrył i w ogóle w ankiecie nie wpisał, to najwyraźniej jest perfidnym manipulantem nakręcającym kłamstwem swoich wyznawców" - dodał Dobrzyński.
W obronie Cenckiewicza stają politycy PiS. "To, co obserwujemy dziś wokół ujawnienia informacji z niejawnych dokumentów dot. leczenia i zdrowia ministra Sławomira Cenckiewicza, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, jest rażącym naruszeniem zasad państwa i poważnym sygnałem alarmowym" - twierdzi Paweł Szefenaker.
"Właśnie przekroczona została granica. Po raz pierwszy w mediach pojawią się informacje, które zostały zgromadzone w ramach kontrolnego postępowania sprawdzającego. Ci chorzy z nienawiści ludzie są w stanie uderzyć w państwo, podważyć zaufanie obywateli do administracji i służb tylko po to, aby uderzyć w ministra Cenckiewicza. Kompletne dno i degrengolada służb porównywalna jedynie z obrzydliwym tytułem, w którym to publikują" - pisze Michał Dworczyk.
"Służby specjalne są w stanie kompletnego rozkładu. Państwo nie jest w stanie poradzić sobie z aktami sabotażu, bo ci, którzy powinni dbać o nasze bezpieczeństwo, zajęci są atakami na osoby, które premier wziął na celownik. To podważanie zaufania do całego aparatu państwowego i standardy rodem z Białorusi i Rosji. Jesteśmy razem z prof. Cenckiewiczem" - komentuje Mariusz Błaszczak.
PRZECZYTAJ TAKŻE: BBN idzie na zwarcie z Tuskiem. Przywracają raport komisji Cenckiewicza
SKW odebrała Cenckiewiczowi certyfikat bezpieczeństwa
Jesienią 2023 r. w służbach specjalnych rozpoczęto audyt. W dokumentach SKW nazwisko Cenckiewicza pojawiło się dwukrotnie i wiązało się z konsekwencjami służbowymi.
Szef SKW gen. Jarosław Stróżyk 5 lipca 2024 r. cofnął mu poświadczenie bezpieczeństwa wydane trzy lata wcześniej i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu przestępstwa związanego z odtajnieniem planów obronnych.
Prezydent Karol Nawrocki powołał Cenckiewicza na szefa BBN w sierpniu 2025 r., wiedząc o cofniętym certyfikacie i prokuratorskich zarzutach dotyczących odtajnienia planów strategicznych wojska.
Cenckiewicz odwołał się od tej decyzji. W sierpniu 2025 r. sąd administracyjny I instancji uznał argumentację SKW za niewystarczającą do cofnięcia certyfikatu. Wyrok nie jest prawomocny; premier złożył apelację.
Koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak wskazuje, że dostęp do tajemnic ogranicza także skierowany do sądu akt oskarżenia.
Źródło: wyborcza.pl, X