Wrze między Rosją a Kenią. Minister pilnie jedzie do Moskwy
W Kenii na ulice zaczęły wychodzić rodziny mężczyzn, którzy zostali siłą wcieleni do rosyjskiej armii. W obliczu rosnącej presji wewnętrznej szef MSZ Kenii udaje się do Rosji, by wymusić na Kremlu zatrzymanie nielegalnego poboru.
Najważniejsze informacje:
- Kenia naciska w Moskwie na zakończenie werbunku jej obywateli, ale zapowiada pragmatyczne rozmowy zamiast sporu dyplomatycznego.
- Według ustaleń do rosyjskich sił trafiają setki, a nawet tysiące Afrykanów; Ghana zgłasza dziesiątki ofiar śmiertelnych.
- Część państw Afryki prowadzi własne dochodzenia w sprawie nielegalnego naboru.
Kenijski minister spraw zagranicznych Musalia Mudavadi odwiedza w tym tygodniu Rosję. Celem wizyty są rozmowy o rekrutowaniu Kenijczyków do rosyjskiej armii, co w ostatnich tygodniach wywołało głośny sprzeciw rodzin poszkodowanych. - Chcemy, by Kenijczycy przestali być rekrutowani, nie powinni być w ogóle werbowani - powiedział minister w rozmowie z agencją Reutersa.
Mudavadi zaznaczył, że jego wizyta w Moskwie nie ma być "konfrontacją", lecz rozmową o realnych problemach, które dotykają kenijskie rodziny. - To nie jest konfrontacja. Chodzi o omówienie spraw takimi, jakie są, i o wspólny wysiłek, by je rozwiązać - stwierdził.
Afrykanie siłą wcielani do rosyjskiej armii. Kreml milczy
Rosyjskie ministerstwo obrony nie odniosło się do sprawy. Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa zapowiedziała jedynie, że podczas rozmów z Sergiejem Ławrowem pojawi się temat "stanu i perspektyw tradycyjnie przyjaznych relacji rosyjsko-kenijskich", w tym współpracy gospodarczej.
Według władz Ukrainy po stronie Rosji walczy ponad 1,7 tys. Afrykanów. Jak informował MSZ Ghany, na froncie zginęło ponad 50 obywateli tego kraju. - Tam, gdzie dochodzi do krzywdzenia, oszustwa lub wciągania naszych obywateli do wojny, której nie rozumieli, powiemy to wprost i będziemy działać - zapewnił szef MSZ Ghany Samuel Okudzeto Ablakwa.
Obietnica pracy w Rosji
W relacjach rodzin powtarza się podobny scenariusz wyjazdu. Młodzi Kenijczycy mieli otrzymywać propozycje pracy w Rosji. Najczęściej w sektorze ochrony lub przy pracach fizycznych. Pośrednicy obiecywali wysokie zarobki, premie oraz możliwość legalnego pobytu.
Dla wielu młodych ludzi była to oferta trudna do odrzucenia. Bezrobocie wśród młodych w Kenii jest wysokie, a wyjazd za granicę często traktowany jest jako szansa na utrzymanie całej rodziny.
Według relacji protestujących dopiero po przyjeździe do Rosji okazywało się, że zamiast pracy cywilnej czeka ich kontrakt wojskowy. Niektórzy mieli zostać skierowani do ośrodków szkoleniowych, gdzie proponowano im podpisanie dokumentów umożliwiających służbę w rosyjskich siłach zbrojnych.
Źródło: Reuters/WP Wiadomości