W dyplomacji PiS nie trzeba znać języków obcych, wystarczy jeden. Kontrowersyjna zmiana

Jarosław Kaczyński pogroził palcem Witoldowi Waszczykowskiemu, więc Sejm przyspieszył prace nad nową ustawą o służbie zagranicznej. W projekcie zabrakło obowiązującego dotychczas wymogu znajomości dwóch języków obcych dla osób, które mają pełnić funkcje kierownicze. Posłowie PO chcieli go przywrócić, ale politycy PiS odrzucili ich poprawkę.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.
Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. (MSZ, Fot: Sebastian Indra)

Politycy Prawa i Sprawiedliwości przekonują niestrudzenie, że polska dyplomacja była w zapaści. Stąd nowa ustawa o służbie zagranicznej. Ale w ramach podnoszenia jakości polskich dyplomatów PiS obniża wymogi, jakie muszą spełnić kandydaci aspirujący do stanowisk kierowniczych. Dotychczas musieli mieć udokumentowaną znajomość dwóch języków obcych, w nowej ustawie takiego zapisu nie ma.

"Ricardo, opanuj się"

Chciał go przywrócić poseł PO Marek Krząkała, więc na posiedzeniu podkomisji zajmującej się ustawą zgłosił poprawkę. - Powoływałem się na uzasadnienie projektu zgłoszonego przez PiS, gdzie jest mowa o fatalnym stanie naszej dyplomacji, zapewne w myśl zasady "przez 8 lat Polki i Polacy...." - mówi polityk w rozmowie z WP. - Chcieli podnosić poziom dyplomacji, a teraz naginają przepisy, bo nie mają kadr - dodaje.

PiS broni niewiedzy

Obniżenia wymagań bronił zastępca Witolda Waszczykowskiego Jan Dziedziczak. - To jest decyzja ministra, jakich fachowców potrzebuje. Jeśli na przykład znajdujemy wspaniałego fachowca od Ameryki, nie ma potrzeby, żeby on znał też język francuski - mówił na posiedzeniu podkomisji. - Wolę mieć fachowca, który będzie się tym zagadnieniem zajmował, niż studenta czy absolwenta lingwistyki stosowanej, gdzie kryterium była znajomość drugiego, niepotrzebnego języka - dodawał.

Przeciw utrzymaniu dotychczasowych standardów znajomości języków stanęły też posłanki PiS. - Tak wysokie kwalifikacje czyli znajomość drugiego języka, w niektórych miejscach ograniczają możliwość naboru do służby zagranicznej w różnych krajach - przekonywała Joanna Lichocka. - Myślę, że powinniśmy się bardziej otworzyć, bo w tej chwili służba dyplomatyczna jest bardzo hermetyczna. I to nie jest kwestia tego, że w intencji tej zmiany jest chęć otworzenia drzwi dla osób niedoświadczonych i niekompetentnych, a raczej poszerzenie możliwości zatrudniania ludzi - zapewniała.

PO: To elementarny standard

Wtórowała jej Małgorzata Gosiewska, która kieruje pracami podkomisji. - Panie pośle, no naprawdę, czasami lepiej wybrać fachowca nieznającego drugiego języka, niż osobę, która nie ma w tych językach nic do powiedzenia - mówiła. Marka Krząkałę wsparł partyjny kolega Sławomir Nitras. - Uważamy to za elementarny standard, a nie wyśrubowany. Żyjemy w rzeczywistości, gdzie znajomość jednego języka jest powszechna. Nie jesteśmy już w XX wieku, tylko w 2. dziesięcioleciu XXI wieku - przekonywał.

Jednak za obowiązkiem znajomości dwóch języków zagłosowało tylko dwóch posłów PO, reszta podkomisji była przeciw. Jest jeszcze nadzieja, że politycy PiS zmienią zdanie i dopuszczą poprawkę posła Krząkały na posiedzeniu Komisji spraw zagranicznych lub podczas II czytania w Sejmie.

Poseł Krząkała zwraca uwagę, że to nie jedyny "kwiatek" w nowym prawie. Bardzo nieprecyzyjne są zapisy o pracownikach kontraktowych, których będzie można zatrudniać w placówkach dyplomatycznych. Wymaganie, które przed nimi stoi to "specjalistyczna wiedza i doświadczenie". Nie ma ani słowa o wymaganiach dotyczących formalnego wykształcenia, czyli dyplomu magistra. Zabrakło też ustalenia sposobu weryfikacji tej "specjalistycznej wiedzy i doświadczenia" oraz trybu naboru. - Boimy się, że powołają kolejnych "misiewiczów" - mówi poseł Krząkała.

Polub WP Wiadomości
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Ważne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.