USA kontra Iran. "W tle jest Izrael"
Sytuacja wokół Iranu jest coraz bardziej napięta. Nieoficjalnie, Teheran zawarł z Rosją tajną umowę zbrojeniową o wartości 500 mln euro na zakup tysięcy zaawansowanych pocisków odpalanych z ramienia. - Iran będzie przeciągać do końca jakiekolwiek negocjacje. Nie chodzi o program atomowy, ale o program rakietowy. W tle jest Izrael - mówi WP prof. Daniel Boćkowski, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z Uniwersytetu w Białymstoku.
Stany Zjednoczone zgromadziły ogromne siły zbrojne na Bliskim Wschodzie. Cały region z niepokojem oczekuje, czy prezydent Donald Trump wyda rozkaz ataku na Iran. Panuje przekonanie, że od tego weekendu atak wojskowy jest możliwy w każdej chwili.
Przypomnijmy, na początku lutego USA i Iran wznowiły rozmowy na temat umowy nuklearnej, prowadzone za pośrednictwem Omanu. Po pierwszej rundzie negocjacji, Teheran odrzucił amerykańskie wezwania do całkowitego wstrzymania wzbogacania uranu. Po rundzie drugiej uzgodniono ze stroną amerykańską zasady przewodnie negocjacji. "Nie oznacza to, że osiągniemy wkrótce porozumienie, ale droga została otwarta" - przekazały władze w Iranie.
Tymczasem, media informują o umowie irańsko-rosyjskiej, podpisanej w grudniu, zobowiązującej Rosję do dostarczenia Iranowi 500 przenośnych wyrzutni rakietowych "Werba" i 2500 pocisków "9M336" w ciągu trzech lat. Według "Financial Times" zgodnie z porozumieniem dostawy zaplanowano w trzech transzach, w latach 2027-2029.
- Przypomnę tylko, że to Iran zawsze dostarczał Rosji wiele sprzętu wojskowego. Mówienie teraz o zacieśnianiu współpracy to wypuszczanie specjalnie informacji, które mają niby odstraszyć USA. Tylko, że Trump o tym wiedział i wie nadal - mówi prof. Daniel Boćkowski.
Jego zdaniem Iran blefuje w negocjacjach dość mocno.
- To nie jest tak, że Teheran wyjdzie z tego zwycięsko. Pytanie jest, na ile Iran może zaakceptować straty, a w jakim stopniu jest w stanie zaakceptować to amerykańskie społeczeństwo. Jeżeli Trump będzie musiał uderzyć w Iran, wtedy koszty tego będą dla Ameryki bardzo wysokie - ocenia ekspert.
W jego opinii Teheran programu rakietowego nie zrezygnuje.
- A wręcz przeciwnie - będzie go rozwijał. Skoro izraelskie rakiety mają praktycznie w zasięgu wszystkich, to Iran nie będzie ustępował - podkreśla rozmówca WP.
Zdaniem prof. Daniela Boćkowskiego Amerykanom chodzi bardziej o zmianę władz w Iranie.
- Tylko że Persowie są zbyt dumni. Oni uważają, że pewne rzeczy powinni zrobić sami. Chyba są najbardziej dumnymi w tamtym rejonie. Oni nie zrobią niczego pod presją Trumpa. Nie jest więc tak łatwo. Amerykanie nie będą w stanie narzucić swoich żądań, a ajatollahowie nie będą w stanie przyjąć żądań. Tak naprawdę to oni stali się właścicielami tego państwa - przypomina prof. Daniel Boćkowski.
Jego zdaniem żadna wojna, którą zrobi Trump nie będzie korzystną operacją.
- Ponieważ ona kosztuje. Spójrzmy na uderzenie w Huti w Jemenie, gdzie wydano ponad miliard dolarów. Spójrzmy na operację w Wenezueli. Również kosztowna. Wyborców Trumpa niespecjalnie to interesuje. Oni chcą mieć dobrobyt u siebie - zauważa Boćkowski.
- Tylko że prezydent USA myśli swoimi kategoriami i ma obsesję tak jak Putin. Chce zrobić coś naprawdę wielkiego, żeby zapisać się w historii. Na razie nic mu się nie udało. Ani nagrody pokojowe, ani Palestyna, ani Wenezuela. Kuba nadal jest socjalistyczna, a Iran na razie ma się dobrze. Meksyk "tłucze się sam" teraz, ogólnie rzecz biorąc - ocenia rozmówca Wirtualnej Polski.
Jak podkreśla, Trump chce zapisać się jako największy prezydent USA w historii.
- Jest nieobliczalny. W każdej chwili może wydać rozkaz ataku - mówi prof. Daniel Boćkowski.
Według portalu space24.pl, przygotowania do potencjalnego amerykańskiego uderzenia są widoczne w rejonie stolicy Iranu. Najnowsze zdjęcia satelitarne wskazują, że w ostatnich dniach irańskie siły zbrojne rozmieściły w okolicach Teheranu wyrzutnie systemu obrony powietrznej S-300 oraz mobilne zestawy dalekiego zasięgu Bavar-373. Choć po nalotach z 2024 r. pojawiały się doniesienia, że większość irańskich systemów S-300 została zniszczona, aktualne zobrazowania sugerują, że przynajmniej część z nich pozostaje nadal operacyjna.
Z kolei zdjęcia satelitarne pokazują, że Iran wzmocnił obronę swoich obiektów nuklearnych i wojskowych, a także przeprowadził ćwiczenia z udziałem sił rosyjskich w obliczu rosnących napięć z USA.
Przypomnijmy, w ostatnich tygodniach prezydent USA Donald Trump wielokrotnie groził Iranowi interwencją, w tym atakiem militarnym, jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia w sprawie ograniczenia programu jądrowego tego kraju. USA wzmocniły obecność militarną na Bliskim Wschodzie.
- Stany Zjednoczone mają obecnie w rejonie Zatoki Perskiej znacznie większą przewagę militarną nad Iranem. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że amerykańska armada wojenna musi się Trumpowi do czegoś przydać. Nie jest tam na darmo. Jeśli nie dojdzie do politycznego porozumienia, zbrojna interwencja wydaje się realna - mówił Wirtualnej Polsce Paweł Rakowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
Jak ujawnił portal Axios, Trump coraz bardziej skłania się ku atakowi na dużą skalę przeciwko Iranowi, a opowiadający się za tą opcją Izrael przygotowuje się na wybuch wojny w ciągu kilku dni. W następnej publikacji portal uznał, że USA i Iran stoją na krawędzi wojny.
- Teheran niby jest gotowy zaakceptować część amerykańskich propozycji w sprawie programu atomowego, ale w ogóle nie chce dyskutować na temat programu rakietowego. A Waszyngton chce jedno i drugie załatwić po swojemu. A nawet jeśli obie strony się dogadają i będzie jakiś deal, to jeszcze premier Izraela Benjamin Netanjahu może ten stolik wywrócić - mówił Paweł Rakowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
- Finalnie i tak wszystko zależy od amerykańskiego prezydenta. Jeśli Trump będzie chciał postawić na swoim, to będziemy mieli wojnę na Bliskim Wschodzie - puentuje Paweł Rakowski.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski