Trzęsienie ziemi w Polsce 2050. Pełczyńska-Nałęcz zabiera głos
Szefowa Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zabrała głos po odłączeniu się od partii części parlamentarzystów. - Niestety część naszych posłanek i posłów nie zdało tego egzaminu. Nie pogodzili się z wynikiem demokratycznych wyborów w naszej partii i z naszej partii zdezerterowali - mówiła w Sejmie.
Szefowa Polski 2050 wystąpiła na konferencji prasowej w otoczeniu pozostałych członków klubu, chcąc zademonstrować jedność ugrupowania po ostatnich turbulencjach. Pełczyńska-Nałęcz nie gryzła się w język, oceniając postawę posłów, którzy zdecydowali się opuścić szeregi partii.
- Ludzie Polski 2050 dokonali demokratycznego wyboru. Egzamin z demokracji nie polega na tym, żeby w wyborach wystartować. Egzamin z demokracji to jest zaakceptowanie wyboru demokratycznej większości - mówiła liderka ugrupowania.
W jej ocenie, byli już członkowie partii nie potrafili pogodzić się z porażką.
- Niestety część naszych posłanek i posłów nie zdało tego egzaminu. Nie pogodzili się z wynikiem demokratycznych wyborów w naszej partii i z naszej partii zdezerterowali. To jest smutne, to jest rozczarowujące - stwierdziła Pełczyńska-Nałęcz, podkreślając jednocześnie, że "Polska 2050 była, jest i będzie".
"Wyraziste centrum" i wierność koalicji
Przewodnicząca zdefiniowała obecny kurs partii jako "wyraziste centrum", które staje w obronie klasy średniej i małych przedsiębiorców, a nie wielkich korporacji. Przypomniała, że w Sejmie znajduje się obecnie 40 projektów ustaw przygotowanych przez jej formację.
Pełczyńska-Nałęcz ucięła również spekulacje dotyczące stabilności rządu. - Jesteśmy sygnatariuszami umowy koalicyjnej i jesteśmy częścią Koalicji 15 Października z naszymi wartościami, z naszym DNA, z naszym programem - zapewniła. Dodała, że polska scena polityczna potrzebuje partii, która "jest za czymś trudnym, wymagającym wizji i odwagi", a nie bytu próbującego "połączyć wszystko ze wszystkim".
Koniec tematu "dezerterów"
Na zakończenie konferencji Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zwróciła się bezpośrednio do struktur partyjnych i wyborców w całym kraju. Przyznała otwarcie, że ugrupowanie znalazło się w skomplikowanej sytuacji, ale zapewniła o pełnej mobilizacji.
- Kochani, to jest trudny moment, ale to też jest moment, w którym z całą siłą i z całą determinacją pokazujemy, że jesteśmy z wami, pamiętamy o was, reprezentujemy was tutaj i idziemy do przodu - mówiła liderka Polski 2050.
Przewodnicząca zadeklarowała, że od tej chwili temat wewnętrznych tarć zostaje definitywnie zamknięty, a partia skupi się wyłącznie na pracy merytorycznej.
- Odkładamy na bok wszystkie spory. Nie będziemy więcej już mówić o tych, którzy zdezerterowali, bo oni podjęli swoją decyzję, oni swojego egzaminu z demokracji nie zdali - oświadczyła stanowczo.
Według Pełczyńskiej-Nałęcz, istota polityki leży gdzie indziej. - My wiemy, że demokracja to jest przede wszystkim zobowiązanie wobec wyborców. To są sprawy i działania. I my dzisiaj tymi sprawami i działaniami jesteśmy i idziemy wspólnie do przodu - podsumowała.
Drzwi nie zostały zamknięte?
Głos zabrał również przewodniczący klubu parlamentarnego Polska 2050, Paweł Śliz. Polityk nie ukrywał emocji, wskazując na moment, w którym doszło do rozłamu. Jego zdaniem, decyzja grupy posłów była bezpośrednio powiązana z ich przegraną w wewnątrzpartyjnym głosowaniu. - Z przykrością przyjąłem dzisiejsze informacje. Z przykrością i z bólem, bo z tymi ludźmi razem szliśmy z jakimś konceptem do przodu - mówił Śliz.
Przewodniczący klubu wytknął byłym już członkom hipokryzję. - Przykre jest także to, że wszelkie wątpliwości pojawiły się dopiero po wyborach. (...) Smutno mi jest, że dopiero niemożność zaakceptowania wyników wyborów doprowadziła do tego, że nagle jakieś wątpliwości się pojawiły - punktował.
Mimo ostrych słów o "dezercji", Paweł Śliz złożył zaskakującą deklarację. Zapewnił o swojej lojalności wobec tych, którzy zostali, ale zostawił też uchyloną furtkę dla tych, którzy odeszli.
- Mam miejsce w sercu, że jeżeli nasi koledzy zrozumieją, że popełnili błąd i będą gotowi do nas wrócić, to ja jestem gotowy ich przyjąć. Bo na tym polega lojalność - stwierdził szef klubu, dodając, że "bycie w polityce to przede wszystkim wierność wyborowi".