Trwa ładowanie...
d2rq64u
Tragedia w Gliwicach. Kolejna w tej samej rodzinie
x-news/TVN 24

Tragedia w Gliwicach. Kolejna w tej samej rodzinie

Jako małe dziecko Maks widział, jak ojciec morduje matkę. Potem zawsze już był nad wyraz poważny. Bardzo dobry uczeń, kochający piłkę nożną. Chciał pójść do szkoły wojskowej. Kilka dni temu zabił go dziadek.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
d2rq64u

Tragedia rozegrała się kilka dni temu w Gliwicach (woj. śląskie). Nastoletni Jarek Dynek, sąsiad ofiary, usłyszał przeraźliwy krzyk. Wybiegł z mieszkania. Zobaczył 9-letniego Kubę, który prosił o pomoc. - Przed drzwiami było pełno krwi. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem Maksa… Był ranny, blady - opowiada Jarek.

Chłopak wrócił do domu, by wezwać pogotowie. Dyspozytorce zrelacjonował, że w mieszkaniu sąsiadów leży chłopak, który został pchnięty nożem przez dziadka. - Jest przytomny, ale słabnie - ponaglał.

d2rq64u

Kiedy wrócił do mieszkania sąsiadów, 14-letniego Maksa na kolanach trzymała babcia. Kobieta również była ranna: zanim na ratunek nie rzucił się wnuk, pijany mąż kilkukrotnie ugodził ją nożem.

- Zmierzyłem Maksowi puls i tętno, ale już nic nie wyczuwałem - relacjonuje nastolatek. W mieszkaniu nie było już dziadka: mężczyzna popełnił samobójstwo skacząc z balkonu.

Bronisław i jego żona Jadwiga U. od sześciu lat byli rodziną zastępczą dla dwóch swoich wnuków. Przed sześcioma laty rodzina przeżyła niewyobrażalną tragedię: na oczach małego Maksa ojciec udusił matkę chłopców.

- Piętno tej tragedii odcisnęło się na twarzy chłopców, zwłaszcza Maksymiliana. Brakowało mi u niego uśmiechu, dziecięcej radości. Był bardzo poważny, zamyślony - mówi ks. Krzysztof Śmigiera, proboszcz parafii św. Jacka w Gliwicach Sośnicy, gdzie Maks był ministrantem.

d2rq64u

- Nie opowiadał o swoim domu. Wstydził się. Kilku kolegów widziało, że tam się coś działo, że jakieś były krzyki - dodaje bliski przyjaciel Maksa, Wojtek Pilszek. Sąsiedzi potwierdzają, że dziadek po alkoholu wszczynał awantury. - Kiedy się kłócili, latały garnki. Biegłam i uspokajałam osobiście. Ale jednego roku, w Wigilię, kiedy się bili około 1. w nocy zadzwoniłam na policję - opowiada jedna z lokatorek bloku.

Tę jedną interwencję potwierdza policja. Jednak pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej oceniali dziadków bardzo pozytywnie. Twierdzą, że byli wyjątkowo zaangażowani w wychowanie i opiekę nad wnukami.

- Naszą pasją była piłka nożna. Byliśmy prawie najlepsi na wuefie, a naszym wspólnym ulubionym klubem była FC Barcelona - opowiada o Maksymilianie, Wojtek. - Maks był bardzo dobrym uczniem. Chciał iść do tej samej szkoły, co ja. Wojskowej - dodaje.

Brat Maksymiliana, Kuba, jest pod opieką cioci. Babcia chłopców przebywa w szpitalu. Jej stan jest poważny, ale nie zagrażający życiu. - To, co na zawsze zostanie mi w pamięci, to postawa Maksa. Rzucił się bronić babci i umarł - mówi Jarek Dynek.

d2rq64u

Podziel się opinią

Share
d2rq64u
d2rq64u
Więcej tematów