"To tylko wiatrówka". Była żona Jacka Jaworka zabrała głos
Była żona Jacka Jaworka opowiada Onetowi o wieloletnim nękaniu, groźbach i bezradności instytucji. Wspomina zgłoszenia na policję, prośby o ochronę i decyzje "bez podstaw”.
Najważniejsze informacje:
- Była żona Jacka Jaworka opisała wieloletnie nękanie i zgłoszenia, które kończyły się odmową interwencji.
- Kobieta wskazuje na liczne zaniedbania instytucji: od umorzeń po odmowy ochrony "bez uzasadnienia”.
- Po śmierci Jaworka ujawniono, że ukrywał się blisko miejsca zbrodni; kobieta złożyła zawiadomienie ws. niedopełnienia obowiązków.
Pierwsze sygnały – jak mówi – były pozornie drobne: kontrola, zastraszanie, narastające napięcie w domu. Wspomina manipulacje, przemoc psychiczną i ekonomiczną, a także sytuacje eskalacji podczas rozwodu i mediacji. Zaznacza, że ograniczenie praw rodzicielskich na papierze nie zatrzymało nękania.
Zaniedbania służb i „brak podstaw”
W 2020 r. kobieta miała wykryć fałszywe konto w internecie na swoje nazwisko. Zawiadomienie umorzono z powodu "niskiej szkodliwości czynu”. Opisuje zgłoszenia o włamanie do piwnicy, wielogodzinne oczekiwanie pod blokiem i prośby o patrol, które kończyły się odmową. Wskazuje na lekceważenie groźby i bagatelizowanie broni. "Brak podstaw do patrolu. Brak podstaw do ochrony. Brak podstaw, bo to tylko wiatrówka" - relacjonuje Onetowi treść urzędowych odpowiedzi.
Kobieta podaje, że w czerwcu 2021 r. ostrzegała przed posiadaniem broni i groźbami wobec krewnych. Po zabójstwie w Borowcach została objęta doraźnym nadzorem, który – jak podkreśla – stygmatyzował miejsce pracy i nie dawał realnego poczucia bezpieczeństwa.
Co zmieniło się po śmierci Jacka Jaworka?
Po latach – już w 2024 r. – z pomocą prawną doprowadziła do pozbawienia byłego męża praw rodzicielskich i zmiany nazwiska syna. Gdy ponownie wnioskowała o ochronę, usłyszała odmowę bez uzasadnienia. Równocześnie dowiedziała się, że formalnie ma status świadka, a nie osoby pokrzywdzonej. - Dla systemu nie byłam ofiarą. Formalnie byłam kimś z zewnątrz - podkreśla.
Wskazuje, że po trzech latach wyszło na jaw, iż były mąż ukrywał się u krewnej, niedaleko miejsca zbrodni, a następnie popełnił samobójstwo. Według jej relacji w aktach są luki i niespójności, a tropy wskazujące na możliwych pomocników ignorowano. Złożyła zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez organy ścigania.
Na koniec mówi o kosztach, których "nie widać w statystykach”: leczeniu psychiatrycznym, strachu i życiu rozbitym na nowe adresy.
- Nie chcę współczucia. Nie oczekuję cudów. Oczekuję, że gdy mówię "boję się", ktoś potraktuje to poważnie. Że gdy zgłaszam broń, groźby i obecność przed blokiem, ktoś przyjedzie. Że gdy w dokumentach brakuje dowodów, ktoś powie: "sprawdźmy". Oczekuję minimalnej odpowiedzialności za słowa: "proszę dzwonić, jeśli coś się wydarzy" - zaznacza.
Jacek Jaworek w nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku zamordował swojego brata, bratową i bratanka. Przez trzy lata ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Odnaleziono go dopiero 19 lipca 2024 roku, kiedy popełnił samobójstwo.
Źródło: Onet, WP