To może być przełom. Po tym spotkaniu Klich może odejść. Znamy oczekiwania Pałacu i MSZ
Prezydent Karol Nawrocki liczy, że po spotkaniu z ministrem Radosławem Sikorskim Polska będzie miała nowego ambasadora w USA - wynika z rozmów WP z otoczeniem głowy państwa. Jest na to szansa, a zwiastunem zmiany ma być pismo, które szef MSZ skierował do prezydenta jesienią ub. roku. - Do tej pory nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi - ripostuje z kolei nasz rozmówca z otoczenia Sikorskiego.
26 stycznia, godz. 14. To wtedy odbędzie się być może kluczowe i rozstrzygające w kontekście nominacji ambasadorskich spotkanie między prezydentem Karolem Nawrockim a ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim. Spotkanie, na które polscy dyplomaci - ale też wyborcy - czekają od miesięcy.
Moment jest szczególny - przede wszystkim z uwagi na sytuację geopolityczną i sytuację Polski jako najważniejszego kraju Europy Środkowo-Wschodniej i najważniejszego partnera USA w tej części kontynentu.
Z tego punktu widzenia pożądane są nie tylko dobre relacje na linii Pałac Prezydencki-MSZ. Kluczowa jest obsada najważniejszych placówek dyplomatycznych - z ambasadą w Stanach Zjednoczonych na pierwszym miejscu.
Spotkanie pod koniec stycznia - na zaproszenie Pałacu Prezydenckiego - może tę sporną kwestię rozstrzygnąć. Tak zapowiadają nasi rozmówcy z otoczenia Karola Nawrockiego. Źródła z MSZ chłodzą ich głowy, ale nie wykluczają, że dojdzie do kompromisu. Taktyki negocjacyjnej zdradzać nie chcą.
Ale nasi rozmówcy wspominają o możliwym "przełomie".
Nawrocki nie zgodzi się na jedno nazwisko. Ale wskaże propozycje
Najważniejsze z punktu widzenia Pałacu Prezydenckiego są dwie kwestie: systemowe rozwiązanie nominacji ambasadorskich i jak najszybsze powołanie ambasadora Polski w USA. Dziś nasz kraj ma jedynie kierownika tej placówki - w randze chargé d'affaires - w postaci byłego ministra obrony Bogdana Klicha.
- Sam minister Sikorski opublikował pismo, w którym wskazuje na gotowość odwołania z placówki kierownika Klicha. Pogodzono się więc już z tym faktem w MSZ - twierdzi w rozmowie z Wirtualną Polską szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
O szczegółach minister mówić nie może. Ale ma na myśli list, który skierował w październiku do prezydenta szef MSZ, a który otwiera pole do zmiany na placówce w USA.
Sikorski pisze w nim tak: "Prezydent Nawrocki, nie zatwierdzając niektórych kandydatur, wskazał na - wg niego - brak kwalifikacji tych osób lub zaufania do nich. W efekcie kluczowe placówki, takie jak ta w USA, pozostają bez pełnoprawnych ambasadorów, co może osłabiać pozycję Polski".
Minister ma wobec tego propozycje: wyraził gotowość do rozmów na temat szczególnie kontrowersyjnej kandydatury Bogdana Klicha, sugerując jednocześnie, że na stanowisku w USA mógłby zastąpić go Jacek Najder.
Sikorski podkreślił, że czas jest kluczowy, ponieważ nowi ambasadorowie powinni objąć swoje funkcje w pierwszym kwartale 2026 roku. Treść listu - który został upubliczniony dokładnie trzy miesiące temu - publikujemy poniżej.
- Najważniejsze, co wynika z tego listu, to to, że Sikorski jest gotów w każdej chwili Klicha odwołać. I że poważnie dopuszcza taką możliwość. My wobec tego jesteśmy w stanie wspólnie z Sikorskim poszukać najlepszego kandydata na funkcję ambasadora w USA - mówi nam jeden z prezydenckich ministrów.
Jak słyszymy nieoficjalnie, niewykluczone, że prezydent podczas spotkania z Sikorskim sam zaproponuje konkretne osoby. Nazwiska "kandydatów na kandydatów" są trzymane w ścisłej tajemnicy, a ich liczba może być mocno zawężona.
- Pan prezydent będzie miał swoje propozycje. Ale nie jest przesądzone, czy konkretne nazwiska padną na rozmowie 26 stycznia - zaznacza rozmówca Wirtualnej Polski z otoczenia Nawrockiego. Dodaje, że jeśli rozmowa z Sikorskim będzie "efektywna", to nazwiska się pojawią, a jeśli nie, to "najważniejsze jest ustalić procedurę wyboru ambasadorów systemowo". - Bo to dziś jest największy problem - słyszymy.
Według naszych informacji październikowe spotkanie prezydenta z szefem MSZ - o którym opinia publiczna wówczas nie wiedziała - "nie dotyczyło personaliów". Z jednym wyjątkiem. - Sikorski powiedział, że może z Klicha zrezygnować w każdej chwili - twierdzi dziś nasz rozmówca z Pałacu.
Czego zatem dotyczyło tamto spotkanie? - Prezydent chciał ustalić sposób procesowania kandydatów. Stwierdził, że trzeba powrócić do dobrej tradycji wspólnego ich uzgadniania. Sikorski zerwał tę tradycję, a prezydent chce do niej wrócić - mówi nam jego współpracownik.
Jak udało nam się ustalić, Pałac nie tylko nie zaproponuje Jacka Najdera - ambasadora Polski przy NATO - ale w ogóle nie zgodzi się na jego ewentualną nominację. - Są lepsi kandydaci - powiedział w wywiadzie dla Wirtualnej Polski w grudniu sam Karol Nawrocki.
Dziś Pałac podtrzymuje to stwierdzenie. - Pan Najder pozostanie na obecnej funkcji - przyznaje nam jeden ze współpracowników głowy państwa.
O powodach ludzie prezydenta nie mówią publicznie. Nieoficjalnie wskazują nam trop i przypominają wpis jednego z dziennikarzy TV Republika.
"W czasie polityki resetu Donalda Tuska [Jacek Najder] był podsekretarzem stanu w MSZ. To właśnie Najder, chwilę po tragedii smoleńskiej, prowadził z Siergiejem Riabkowem, zaufanym człowiekiem Putina 'dialog strategiczny', dotyczący polityki bezpieczeństwa między Polską a Rosją. To minister Najder podpisał protokół błędnej identyfikacji ciała prezydenta Kaczorowskiego i przekazywał szyfrogramy z rosyjską dezinformacją, obarczające winą za tragedię smoleńską gen. Błasika" - pisał Michał Jelonek z TV Republika.
Co zrobi Sikorski? - Na pewno będzie proponował sobie bliskie postaci - przewiduje człowiek z Pałacu Prezydenckiego.
Współpracownik Nawrockiego: - Sikorski myślał, że uderzy tym pismem w prezydenta, a tak naprawdę zdradził swoją taktykę negocjacyjną i to, iż jest w stanie z Klicha zrezygnować. Warto o tym przypominać, bo wiemy, że i Tusk, i Sikorski chcieliby o tym piśmie zapomnieć.
Nasze źródła w MSZ zaprzeczają. - Od 92 dni pan prezydent nie odpowiedział na ten list. Więc radzimy tonować emocje - mówi nam współpracownik Radosława Sikorskiego.
Wskazuje, że to współpracownicy Karola Nawrockiego "podburzają nastroje", nawet gdy - jego zdaniem - prezydent "chciałby się porozumieć z ministrem Sikorskim". "Dla dobra sprawy".
Ludzie prezydenta na razie nie sprawiają wrażenia, by chcieli pójść na ustępstwa. Przeciwnie: wspomniany Marcin Przydacz stwierdził publicznie, iż "dni pana Klicha są już policzone w Waszyngtonie".
- Dobrze by było, gdyby jednak - po pierwsze - znaleźć dobrego, wspólnego kandydata, a - po drugie - znaleźć też, usłyszeć uzasadnienie ze strony MSZ, dlaczego dobrzy ambasadorowie, także i Marek Magierowski, zostali bez słowa merytorycznego uzasadnienia zawróceni do kraju - powiedział na konferencji prasowej.
Premier zaprzecza: Klich zostaje
MSZ nie uznaje takiego stawiania sprawy i stylu publicznej dyskusji.
Słowom Przydacza zaprzeczył sam premier. - Dni pana ministra Klicha nie są policzone. Nie ma żadnej decyzji, by wycofać pana Klicha z placówki w Waszyngtonie - zadeklarował w czwartek 15 stycznia Donald Tusk.
Ale Pałac Prezydencki w te deklaracje nie wierzy. - Tusk musi tak mówić, a wiemy nieoficjalnie, że przy Klichu upierać się za wszelką cenę nie będzie. Z problemu zdają sobie sprawę nawet ludzie z MSZ, o placówce w USA nie wspominając. Ten paraliż ze strony rządu wkrótce się zakończy - twierdzi współpracownik Karola Nawrockiego.
MSZ na tego typu stwierdzenia się nie godzi. - Pan minister Przydacz, mimo zwrócenia mu uwagi podczas wczorajszego Konwentu Służby Zagranicznej, raczy kłamać. Prezydent Andrzej Duda zaakceptował 24 moje wnioski ambasadorskie. 42 kandydatów czeka na podpis prezydenta Nawrockiego - powiedział Radosław Sikorski.
Marcin Przydacz zareagował. "Panie Ministrze, proszę już zakończyć tę wojnę z wszystkimi. Efektem Pana działań jest sytuacja bez precedensu w historii III RP, w większości placówek Polska nie ma ambasadora (...). Mam nadzieję, do 26 stycznia zmieni Pan zdanie. Prezydent po raz kolejny wyciąga do Pana dłoń" - napisał.
Prezydencki minister rozwija myśl: - Pan prezydent po raz kolejny wyciąga dłoń po to, aby rozwiązać ten spór, który spowodował pan minister Sikorski i liczy na to, że wykaże się pan minister choć minimalną elastycznością i zacznie realizować kompetencje konstytucyjne - mówi.
Przerzucanie piłeczki trwa. Człowiek prezydenta cytuje Konstytucję, oceniając, że to prezydent ma decydujące zdanie w sprawie obsady ambasad. Rządzący w rozmowie z WP twierdzą z kolei, że ludzie prezydenta "z bezczelnością urywają cytat z konstytucji, pomijając kluczowe ‘na wniosek’, co tworzy fałszywe wrażenie, że prezydent ma wyłączną i suwerenną kompetencję w tej sprawie".
PiS konfrontacyjnie wobec Sikorskiego
- Czy dojdzie do przełomu? To zależy tylko od MSZ. To ten resort pod kierownictwem Radosława Sikorskiego odszedł od pewnego ukonstytuowanego od 30 lat zwyczaju, że każdy kandydat na ambasadora jest wstępnie konsultowany z prezydentem - mówi Wirtualnej Polsce poseł PiS Paweł Jabłoński, były wiceszef MSZ w rządzie Mateusza Morawieckiego.
Dlaczego taka była praktyka? - Dlatego że jak prezydent kogoś nie akceptował, to go nie powoływał. Nie ma sensu więc wystawiać kogoś do publicznego procesu rekrutacji, jeśli później nie zostanie powołany. MSZ jednak wysyła polityków KO, jak pan Klich, Pociej, Rostowski… - wylicza Jabłoński.
Jak mówi w programie "Tłit": - Ostatnio wysłali nam na komisję spraw zagranicznych w Sejmie kandydaturę Marka Prawdy. To człowiek, który zakładał Konfederację Ambasadorów i w 2021 r. pisał, że Polska na granicy z Białorusią popełnia zbrodnię przeciwko ludzkości. Nie Putin, nie Łukaszenka, tylko Polska. Tak Polskę oskarżali, a on dzisiaj chce być ambasadorem? To absurd.
Spór między rządem a ośrodkiem prezydenckim w tej sprawie trwa od marca 2024 r. Wtedy szef MSZ zdecydował, że ponad 50 ambasadorów zakończy misję, a kilkanaście kandydatur zgłoszonych do akceptacji przez poprzednie kierownictwo resortu zostanie wycofanych.
Ówczesny prezydent Andrzej Duda podkreślał natomiast, że "nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta". W miejsce ambasadorów, którzy opuścili placówki, ale nie zostali wówczas formalnie odwołani przez prezydenta, trafili wskazani przez MSZ dyplomaci, którzy nie mają statusu ambasadorów, lecz charge d’affaires.
Michał Wróblewski, dziennikarz Wirtualnej Polski