Symboliczny koniec modelu prezydentury [OPINIA]
Styl zakomunikowania decyzji o przekazaniu Okrągłego Stołu do Muzeum Historii Polski uświadamia (po raz kolejny), że prezydent Karol Nawrocki złożył pewien model prezydentury go grobu. Jeśli więc coś dzisiaj się skończyło, to nie tyle postkomunizm, ile styl sprawowania urzędu zaplanowany przez twórców konstytucji, a sprawowany przez jego poprzedników - pisze dla WP Tomasz P. Terlikowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
To, że decyzja o zmianie miejsca przechowywania i eksponowania Okrągłego Stołu - zakomunikowana przez prezydenta - wywoła polityczną "awanturkę", było absolutnie pewne. Część z polskiej klasy politycznej (ale także opinii publicznej), raczej też należącej do starszego pokolenia, wciąż uważa ten mebel, a dokładniej to, co on symbolizuje, za fundament III RP, za wzór rozwiązywania konfliktów i za przykład pokojowego wyjścia z komunizmu.
Inni - też uczciwie trzeba powiedzieć, że raczej ze starszego pokolenia - uznają go za symbol zblatowania elit solidarnościowych i komunistycznych, które sprawiły, że III RP nie stała się w pełni suwerennym, oczyszczonym państwem. Ten spór, żywy przed laty, powoli wprawdzie wygasa, staje się dla młodszego pokolenia czymś całkowicie nieistotnym, bo też i podziały polityczne idą po innych liniach, co w niczym nie zmienia faktu, że w obecnej sytuacji decyzja Nawrockiego rozpali ponownie emocje.
I tym razem pójdą one po linii Koalicja Obywatelska - PiS, choć w obu partiach znaleźć można ludzi, których podejście do Okrągłego Stołu było skrajnie różne. Awantura więc jest już gotowa.
Zmiany w Pałacu Prezydenckim. "Dziś skończył się w Polsce postkomunizm"
Jeśli jednak zostawić na boku te emocje (a jako człowiek, który obserwował obrady jako ósmoklasista, rozumiem jakoś i przyjmuje argumenty obu stron), to warto wskazać, że problemem nie jest wcale decyzja, którą zresztą - według informacji przekazywanych przez rzecznika Muzeum Historii Polski Michała Przeperskiego - podjął jeszcze Andrzej Duda, ale model jej przekazania.
Ostatecznie, gdy powstanie Muzeum Historii Polski to z całą pewnością będzie ono lepszym i bardziej adekwatnym miejscem do eksponowania Okrągłego Stołu (czy też jego fragmentów), niż Pałac Prezydencki. Tam można go będzie nie tylko wkomponować w wystawę, ale też zniuansować narrację historyczną, pokazać całe skomplikowanie jego znaczenia, a także odmienne jego oceny. Tam będzie się on też wpisywał w szerszy proces historyczny. Pałac Prezydencki nie jest miejscem, gdzie to wszystko można zrobić.
I dlatego sama decyzja (niekoniecznie jej data, bo można zadać pytanie, dlaczego stół przekazano już teraz, choć wystawa stała zostanie otwarta dopiero w 2027 roku) nie jest przesadnie dyskusyjna. To krok w słuszną stronę. Tyle że nie da się już tego samego powiedzieć o sposobie jej zaprezentowania. Prezydent Karol Nawrocki z decyzji, która była do zakomunikowania w sposób umiarkowany i spokojny, uczynił kolejny akt samookreślenia, zmotywowania swojego elektoratu i ataku na ludzi, którzy myślą inaczej. "Dziś, szanowni państwo, skończył się w Polsce postkomunizm, niech żyje wolna Polska" - przekonywał prezydent.
A wcześniej też bardzo jednoznacznie oceniał Okrągły Stół i jego uczestników.
"Dziś, w dwudziestym pierwszym wieku, młodzi Polacy, ci urodzeni w latach dziewięćdziesiątych, w latach dwutysięcznych, ale też moje pokolenie Polaków, nie muszą iść na żadne układy z byłymi dyktatorami, komunistami czy z postkomunistami. Nie chcemy w Polsce XXI wieku, ani nie potrzebujemy, myśląc o naszej przyszłości, o naszym sukcesie ekonomicznym, o naszym sukcesie gospodarczym, o rozwoju naszych technologii, nie musimy wsłuchiwać się w głos nie tylko dyktatury czasów komunistycznych, ale i w głos tych którzy mordowali, ale także nie możemy kolejnych pokoleń Polaków infekować przaśnością systemu komunistycznego. Dziś wolną, niepodległą, suwerenną i ambitną Polskę stać na dużo więcej niż idealizowanie Okrągłego Stołu" - mówił.
Fundament Okrągłego Stołu
I tu dochodzimy do istoty problemu. Karol Nawrocki jako historyk ma prawo do własnej oceny Okrągłego Stołu, jako polityk ma prawo do wykorzystywania tej oceny do bieżącej walki politycznej czy do budowania własnych narracji, jeśli jednak coś budzi wątpliwości, to pytanie, czy jako prezydent powinien aż tak jednoznacznie opowiadać się po jednej ze stron interpretacji politycznej, narracji historycznej i tak jednoznacznie określać nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość.
Polskę, czy to się komuś podoba czy nie, zbudowano na fundamencie tamtego porozumienia i jego rozumienia. Ludzie ze strony komunistycznej uczestniczyli w budowaniu wolnej Polski, a prezydent i premier z formacji postkomunistycznej zrobili wiele, by wprowadzić Polskę do NATO i Unii Europejskiej.
SLD - a piszę to jako człowiek, który nigdy w życiu nie zagłosował na postkomunistów - ma swój wkład w budowę wolnej Polski. Obok siebie - choć nie jest to już w ogóle kwestia głęboko określająca tożsamość wyborczą - żyją obecnie w Polsce dzieci i wnuki solidarnościowców i komunistów (dodajmy, że te grupy wcale nie są wykluczające się wzajemnie). Polaków - i to też jest dość oczywiste - dzieli także podejście do tego, co wydarzyło się później, rozumienie sporów politycznych itd. Prezydent ma zaś być głową państwa, które należy do nich wszystkich, a nie przywódcą jednych.
Tak swoje zadanie rozumieli - mimo wszystkich różnic - kolejni prezydenci Rzeczpospolitej. Oczywiście mieli swoje poglądy, oczywiście ich nie ukrywali, ale… w publicznych przemówieniach próbowali budować narracje historyczne nieco bardziej umiarkowane, zdecydowanie mniej dzielące. Karol Nawrocki z tą tradycją zrywa. On, jako prezydent, chce nie tyle łączyć, ile promować jedną, jedynie słuszną koncepcję historii. To ona ma stać się jedyną narracją państwa, która nie tyle będzie łączyć, co określać, co jest dobre, a co złe.
I to jest zasadnicza zmiana, zmiana modelu prezydentury. Karol Nawrocki wzoruje się w tej zmianie na Donaldzie Trumpie, od niego czerpie model opowiadania o niej i budowania narracji politycznej. Ma do tego rzecz jasna polityczne, wilcze prawo, bo wygrał wybory prezydenckie. Jeśli coś może budzić wątpliwości, to jedynie to, czy rzeczywiście, po pierwsze - biorąc pod uwagę duch konstytucji - jest to model adekwatny do ustrojowego miejsca, jakie przypisane jest prezydentowi w naszym systemie prawnym.
I po drugie, czy ta zmiana jest zmianą na lepsze, jeśli brać pod uwagę to, że Polska potrzebuje urzędów, narracji, symboli, które by nas łączyły, a niekoniecznie takich, które będą nas jeszcze bardziej dzielić. I to jest mój główny problem z decyzją prezydenta, a dokładniej modelem jej zaprezentowania.
Dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski
Tomasz P. Terlikowski jest doktorem filozofii religii, pisarzem, publicystą RMF FM i RMF 24. Ostatnio opublikował "Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła", a wcześniej m.in. "Czy konserwatyzm ma przyszłość?", "Koniec Kościoła, jaki znacie" i "Jasna Góra. Biografia".