Świat w trybie podwyższonej tolerancji na wstrząsy. Minister energii dla WP o nowym zagrożeniu z Iranu
Czy czeka nas drastyczny wzrost cen na stacjach i gigantyczne rachunki za energię? Minister energii Miłosz Motyka w rozmowie z Wirtualną Polską studzi emocje, ale przyznaje: świat wszedł w tryb "permanentnego kryzysu". – Wzrostu cen nie da się całkowicie wykluczyć – mówi i ostro ocenia propozycje Karola Nawrockiego dotyczące prądu.
Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak, Wirtualna Polska: Czego najbardziej obawia się minister energii w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie?
Miłosz Motyka, minister energii: To największy kryzys na światowych rynkach od momentu inwazji Rosji na Ukrainę. Widzimy, że ceny nie wzrosły tak jak po agresji Rosji, ale też wolumen dostaw gazu z tamtego kierunku jest niższy niż gazu rosyjskiego do Europy na początku wojny. To kierunek ważny z punktu widzenia Chin.
Ale widzimy, że Iran stara się zamknąć szlak przez cieśninę Ormuz?
Polska nie importuje ropy przez Cieśninę Ormuz. Nasze dostawy z tamtego regionu – realizowane przez Orlen i we współpracy z Saudi Aramco – płyną ropociągiem East-West łączącym wschodnie pola naftowe z portem Yanbu nad Morzem Czerwonym, a następnie przez Morze Śródziemne dalej do Polski. Te dostawy są realizowane w sposób ciągły.
A co z importem gazu? Katar wstrzymał produkcję skroplonego gazu ziemnego w swoich kluczowych obiektach przemysłowych po tym, jak irańskie drony zaatakowały strategiczne zakłady energetyczne. Automatycznie ceny gazu w Europie wzrosły o prawie 50 proc.
Dostawy Qatar Energy stanowią około 10 procent naszego zużycia i są obecnie realizowane bez zakłóceń. Gdyby konflikt przedłużył się na kolejne miesiące, spółki deklarują zabezpieczenie tego wolumenu z innych kierunków. Nasz portfel jest bardzo zdywersyfikowany. Mamy produkcję własną, Baltic Pipe, LNG ze Stanów Zjednoczonych i inne kierunki. Jesteśmy w stanie wyrównać ewentualne niedobory.
Atak na Polskę możliwy? Generał: "Jesteśmy obiektem zainteresowań"
Mieliśmy chwilę wcześniej akcję Stanów w Wenezueli, czy tam to się odbiło jakąś gospodarczą czkawką?
Nie.
Czyli teraz Trump może dekapitować kolejnych przywódców w kolejnych krajach i to już przestało robić wrażenie na świecie gospodarczym? Po pandemii i inwazji Rosji na Ukrainę świat przeszedł w tryb permanentnego kryzysu i nauczył się w nim funkcjonować?
Iran to jedno z największych na świecie państw sponsorujących terroryzm. To państwo, które współpracuje z Federacją Rosyjską, dostarczając jej uzbrojenie służące do atakowania cywilów na Ukrainie. Osłabienie tego reżimu leży w szerokim interesie świata demokratycznego. Jednocześnie wszystkim zależy na wspieraniu dążeń do pokojowej transformacji w stronę wartości demokratycznych i uspokojenia sytuacji w całym regionie, bo ma on bardzo ważne znaczenie dla światowej gospodarki, handlu, a także transportu lotniczego.
Iran będzie zainteresowany eskalacją – to zupełnie inna dynamika niż ta, którą widzieliśmy podczas 12-dniowej wojny między Izraelem a Iranem. Wydaje się, że po inwazji Rosji na Ukrainę pewna wajcha została przestawiona. Świat funkcjonuje w trybie podwyższonej tolerancji na wstrząsy geopolityczne. Ale Iran to inny kaliber - to państwo, które destabilizuje region i od lat angażuje się w tzw. proxy warfare (wojna zastępcza). Im krócej ten konflikt potrwa, tym mniejsze będą turbulencje na rynku.
Czy może pan zatem zagwarantować, że nie odnotujemy gwałtownego wzrostu cen na stacjach paliw w Polsce?
Wzrostu cen nie da się całkowicie wykluczyć, ale jeśli się wydarzy, to z powodów obiektywnych, makroekonomicznych. Ze względu na dywersyfikację w zakresie kierunków dostaw ropy i paliw obecna sytuacja nie wpłynie na niedobory paliw. Polska jest dobrze przygotowana w tym zakresie i dysponuje odpowiednio wysokim poziomem zapasów. Oczywiście globalna niepewność i eskalacja konfliktu mogą powodować chwilowo zwiększone zakupy paliw przez konsumentów, ale nie ma powodów do paniki. Podaż paliw jest wystarczająca. Jeśli chodzi o gaz dla odbiorców indywidualnych, są taryfy zatwierdzone przez prezesa URE – np. dla klientów dawnego PGNiG są od 25 lutego niższe. Szacujemy, że dla dwuosobowego gospodarstwa domowego to oszczędność 300-400 złotych rocznie, a dla dużej rodziny od kilkuset do tysiąca złotych.
Co się stanie, jeśli konflikt przeciągnie się na miesiące albo lata? Jakie mechanizmy wsparcia dla obywateli są brane pod uwagę?
Mamy procedury związane z bezpieczeństwem energetycznym i mechanizmy, które państwo może uruchomić. To będzie zależało od rozwoju sytuacji. Taryfy dla odbiorców indywidualnych mamy zatwierdzone. Największym wyzwaniem gospodarczym byłby wpływ na rynek nawozów – tam widzimy dziś największe ryzyko i planujemy ścisłą współpracę z biznesem. Natomiast z perspektywy gospodarstw domowych na chwilę obecną nie widać powodów do niepokoju.
Co z cenami energii elektrycznej dla zwykłych odbiorców?
Taryfy są niższe niż poprzednio. Pracujemy nad dalszymi zmianami w zakresie dystrybucji, szczególnie opłaty mocowej, której kalkulację będziemy weryfikować. Moim zdaniem spółki energetyczne powinny dbać o bezpieczeństwo energetyczne, a bezpieczeństwo to możliwie niskie ceny. Mają dostęp do taniego kapitału, np. z odblokowanego KPO i środków krajowych. Inwestycje nie powinny odbywać się kosztem obywateli.
Pojawiła się propozycja prezydenta Nawrockiego dotycząca obniżenia cen prądu. Co pan o niej sądzi?
To propozycja przerzucenia kosztów z rachunków obywateli na budżet.
Wcześniej był pan wiceministrem w resorcie klimatu, teraz wybił się pan na większą niezależność.
W strukturach rządowych zarówno ministrowie, jak i wiceministrowie realizują tę samą politykę, dlatego współpraca musi być ściśle skoordynowana. Dziś z resortem klimatu bardzo blisko współpracujemy, chociażby przy temacie ETS-u. Ta współpraca jest dobra i myślę, że żadne bieżące uwarunkowania polityczne tego nie zmienią.
A nie łatwiej współpracowało się panu z minister Hennig-Kloską, kiedy była w Polsce 2050, czy teraz jak jest w Centrum?
Polskie Stronnictwo Ludowe jest drugą największą partią w koalicji i jest najstabilniejszym, obok Platformy Obywatelskiej, koalicjantem. Jesteśmy stabilizatorem współpracy ze wszystkimi partiami. Współpraca nadal jest dobra, a podział Polski 2050 nic tutaj nie zmienia.
PiS szuka kandydata na premiera…
Gdyby Jarosław Kaczyński poważnie myślał o tym, kto ma taką szansę, to na pewno nie jest to kandydat z PiS-u. Wystawienie jakiegokolwiek kandydata jest wystawieniem go na polityczne spalenie. To próba odwrócenia uwagi od wewnętrznych problemów PiS, które są gigantyczne, o czym sami politycy PiS-u mówią. Trudno mi sobie wyobrazić uspokojenie po ogłoszeniu kandydatury, bo jedna lub druga frakcja będzie tylko tę benzynę do ognia dolewać.
Co, jeśli będzie to tzw. kandydat zgody, na przykład jakiś samorządowiec związany z PiS-em?
Trudno mi sobie wyobrazić, by ci, którzy przez lata realizowali politykę PiS-u i pełnili najważniejsze funkcje w państwie, dzisiaj godzili się na nie jeden, nie dwa, a kilkadziesiąt kroków w tył, tylko dlatego, że przychodzi ktoś, kogo namaszcza prezes Kaczyński, niegwarantujący zdolności koalicyjnej. To nie jest coś, co będzie budowało jedność tej partii i dawało im nadzieję na odzyskanie władzy.
A może za jakiś czas padnie propozycja kandydata z PSL i zbudowania nowej większości?
PiS od dawna daje do zrozumienia, że chciałby całkowicie wyeliminować nas ze sceny politycznej. W takiej sytuacji trudno mówić, że brak woli porozumienia leży wyłącznie po jednej stronie.
Rozmawiali Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak, Wirtualna Polska