Jednak nie samorządowiec? To może być kandydat PiS na premiera. Morawiecki szykuje kontrakcję
Nie najczęściej wymieniany ostatnio prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny, lecz poseł Przemysław Czarnek ma największe szanse na zostanie kandydatem PiS na premiera - wynika z ustaleń Wirtualnej Polski. Jak słyszymy, Karol Nawrocki nie miał za wiele do powiedzenia przy wyborze kandydata, ale o samym fakcie jego wyboru przez prezesa Kaczyńskiego miał zostać już poinformowany. W kolejnym tygodniu swój ruch ma wykonać Mateusz Morawiecki.
W sobotę 7 marca prezes PiS Jarosław Kaczyński ma przedstawić kandydata partii na szefa przyszłego rządu, który formacja ma nadzieję stworzyć po wyborach w 2027 roku. Na konwencji ma przemówić prezes partii i wskazany kandydat. Pula nazwisk pozostaje raczej niezmienna, najczęściej wskazywani są: prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny, europoseł Tobiasz Bocheński, szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.
Przy czym w ostatnim czasie najczęściej mówi się o prezydencie Nadbereżnym lub generalnie którymś z samorządowców zbliżonych do PiS (czyli prezydent Otwocka Jarosław Margielski i prezydent Chełma Jakub Banaszek) - jako tych, którzy mogliby okazać się kandydatami godzącymi zwaśnione pisowskie frakcje.
Ale z naszych rozmów w PiS wynika, że Nadbereżny wcale nie jest traktowany w PiS do końca jako rzeczywisty faworyt. - To kandydat wypuszczony "na rybkę" - przekonuje rozmówca z PiS. Skąd taka niewiara w kandydowanie Nadbereżnego? - Niektórzy zapominają, że to nie wybory prezydenckie, gdzie wybiera się gościa, którego wszyscy mają polubić i gdzie robotę robią fotki z uśmiechniętą rodziną. A przecież to wskazanie przyszłego premiera, który musi mieć silne zaplecze i być w stanie załatwiać sprawy. Z całym szacunkiem, ale jakie sprawy partyjne czy rządowe będzie w stanie załatwić Nadbereżny? - pyta retorycznie rozmówca z PiS.
To może być kandydat Kaczyńskiego
W takim razie jeśli to nie Nadbereżny, to kto? Z naszych rozmów wynika, że wybór prezesa może paść na Przemysława Czarnka. - Rzeczywiście słychać ostatnio o Czarnku, ale jeśli chodzi o sobotę, to jest to wiedza pochodząca wyłącznie z partyjnych plotek - przyznaje stronnik Mateusza Morawieckiego.
Inny rozmówca z PiS podkreśla zalety Czarnka.
- On ma najlepszy kontakt z ludźmi na spotkaniach, medialnie jest nie do zagadania, wszystko już na niego wyciągnięto. Nie ma więc ryzyka, jak to było przy Karolu Nawrockim, który był jak niezapisana karta i który nie ostrzegł nas w kampanii o sprawie pana Jerzego i jego mieszkania. Wystarczy też uważnie posłuchać wywiadu prezesa Kaczyńskiego dla Radia Maryja, w którym opisał cechy, jakie powinien mieć kandydat - tłumaczy rozmówca z PiS.
Postawienie na Czarnka miałoby być także wypadkową słabości jego potencjalnych kontrkandydatów. W przypadku Tobiasza Bocheńskiego słyszymy - i to od przedstawiciela frakcji, do której on sam należy - że cierpi na podobny problem, co Mateusz Morawiecki, czyli że jest wciąż traktowany jako osoba "z zewnątrz", nie na wskroś pisowska i bez większych zasług. - Poza tym na spotkaniach z ludźmi mówi w stylu ex catedra, nie bez przyczyny też mówi się o nim "Carrington" - przyznaje osoba z PiS. Z kolei Morawiecki kilka razy ostatnio wykonał ruchy, które były interpretowane jako postawienie się Jarosławowi Kaczyńskiemu, co prezesowi się nie spodobało.
Sam Przemysław Czarnek pytany w środowej rozmowie w Radio Zet, czy to jego kandydatura zostanie zaprezentowana w sobotę na konwencji PiS w Krakowie, powiedział: - Prawdopodobnie nie. Ale znając sytuację w PiS trudno spodziewać się innej deklaracji dopóki decyzja nie zostanie ogłoszona.
Teoretycznie mocnym kandydatem byłby współpracownik prezydenta Zbigniew Bogucki, który wzmocnił się m.in. na bezceremonialnej krytyce rządu i samego Donalda Tuska, np. z mównicy sejmowej czy występując na eventach takich jak rządowy szczyt medyczny. - Tyle że nie da się być kandydatem i jednocześnie szefem Kancelarii Prezydenta. Bogucki musiałby wybrać, wątpię, by zrezygnował z obecnej funkcji, w której ewidentnie się spełnia - przyznaje polityk PiS. Co więcej, spekuluje się, że także sam prezydent woli zatrzymać Boguckiego u siebie. Choć jest też druga teoria, że do wyborów długa droga, dlatego kandydat, którego za chwilę poznamy i tak zostanie wymieniony (zwłaszcza jeśli będzie sobie kiepsko radził) i wtedy Bogucki mógłby wejść do gry.
Na razie jednak najczęściej słychać o Czarnku, a od przedstawiciela frakcji Morawieckiego słychać, że choć Czarnek w mediach jest przypisywany do "maślarzy", to rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana i stara się dogadywać ze wszystkimi. To jednak nie niweluje pojawiających się wokół niego wątpliwości.
- Zasadniczy dylemat dotyczy linii partii. Jeśli ma to być Czarnek, to znaczy, że idziemy w kierunku tożsamościowo-betonowym i nie wiem, czy to właściwy kierunek. Czarnek zbudował się na radykalizmie, wręcz retorycznie jest bardziej radykalny niż w rzeczywistości - ocenia.
Morawiecki szykuje swój ruch
Z wyścigu wykluczony wydaje się też być Mateusz Morawiecki. Zdaniem naszych rozmówców jest zwyczajnie niewybieralny, bo nie zgodzą się na to frakcje "maślarzy" i ziobryści. To także - jak zauważają rozmówcy - utrudniałoby ewentualne rozmowy koalicyjne z Konfederacją, która kojarzy Morawieckiego głównie z covidowymi obostrzeniami.
Z naszych ustaleń wynika, że zdając sobie z tego sprawę, Morawiecki może już szykować ruch, dający się interpretować jako potencjalny krok w kierunku rozwodu z PiS (do którego finalnie może nie dojść, ale stanowić pierwsze tak poważne ostrzeżenie dla Nowogrodzkiej). Tak zresztą tłumaczy nam jeden z jego współpracowników. - Wydarzenie sobotnie jest traktowane jako szczebelek w drabince eskalacyjnej. W kolejnym tygodniu będzie kolejny, na innej drabince. I to nie szczebelek, a szczebel - przekonuje stronnik Morawieckiego.
Z samych słów naszego rozmówcy wynika, że nie oznacza to wyjścia Morawieckiego i jego zwolenników z PiS - dziś zresztą mało kto w to wierzy, włącznie z samymi zainteresowanymi. Ale już nie jest wykluczone powołanie np. jakiegoś stowarzyszenia, które w przyszłości może posłużyć jako podwaliny dla nowej partii. I zapewne tego rodzaju sygnał zamierza wysłać Nowogrodzkiej Morawiecki.
Już teraz relacje między centralą PiS a byłym premierem są napięte. Jak pisaliśmy w WP, "Zespół Pracy dla Polski", któremu przewodniczy Morawiecki, w piątek 6 marca - a więc dzień przed planowanym przez Kaczyńskiego przedstawieniem kandydata na premiera - ma zaprezentować w Warszawie raport pt. "Powered by Poland. Strategia dla nowoczesnej gospodarki". Event rozpocznie się przed południem, wystąpią na nim również pozapolityczni i bezpartyjni eksperci (związani z ruchem na rzecz budowy CPK). Ten ruch przez Nowogrodzką odbierany jest jako próba sabotowania sobotniego wydarzenia PiS. Przemysław Czarnek ocenił ruch Morawieckiego jako wprowadzenie niepotrzebnego zamieszania.
Po co PiS-owi kandydat już teraz
Z punktu widzenia prezesa PiS kandydat ma skonsolidować partię, po ostatnim burzliwym okresie otwartej wojny między "maślarzami" a "harcerzami". Partia ma przestać zajmować się sobą, a kontynuować akcję w terenie, za którą kandydat ma być odpowiedzialny. To, jak poszczególne frakcje będą współpracowały z kandydatem, ma być podstawą do ich oceny. Taka figura ma także zdjąć kłopoty z głowy prezesa bezpośredniego zarządzania sporem w partii, bo to kandydat będzie miał sobie z tym radzić. Przy tym prezes zachowuje swobodę, bo może albo skarcić niesłuchających kandydata członków partii, albo przeciwnie samego kandydata, że sobie nie radzi.
- Ktokolwiek by to nie był, niekoniecznie się ostanie jako kandydat do czasu wyborów. To chyba próba zmitygowania napięć, których zawsze było dużo, choć niekoniecznie aż tak widocznych. Nadzieja jest taka, że ta osoba zjednoczy i zapanuje zgoda, ale nie wiem, czy tak będzie - przyznaje stronnik Morawieckiego w PiS. I dodaje: - "To, co się wydarzy w sobotę, to nie koniec, ale tylko kolejny rozdział w całej historii".
Z naszych informacji - uzyskanych zarówno w PiS, jak i Pałacu - wynika, że prezydent Karol Nawrocki ani nie brał udziału w poszukiwaniach kandydata PiS na premiera, ani nie zastrzegł sobie prawa do jego akceptacji. - Ale został już poinformowany o kandydacie. Tę wiedzę prezydent ma od wtorku - przekonuje rozmówca z PiS.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze wp.pl i money.pl