Straty na blisko miliard. Afera węglowa w rządzie Morawieckiego
- To wydaje się niemożliwe, że mieliśmy do czynienia tylko z niekompetencją. Raczej mieliśmy do czynienia z ustawionym wałkiem, który miał wyprowadzić z budżetu państwa gigantyczne pieniądze - przekazał szef MSWiA Marcin Kierwiński. Chodzi 750 tys. ton węgla sprowadzonego do kraju za czasów rządu PiS, a który zalega na składowiskach. Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.
Podczas poniedziałkowej konferencji szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jan Grabiec przypomniał rok 2022, kiedy to - jak mówił - na skutek embarga na węgiel rosyjski okazało się, że Polacy nie mają węgla.
- Pamiętamy ten moment, w którym ceny węgla w Polsce wystrzeliły astronomicznie w górę. Okazało się, że zwykli mieszkańcy nie są w stanie zakupić węgla na zimę - Grabiec podkreślił, że ówczesny rząd Mateusza Morawieckiego "mimo możliwości naszych kopalń, nie przygotował wówczas Polski do wprowadzenia embarga na rosyjski węgiel" i zaczęło się "paniczne" poszukiwanie zasobów na całym świecie.
Afera węglowa w rządzie Morawieckiego
- Decyzją premiera Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych miała sprowadzić 750 tysięcy ton węgla. Okazało się, że ten węgiel nie nadawał się do użytku indywidualnego przez tych, do których miał trafić i zalega on właściwie na składach opłacanych przez RARS do dzisiaj - mówił minister. Zwrócił też uwagę na straty poniesione przez PKP Cargo przez decyzję ówczesnego premiera Morawieckiego.
W ub. tygodniu RARS złożyła zawiadomienie do prokuratury ws. węgla importowanego na polecenie premiera Mateusza Morawieckiego. Jak podkreślił na poniedziałkowej konferencji szef MSWiA Marcin Kierwiński, chodzi o straty "gigantycznych rozmiarów" i "zapewne nie jest to ostatnie zawiadomienie w tej sprawie".
- Dzisiaj pewnie jeszcze będzie uzupełnione także o inne osoby, które mogły być zaangażowane w tej w ten proceder - zapowiedział Kierwiński. Doprecyzował, że w latach 2022-2023 do Polski sprowadzony został węgiel z Kazachstanu (54 proc.), Kolumbii (31 proc.) czy Australii (14 proc.). Łącznie 750 tysięcy ton za ponad 1 3 miliarda złotych, z czego 40 proc. "do niczego się nie nadaje". - To miał niespełniający żadnych warunków - Kierwiński podał, że według ekspertów ze sprzedaży zalegającego na składach węgla uda się odzyskać ok. 300 mln zł. Straty mogą zatem wynieść ok. miliarda zł.
- Mamy do czynienia z gigantycznym marnotrawstwem państwowych pieniędzy (...) Trudno tutaj mówić o przypadku. To wygląda jak celowe działanie, na którym ktoś miał po prostu zarobić - ocenił szef MSWiA.