Starcie na szczycie w Brukseli. Spór o ETS
W czwartek wieczorem szefowie państw i rządów Unii Europejskiej przeszli do rozmowy o tym, jak zaradzić wysokim cenom energii. Polska i Włochy wzywały do zmian, podczas gdy Hiszpania i Szwecja stały na straży obecnych rozwiązań - donoszą źródła PAP.
Najważniejsze informacje:
- Polska i Włochy wzywają do reformy ETS z powodu wysokich cen energii.
- Szwecja i Hiszpania bronią obecnego systemu jako efektywnego środka transformacji.
- Komisja Europejska podkreśla potrzebę modernizacji ETS ze względu na rosnące ceny paliw kopalnych.
Na posiedzeniu Rady Europejskiej doszło do spięcia dwóch obozów: zwolenników i przeciwników systemu ETS. Fakt, że w Polsce uprawnienia na emisję odpowiadają za blisko jedną czwartą rachunków za prąd, czyni ją liderką grupy państw, która wezwała na szczycie do reformy ETS.
Sojusznikiem Polski są Włochy, których liderka Giorgia Meloni narzekała na to, że z powodu ETS wzrost cen gazu na świecie wskutek wojny w Iranie jest szczególnie dotkliwy dla jej kraju.
Czy reforma ETS jest konieczna?
Nie tylko Polska i Włochy, ale także Austria i Czechy domagają się zmian w ETS. Co ciekawe, Austria, pomimo swojego oparcia energetycznego na źródłach odnawialnych, liczy na to, że reforma przyniesie ogólną obniżkę cen energii.
Z kolei Grecja argumentuje, że obecne wysokie koszty energii były nie do przewidzenia przy tworzeniu ETS, podkreślając zmieniające się realia gospodarcze.
Szwecja i Hiszpania uważają, że system ETS działa skutecznie, a jego reforma powinna być przemyślana, aby nie karać państw, które inwestowały już w zieloną transformację. Holandia zwróciła uwagę, że bez systemu ETS dzisiaj Europa wydawałaby znacznie więcej na paliwa kopalne.
Jakie są konkluzje?
Przedłużenie darmowych uprawnień w systemie handlu emisjami ETS oraz uwolnienie rezerw na sprzedaż - tak unijne źródło podsumowało wyniki unijnego szczytu poświęconego cenom energii. Według niego na spotkaniu w czwartek zmieniono kierunek myślenia o systemie ETS, w następnej kolejności ma być ETS2.
Według unijnych dyplomatów żaden z przywódców unijnej "27" nie poparł najbardziej radykalnego postulatu, jakim jest wstrzymanie systemu ETS, ponieważ to byłaby rewolucja dla europejskiego przemysłu i inwestorów. Nawet najbardziej radykalny wśród liderów premier Czech Andrej Babisz był konstruktywny i otwarty na rozmowę. We wnioskach końcowych ze szczytu "przeszedł" forsowany przez niego zapis o tym, że Komisja Europejska ma zaproponować reformę ETS do czerwca.
W konkluzjach szefowie państw i rządów UE uzgodnili jednak zapisy, które mają przynieść w najbliższych miesiącach konkretne rozwiązania zmniejszające obciążenia związane z funkcjonowaniem systemu. W szczególności należy się spodziewać sięgnięcia przez Komisję Europejską do rezerw uprawnień na emisję, które, uwolnione na rynek, doprowadzą do spadku ich cen. Ma to przynieść ulgę dla przemysłu i przyczynić się do obniżenia rachunków za prąd dla konsumentów, zwłaszcza krajów, których PKB na jednego mieszkańca znajduje się poniżej unijnej średniej. Będzie więc dotyczyć Polski.
Obserwujący z bliska obrady Rady Europejskiej urzędnik powiedział grupie dziennikarzy, że udało się zbudować porozumienie ponadregionalne wokół ETS - nie tylko kraje Europy Środkowej wzywały do zmian, ale też dołączyły do nich Włochy, Belgia czy też przestawiona całkowicie na odnawialne źródła energii Austria.
O kształcie reformy na podstawie wniosków ze szczytu ostatecznie zadecyduje Komisja Europejska, co rodzi pytania o to, czy przekształci system w myśl krajów sceptycznych wobec ETS, czy wygra podejście zwolenników systemu, wśród których jest sama przewodnicząca KE. Von der Leyen miała także na szczycie przekonywać przywódców, że ETS jest silnikiem procesu odchodzenia od paliw kopalnych, od których importu UE wciąż jest uzależniona.