Skandal w ukraińskim banku. Weteran bez kończyn upokorzony
20-letni weteran, który stracił wszystkie kończyny na wojnie, nie mógł w Kijowie odzyskać swojej karty bankowej. Wszystko dlatego, że jeden z pracowników upierał się, że musi mu zrobić zdjęcie, jak trzyma kartę... w ręce. W sprawę zaangażował się prezes banku centralnego.
Ołena Tolkaczowa opisała historię żołnierza, który w wieku 18 lat poszedł na wojnę. Podczas walk w obwodzie charkowskim został jednak ciężko ranny. Stracił nogi i ręce.
W wyniku walk uszkodzony został także jego telefon, na którym znajdowały się jego karty bankowe. W związku z tym mężczyzna próbował wyrobić sobie nową kartę. Udał się do PrivatBanku w Kijowie. Tam usłyszał, że ma nową kartę "wziąć do ręki i zbliżyć do twarzy, by można było zrobić zdjęcie".
Sytuacja była absurdalna. Pracownik upierał się, że nikt inny nie może potrzymać karty za żołnierza i umożliwić to może tylko pełnomocnictwo.
Interweniuje prezes banku centralnego
PrivatBank przekazał, że "sytuacja związana z niewłaściwym świadczeniem usług weteranom w Kijowie jest niedopuszczalna". Podkreślono, że bank bada sprawę i dopilnuje, by weteran otrzymał kartę.
"Jest nam niezmiernie przykro, że doszło do takiej sytuacji. Podejmiemy działania mające na celu zapobieżenie podobnym zdarzeniom w przyszłości" - zaznaczono.
W sprawę zaangażował się też prezes Narodowego Banku Ukrainy Andrij Pyszny.
"Nie rozumiem, o co chodziło bankowi. Ale wiem na pewno, że tak nie powinno być" - napisał. "Osobiście wręczę kartę wraz z przeprosinami od nas wszystkich" - dodał.