Sikorski krytykuje protestujących. "Ciekawe, ilu tam agentów, a ilu frajerów"
Przed Pałacem Prezydenckim odbył się protest, którego uczestnicy domagali się od Nawrockiego zawetowania ustawy ws. programu SAFE. Wicepremier Radosław Sikorski skomentował sytuację pisząc o "agentach" i "frajerach".
Najważniejsze informacje:
- Sejm przyjął ustawę wdrażającą unijnych program SAFE, która ma pozwolić Polsce na wykorzystanie 43,7 mld euro pożyczek na obronność i przemysł zbrojeniowy.
- Przed Pałacem Prezydenckim odbył się protest pod szyldem "Nie dla SAFE”, którego uczestnicy apelowali do prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowanie ustawy.
- Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski krytykował demonstrację, a prezydencki minister Marcin Przydacz mówi o ryzyku "warunkowości” w programie SAFE.
Sejm zatwierdził ustawę, która ma umożliwić Polsce wykorzystanie funduszy z unijnego programu SAFE. Polska miałaby utrzymać 43,7 mld euro pożyczek na korzystnych warunkach w celu rozwój swojej obronności i przemysłu zbrojeniowego.
W sumie program SAFE zawiera 150 mld euro, a Polska ma być jego największym beneficjentem w całej Unii Europejskiej. Przeciwko ustawie głosowało Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja. Politycy koalicji rządzącej przekonują, że program w znaczącym stopniu wzmocni Polską obronność w obliczu zagrożeń ze strony Rosji.
W sobotę przeciwnicy ustawy zorganizowali protest pod hasłem "Nie dla SAFE" przed Pałacem Prezydenckim. Uczestnicy domagali się, aby prezydent Karol Nawrocki zawetował projekt i uniemożliwił wykorzystanie unijnych funduszy przez Polskę.
Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski krytykował protestujących w swoich mediach społecznościowych, twierdząc, że działają przeciwko polskiemu interesowi. "Zamach smoleński, reaktywacja. Ciekawe, ilu tam agentów, a ilu frajerów" – napisał na platformie X, podając relację z demonstracji.
Decyzja Nawrockiego. Głos z Pałacu Prezydenckiego
Głos w sprawie programu SAFE zabrał również szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. – Ja mogę zwrócić uwagę na jeden zasadniczy element, to jest element warunkowości. On jest oczywiście dużym problemem, bo mamy jako polska złe doświadczenia z (unijną) warunkowością – argumentował podczas rozmowy w Polsat News.
Przydacz tłumaczył, że obawia się scenariusza, w którym Polska nie otrzymałaby funduszy pomimo dokonanego już wcześniej zakupu sprzętu. Przytoczył hipotetyczny przykład takiej sytuacji: – Polski rząd podpisuje kontrakt na dostawę jakiegoś sprzętu, czyli bierze na siebie zobowiązanie, a z jakiegoś powodu Ursula von der Leyen rok później mówi: a ja wam nie wypłacę tych pieniędzy – mówił. Polityk podkreślał, że nie wie, jaka będzie decyzja prezydenta.
Źródło: Onet / Polsat News