Siewcy strachu. Nowy patent trolli Putina

Media społecznościowe zalewają informacje o przygotowaniach do masowych przesiedleń Polaków. Operacja rzekomo zaczęła się w zeszłym tygodniu, ale jest utajniona do tego stopnia, że nikt nie wie, które miejscowości już objęła. Za tymi rewelacjami stoją te same osoby, które wcześniej negowały pandemię COVID, a teraz popierają Rosjan w wojnie z Ukrainą.

Putin
Putin
Źródło zdjęć: © Kremlin.ru
Sławek Zagórski
  • Rosyjska propaganda od trzech tygodni rozpowszechnia w polskich mediach społecznościowych fałszywą narrację o rzekomych przygotowaniach do masowych wysiedleń Polaków. Trolle przedstawiają jawne plany ewakuacyjne, oznaczenia punktów zbiórki i plecaki ewakuacyjne jako "dowody" na ukrytą operację rządu.
  • Mechanizm jest klasyczny dla Kremla - zakotwiczyć kłamstwo w odrobinie prawdy. Plany ewakuacyjne funkcjonują w Polsce od czasów PRL i są obowiązkowe, ale trolle nadają im nowe, spiskowe znaczenie. Te same konta wcześniej negowały pandemię COVID i podważały sens członkostwa Polski w NATO.
  • Cel operacji to chaos informacyjny i podważenie zaufania do państwa. Z perspektywy Kremla to rozwiązanie tanie i skuteczne, bo wystarczy, by w sytuacji kryzysowej obywatele nie ufali oficjalnym komunikatom. Mimo trzech tygodni akcji polskie służby publicznie nie zneutralizowały kampanii.

Rosyjska propaganda od dawna zalewa polską przestrzeń informacyjną fałszywymi informacjami. Były już takie, że naruszenie naszej przestrzeni powietrznej przez drony to ukraińska prowokacja oraz te, że Ukraińcy sprzedają polską pomoc. Najnowszy patent dotyczy przekonywania, że polski rząd przygotowuje masowe wysiedlenia.

Warto pamiętać - tego typu narracje to nie odosobniony incydent, ale element szerszej rosyjskiej wojny informacyjnej wymierzonej w Polskę. Kreml od lat testuje różne kierunki ataku: od negowania rosyjskich prowokacji na granicy, przez podważanie sensu pomocy Ukrainie, po fałszywe doniesienia o rzekomych nadużyciach uchodźców. Kampania o "wysiedleniach" to kolejna odsłona tej samej strategii: znaleźć temat, który budzi emocje, i wykorzystać go do osłabienia zaufania Polaków do własnego państwa.

W ostatnim czasie w mediach społecznościowych są rozpowszechniane informacje, że plany ewakuacyjne przygotowywane na wypadek sytuacji kryzysowych oraz klęsk żywiołowych w rzeczywistości posłużą do przymusowych przesiedleń. Autorzy tych rewelacji twierdzą też, że nawet plecaki ewakuacyjne to nic innego jak "plecaki wysiedleńcze", bo zaleca się ich skonfigurowanie tak, aby ułatwić władzom wysiedlenie.

Tak skomentował uwolnienie Poczobuta. "Łukaszenka musi się zdecydować"

Miejsce wysiedlonych Polaków mają rzekomo zająć przywiezieni Ukraińcy i Żydzi. To twierdzenia kuriozalne, oderwane od jakichkolwiek faktów, ale w narracji trolli pojawiają się jako "pewnik". Jako potwierdzenie przywoływane są m.in. rzekomo wzmożone operacje lotnicze, w tym loty do Radomia. Nieważne, że brakuje jakichkolwiek wiarygodnych danych wskazujących na zwiększony ruch lotniczy - lotnisko w Radomiu wciąż obsługuje znikomą liczbę operacji.

O żadnych wysiedleniach, które miały być prowadzone w ostatnim tygodniu kwietnia, oczywiście nic nie słychać, bo żadnych wysiedleń nie ma i nie było. Nie pojawiły się zdjęcia kolumn autobusów, rodzin opuszczających domy ani opieczętowanych mieszkań. Nikt nie zgłosił, że stracił dach nad głową. Bo w tej akcji w mediach społecznościowych nie chodzi o to, by cokolwiek udowodnić - chodzi o to, by budzić strach. I to wystarczy, żeby narracja działała.

Budowanie kłamstwa

Najważniejszym elementem budowy skutecznego kłamstwa jest zakotwiczenie go w odrobinie prawdy. Taką kotwicą są plany ewakuacyjne, oznaczenia terenowe czy choćby ćwiczenia Obrony Cywilnej, które odbywają się regularnie w różnym czasie i miejscu. Na przykład w zeszłym roku w kilku województwach ćwiczono ewakuację zabytków w przypadku zagrożenia klęską żywiołową.

Wówczas takiej paniki nie siano, choć sytuacja się nie zmieniła ani o jotę. Plany ewakuacyjne funkcjonują bowiem od lat jako element systemu bezpieczeństwa i reagowania kryzysowego w ramach Obrony Cywilnej. Ich tworzenie jest obowiązkowe, co narzucają ustawy. Nie stanowią one żadnego nadzwyczajnego instrumentu prawnego, który powstał nagle. Istnieją od czasów PRL, a ich aktualizacje są robione co kilka lat wraz ze zmieniającą się sytuacją i infrastrukturą. Poprzednia modyfikacja nastąpiła po wybuchu wojny na Ukrainie. Teraz, w wyniku zmieniającej się sytuacji i planów odbudowy Obrony Cywilnej, robiona jest kolejna.

Podobnie jest ze wszelkimi oznaczeniami punktów zbiórki umożliwiającymi sprawną organizację ewakuacji oraz weryfikację, czy wszystkie osoby opuściły zagrożony obszar. Tego rodzaju rozwiązania są stosowane w Polsce od dekad. Przez internetowe trolle oznaczenia zostały jednak przedstawione jako "dowody" na to, że rząd planuje masowe wysiedlenia, a znaki, plecaki i plany ewakuacyjne mają jedynie ułatwić to działanie.

To, że znaki wyznaczające miejsca zbiórki są obowiązkowe od wielu lat, przestaje mieć znaczenie, bo zwykle nie zwraca się na nie uwagi. Trolle wykorzystały to, że im bardziej dany element jest powszechny i oswojony, tym łatwiej nadać mu nowe, ukryte znaczenie.

Podobny mechanizm dotyczy samych procedur ewakuacyjnych. Są to jawne i obowiązkowe instrukcje dostępne w każdym urzędzie gminy, miasta czy dzielnicy. Tylko nikt się po nie oczywiście nie wybiera, bo zainteresowanie własnym bezpieczeństwem jest minimalne. Wyśmiewano nawet plecaki ewakuacyjne i poradnik bezpieczeństwa. Teraz zbieramy tego żniwo.

Nie jest to nowość, bo na tych samych kontach wcześniej pojawiały się treści negujące sens szczepień przeciwko COVID czy podważające sens przynależności Polski do NATO i Unii Europejskiej.

Podważanie zaufania

Rosjanie od zawsze grali na podziały społeczne w państwach, które uważają za zagrożenie. Rozsiewając tego typu informacje, mają nadzieję na podważenie zaufania społecznego do władz, wzbudzenie lęku i wzrost znaczenia ruchów antywojennych, które powstrzymałyby Zachód przed dostarczaniem Ukrainie.

Ale nie tylko brak zaufania do państwa może objawić się problemami podczas prowadzenia akcji ratunkowych w czasie powodzi czy wichur. W sytuacji kryzysowej państwo opiera się na tym, że jego komunikaty są traktowane poważnie i wykonywane bez zwłoki. Jeśli tak się nie dzieje, spada skuteczność całego systemu reagowania kryzysowego, a pojawia się chaos informacyjny, w którym oficjalne komunikaty konkurują z plotkami i przekazami z anonimowych źródeł.

Z perspektywy Kremla to rozwiązanie wygodne i relatywnie tanie. Nie trzeba nikogo przekonywać do jednej, spójnej wersji wydarzeń. Wystarczy podważyć wiarygodność służb, co, jak się okazuje, nie jest trudne, bo mimo akcji prowadzonej przez trolle od trzech tygodni, żadne służby nie są w stanie zneutralizować operacji, która ewidentnie jest zorganizowana.

I tak odbiorca zostaje sam - między sprzecznymi przekazami, z poczuciem, że nic nie jest pewne, a może faktycznie rząd coś szykuje. I właśnie o taki efekt chodzi Kremlowi: nie o to, by Polacy uwierzyli w jedną konkretną teorię, ale o to, by przestali ufać komukolwiek. Bo społeczeństwo, które nie wie, komu wierzyć, jest znacznie łatwiejszym celem niż takie, które ma jasne punkty odniesienia.

Wybrane dla Ciebie