Rozmowy Trump-Zełenski. "Piłka nadal jest po stronie Rosji"
Czy po spotkaniu Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego na Florydzie można mówić o przełomie w negocjacjach albo o przybliżeniu się do finalizacji porozumienia pokojowego, w trwającej od ponad 3 lat wojnie w Ukrainie? Eksperci, z którymi rozmawiała Wirtualna Polska, są sceptyczni. Wskazują, że "piłka nadal jest po stronie Rosji".
"Omówiliśmy wszystkie aspekty ram pokojowych i osiągnęliśmy znaczące rezultaty" - napisał w niedzielę Wołodymyr Zełenski po spotkaniu z prezydentem USA na Florydzie.
Rozmowy Donalda Trumpa i prezydenta Ukrainy w rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie trwały blisko trzy godziny. Było to czwarte osobiste spotkanie obu przywódców, zorganizowane w Stanach Zjednoczonych w tym roku. Dotyczyło projektu porozumienia, które ma zakończyć wojnę w Ukrainie.
Jak zapewniał na konferencji prasowej Donald Trump, było to "fantastyczne spotkanie", na którym omówiono wiele kwestii. Zdaniem prezydenta USA do porozumienia dojdzie "za kilka tygodni".
- Jesteśmy coraz bliżej porozumienia, może nawet bardzo blisko - powiedział Trump podczas wspólnej konferencji prasowej z Zełenskim po rozmowach dwustronnych i telekonferencji z europejskimi przywódcami w posiadłości Trumpa w Mar-a-Lago. Ocenił, że uzgodnione zostało ok. 95 proc. kwestii, choć przyznał, że wciąż pozostały "jedna-dwie bardzo drażliwe kwestie", w tym sprawa pozostałych nieokupowanych terytoriów Ukrainy w Donbasie. Sugerował przy tym, że Ukraina powinna oddać nieokupowane terytoria, zanim przejmie je Rosja.
Z kolei Wołodymyr Zełenski stwierdził, że 20-punktowy plan pokojowy jest w 90 proc. uzgodniony, gwarancje bezpieczeństwa USA dla Ukrainy w 100 proc., zaś europejskie gwarancje prawie w 100 proc., w tym w 100 proc. w wymiarze militarnym. I jak dodał, omówiona została kwestia sekwencji dalszych kroków: obaj zgodzili się, że "gwarancje bezpieczeństwa są kluczowe na drodze do osiągnięcia trwałego pokoju". Zapowiedział również kontynuacje rozmów zespołów obu państw w przyszłym tygodniu, by sfinalizować wszystkie omówione kwestie.
"Gra Trumpa w robienie pokoju"
W ocenie prof. Macieja Milczanowskiego, zastępcy dyrektora Instytutu Nauk o Polityce na Uniwersytecie Rzeszowskim, jeżeli chodzi o proces pokojowy, to nic takiego przełomowego się na Florydzie nie wydarzyło.
- Ale bardzo ważne jest, żeby Zełenski i ludzie z jego ekipy spotykali się z Trumpem. Widać bowiem, że prezydent USA ostatnio ulega bardzo wpływom polityków, którzy mają krytyczny stosunek do Ukrainy. Nie tylko Putinowi, ale chociażby premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi – mówi Milczanowski.
I jak podkreśla, ważne jest, by Trump nie wpadł całkowicie w orbitę rosyjskiego oddziaływania.
- Z kolei dla procesu pokojowego znaczenia praktycznie nie ma żadnego. A to dlatego, że mamy bowiem cały czas "grę Trumpa w robienie pokoju". Wszyscy muszą go utwierdzać, że wychodzi mu to znakomicie. Tymczasem jak wiemy, on go wcale nie tworzy, w żaden sposób nie wpływa na zakończenie wojny. To dlatego, że o tym akurat decyduje Putin nie Trump – uważa rozmówca Wirtualnej Polski.
Zdaniem prof. Macieja Milczanowskiego, rosyjski przywódca nie ma ochoty takiego procesu rozpoczynać, bo jego celem jest przejęcie kontroli nad całą Ukrainą.
- Co prawda amerykańskiemu prezydentowi ukraińskie państwo jest obojętne i zapewne chętnie przekazałby Moskwie kontrolę nad nim, ale widzi, że ukraińska armia walczy, cały czas stawia opór i jest wspierana przez Europę, więc chcąc nie chcąc kontynuuje rozmowy – ocenia Milczanowski.
I jak dodaje, mamy obecnie patową sytuację, w której Stany Zjednoczone stoją w rozkroku.
- Wszyscy grają w swoją grę. Moskwie zależy na utrzymaniu warunków z pierwotnego planu, który został przygotowany na Kremlu i przekazany Amerykanom. Z kolei Biały Dom mówiąc o porozumieniu pokojowym, raz myśli o pierwotnym planie, innym razem o europejskiej wersji, po czym Trump chwali ukraińskie propozycje. Nigdy nie wiadomo do końca, co tak naprawdę amerykańska administracja popiera. A przy tym dalej próbuje ugłaskać Putina – komentuje ekspert.
- To, że na Florydzie nie było wzajemnych uszczypliwości między Trumpem a Zełenskim, a bardziej wymiana uprzejmości, o niczym nie świadczy. Amerykański prezydent jutro może zmienić zdanie i powiedzieć, że ukraiński prezydent jest kiepskim przywódcą, nie chce pokoju i nie będzie z nim rozmawiał. Był taki moment w połowie roku, wydawało się zwrotny, że Trump zmienił podejście na korzyść Ukrainy. Szybko okazało się, że nic bardziej mylnego. Miały być ostrzejsze sankcje na Rosję – nie były. Zamiast tego mieliśmy spotkanie na Alasce z Putinem i przywracanie roli Moskwy w globalnym świecie – podkreśla prof. Maciej Milczanowski.
W podobnym tonie wypowiada się dr Wojciech Jakóbik, wykładowca Kolegium Europy Wschodniej i analityk z Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego.
- Mamy ciąg dalszy rozmów, kolejne formaty, specjalne komisje, które będą zajmować się różnymi elementami ustaleń pokojowych. Z tym że wciąż nie wiemy, jaka będzie odpowiedź Moskwy. Nawet jeżeli udało się doprecyzować coś po stronie zachodniej, między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą oraz krajami europejskimi, to piłka jest po stronie Moskwy. A Rosja od początku deklarowała, że nie ustąpi ani o krok w najważniejszych sprawach, dlatego też nie jesteśmy przez to bliżej porozumienia w sprawie pokoju – mówi WP dr Wojciech Jakóbik.
I jak zwraca uwagę, Trump rozmawiał telefonicznie z Putinem przed i po rozmowach w Miami z Zełenskim.
- Widać zatem bieżącą koordynację stanowisk USA i Rosji. To też sugeruje, że Rosjanie będą próbować wymuszać na Trumpie kolejne ustępstwa ws. Ukrainy. Po rozmowach pojawiły się dwa niepokojące sygnały z dziedziny bezpieczeństwa energetycznego. Po pierwsze, Trump ironicznie skrytykował ukraińskie ataki na cele w Rosji. Po drugie, mówił o rzekomo szczodrej ofercie Putina dostaw energii na Ukrainę, sugerując prawdopodobnie dostawy z Zaporowskiej elektrowni jądrowej, która jest obecnie okupowana przez Rosjan – przypomina Jakóbik.
W jego ocenie to także potencjalne ustępstwo wobec Kremla.
- Polegałoby na tym, że Rosja utrzyma w rękach największą elektrownię na Ukrainie, a w zamian dobrodusznie dostarczy część jej energii nad Dniepr. To byłoby narzędzie wpływu na Ukrainę w czasie potencjalnych wyborów parlamentarnych, czy też plebiscytów o zwierzchności nad terytoriami okupowanymi. Więc to jest też niebezpieczny sygnał – zauważa ekspert.
- Do tego dochodzi jeszcze kwestia gwarancji bezpieczeństwa, ponieważ strona rosyjska nie chce się zgodzić ani na obecność sił zachodnich, ani na obecność dzisiejszych władz ukraińskich. Ani też na gwarancje przypominające te z traktatu NATO. Więc nawet jeżeli uda się dojść do 100 procent porozumienia po stronie zachodniej, to wciąż Rosjanie mogą pozostać przy swoim stanowisku – ocenia dr Wojciech Jakóbik.
"Trump będzie ulegał Putinowi"
Obaj eksperci pytani o osiągnięcie porozumienia pokojowego w Nowym Roku i zakończenie wojny są bardzo sceptyczni.
- Dzisiaj zakończenie wojny w 2026 r. jest trudno prognozować. Być może rzeczywiście dojdzie do takiego przełomu. Ale jeśli już, to w wyniku kalkulacji na Kremlu. Jeśli, np. Rosja przyciśnięta kolejnymi sankcjami wpadłaby w potężne kłopoty finansowo- gospodarcze. Tu już ważniejsze są rozmowy kuluarowe aniżeli oficjalne spotkania dwu czy trzystronne – mówi WP prof. Maciej Milczanowski.
W jego ocenie Trumpowi zależy tylko na tym, by zbudować swój pomnik.
- Podobnie zresztą jak Putinowi, tylko rosyjski przywódca jest o wiele bardziej świadomy sytuacji i faktów. Trump chciałby zbudować trochę taką Moskwę w Waszyngtonie. Tworzy nową grupę oligarchów i biznesmenów, którzy mają przejąć wszystkie wpływy w Stanach Zjednoczonych. Jest bardziej zorientowany na robienie interesów z Rosją, aniżeli z Ukrainą. A to oznacza, że w kwestii porozumienia pokojowego będzie nadal ulegał Putinowi – komentuje prof. Maciej Milczanowski.
W ocenie dr. Wojciecha Jakóbika, tymczasowe zatrzymanie działań zbrojnych w 2026 r. de facto zależy od Rosjan.
- Mamy doświadczenia empiryczne pokazujące, że za każdym razem takie układy przez Rosjan są naruszane i konflikt jest odmrażany. I nie widać podstaw do tego, żeby miało być tym razem inaczej. Ukraina musiałaby dostać konkretne gwarancje, w tym poprzez rozmieszczenie sił zachodnich na jej terytorium. Ale do tego nie dopuści Putin. "Koło się więc zamyka", a wojna, jak trwała, trwać będzie – podsumowuje rozmówca Wirtualnej Polski.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski