WP Finanse
Biedronka
14-12-2017 (14:40)

Relacje pracowników Biedronki po badaniach holterem. "Mnie o zgodę nie pytali"

- Nikt nie wiedział, że będziemy się rozbierać i chodzić bez staników - mówi nam pracownica Biedronki, zapytana o głośną kwestię holterów wykorzystanych do sprawdzenia, jak ciężką pracę wykonują zatrudniani przez sieć. Rozmowy z kasjerami pokazują obraz ludzi, którzy bojąc się stracić pracę, zgadzali się na badanie w delikatnie rzecz ujmując, niekomfortowych warunkach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pracownicy skarżą się na pomysł Jeronimo Martins
Pracownicy skarżą się na pomysł Jeronimo Martins (Agencja Gazeta, Fot: Jakub Zukowski)

- Nikt nie wiedział, jak to badanie będzie wyglądało. Nikt nie wiedział, że będziemy się rozbierać i chodzić bez staników - mówi nam kasjerka w jednej z dwudziestu Biedronek, gdzie przeprowadzono akcję. I właśnie konieczność rozebrania się przed osobami, które nawet się nie przedstawiły, jest najczęstszym początkiem listy skarg na pomysł Jeronimo Martins.

"Każdy mógł wejść"

- Cała sprawa wywołała ogromną dyskusję w pracy. O tym, co zakładano, mówię: "holter", ale nie mam pewności, bo nie poinformowano nas nawet, co to za urządzenie. Pracownicom kazano zdejmować staniki w pokoju socjalnym, do którego każdy mógł wejść. Później podpinali to urządzenie – wyjaśnia nam świadek badania w innym sklepie objętym programem.

Zobacz, na czym dokładnie polega badanie holterem:

W przesłanym Money.pl oświadczeniu Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci sklepów Biedronka, zapewnił, że "badanie jest w pełni dobrowolne". Tę informację pod znakiem zapytania stawiają relacje pracowników. W rozmowie z nami przekonują, że faktycznie usłyszeli o dobrowolności, ale już po tym, jak założono im urządzenia.

"Kierowniczka kazała"

- Co ja miałam zrobić, skoro kierowniczka kazała mi poddać się badaniu? – pyta jedne z kasjerek. Słowa innych pracowników potwierdzają, że za brakiem protestu ze strony wielu osób stała obawa o pracę. Równocześnie udało nam się ustalić, że znalazły się osoby, które odmówiły badania. Szkopuł w tym, że byli to głównie zastępcy kierowników sklepów. Z relacji pracowników wynika też, że odmówiła osoba, która i tak zamierzała się zwolnić. Dla nie więc konsekwencji niepoddania się badaniu nie byłoby żadnych.

- Mnie o zgodę nie pytali. Dopiero gdy mnie podłączyli, to zapaliła mi się czerwona lampka. W odpowiedzi na pytanie usłyszałam, że badanie zleca Biedronka i jest dobrowolne – stwierdza kasjerka, która poddała się badaniu.

"Ze strachu"

- Tego dnia miałam wolne, ale koleżanka na początku zmiany usłyszała, że ma udać się do pokoju socjalnego. Tam usłyszała od trzech panów, że ma się rozebrać. Gdy została w staniku, powiedzieli jej, że tę część garderoby również musi ściągnąć. Ze strachu ściągnęła go, ale to oznacza, że widzieli ją nago. Tak samo, jako po zmianie, gdy zdejmowali z niej urządzenie - mówi nam pracownica Biedronki.

Sprawa zelektryzowała nie tylko kasjerki, ale i część osób na stanowiskach menedżerskich. Przynajmniej jedna z kierowniczek zapowiedziała, że zajmie się sprawą i skieruje ją "wyżej". Wiemy także, że część pracowników odpowiedzialnych za BHP w sklepach objętych kontrolą postanowiła przeprosić kasjerki. Przynajmniej jedna z nich stwierdziła w rozmowie z kasjerkami, iż sądziła, że do badania wykorzystane zostaną opaski monitorujące tętno, nie holtery.

Co więcej, pierwotne informacje, które trafiły do Biedronek, mówiły o tym, że w sklepach pojawią się "osoby, które będą obserwować pracę".

Badania prowadzone regularnie, ale...

Jak już zdążyła wyjaśnić w rozmowie z money.pl prof. Alicja Bortkiewicz, tzw. badania wysiłku energetycznego są normalną procedurą. Reprezentowany przez nią łódzki Instytut Medycyny Pracy prowadzi je regularnie w wielu branżach. Także w oświadczeniu Jeronimo Martins Polska znalazła się informacja o tym, że badania prowadzone są od wielu lat.

Problem pojawił się jednak, gdy zapytana o sprawę Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła, że nie spotkała się dotychczas z tego typu badaniem wśród pracowników.

Czym jest badanie holterem

Badanie tzw. holterem w swoim założeniu ma zapewnić lekarzom najdokładniejsze informacje o pracy serca w trakcie codziennego życia pacjentów. Dlatego też osoby, którym w szpitalach i przychodniach zakłada się to urządzenie, są zachęcane do normalnego funkcjonowania przez 24, a czasem 48 godzin.

W przypadku kilkugodzinnego noszenia w miejscu pracy, monitorowanie aktywności serca miało na celu dać asumpt do ustalenia, jak ciężką pracę wykonują osoby zatrudniane przez Biedronkę.

Co na to lekarz?

W związku z faktem, że najwięcej emocji w sprawie budzi kwestia nakazu zdejmowania stanika, zapytaliśmy o procedurę lekarza. Jak przyznał, jest to stosowana praktyka przy badaniach pracy serca tą metodą. Wynika ono z konieczności przyklejania elektrod wokół serca. Gdy badaniu poddawani są mężczyźni, zdarza się, że ich torsy muszą zostać wygolone w miejscach naklejania elektrod.

I choć cel akcji wydaje się słuszny, a badanie nie jest niczym nadzwyczajnym, to otwartym pozostaje jedno pytanie. Dlaczego sieć sklepów nie zapewniła przynajmniej minimum komfortu pracownicom, które musiały rozebrać się przed nieznanymi ludźmi w ogólnodostępnym pomieszczeniu?

W informacjach przesłanych przez Biedronkę brakuje także informacji o tym, dlaczego pracownicy nie zostali w pełni uprzedzeni o charakterze badań nim się rozpoczęły.

"Według naszych ustaleń w dwóch przypadkach proces komunikacji między pracownikami, ich przełożonymi oraz badaczami Instytutu mógł doprowadzić do dyskomfortu niektórych pracowników. Wyciągniemy wnioski z uwag naszych pracowników, planując kolejne tego typu działania" - czytamy w piśmie do Wirtualnej Polski.

Biedronka twierdzi, że to dla dobra pracowników

W przesłanym nam oświadczeniu sieć sklepów tłumaczy, że badanie miało na celu pomoc samym pracownikom, a nie ich inwigilowanie. Biedronka podkreśla, że dane były przetwarzane zbiorczo, a nie w odniesieniu do pojedynczych osób.

"W wyniku ostatnich tego typu badań wprowadziliśmy wiele zmian korzystnych dla pracowników sklepów oraz centrów dystrybucyjnych" - pisze Biedronka.

Według niej są to m.in. zwiększenie liczby pracowników, którym przysługuje posiłek regeneracyjny finansowany przez pracodawcę, zmiana metody zabezpieczania palet folią i zrezygnowanie z pracy ręcznej na rzecz specjalnych maszyn w centrach dystrybucyjnych, wprowadzenie dodatkowej przerwy dla pracowników mroźni i magazynierów przebywających na zewnątrz centrum dystrybucyjnego, zmniejszenie liczby etykiet cenowych, które należy wymienić podczas jednej zmiany w sklepach, zapewnienie pracownikom specjalnych wysięgników do wieszania plakatów w sklepach, dzięki czemu nie muszą oni sięgać wysoko lub korzystać z drabin.

Polub WP Wiadomości