Putin zastawił pułapkę i sam w nią wpadł. Teraz nie ma dobrego ruchu

Władimir Putin stał się zakładnikiem własnej propagandy. Nawet gdyby chciał się zgodzić na warunki pokojowe, to społeczeństwo odebrałoby to jako słabość i porażkę swojego prezydenta. Choć Rosjanie nie garną się już tak ochoczo na front, to wciąż oczekują wygranej.

Władimir Putin nie ma dobrego ruchuWładimir Putin na własne życzenie nie ma dobrego ruchu, który pozwoliły zakończyć wojnę
Źródło zdjęć: © East News
Sławek Zagórski

Przez długi czas wygodnym tłumaczeniem każdej ze stron było sprowadzanie braku perspektyw pokojowych do osobistych ambicji Putina albo do nieustępliwości Wołodymyra Zełenskiego. Jest jednak jeszcze jedna przeszkoda na drodze do jakiegokolwiek kompromisu. To radykalizacja obu społeczeństw.

Przywódcy stali się w dużej mierze zakładnikami nastrojów, które sami pomogli wykreować, a które teraz ograniczają ich pole manewru bardziej niż presja militarna czy dyplomatyczna. Zjawisko to szczególnie dobrze widać po stronie rosyjskiej, gdzie wbrew potocznym wyobrażeniom społeczne poparcie dla wojny nie tylko nie załamało się pod wpływem strat i sankcji, ale uległo dalszemu usztywnieniu.

Sondaż niezależnego Centrum Lewady pokazuje obraz rosyjskiego społeczeństwa, które z jednej strony chce wygranej na wojnie, a z drugiej niekoniecznie chce za to płacić. Aż 76 proc. ankietowanych Rosjan deklaruje poparcie dla działań sił zbrojnych w Ukrainie, co oznacza utrzymanie bardzo wysokiego poziomu akceptacji dla samego faktu prowadzenia wojny.

Tak wojna Putina uderzyła w gospodarkę Rosji. "Dwa miliony wakatów"

Jednocześnie 61 proc. respondentów opowiada się za rozmowami pokojowymi, co na pierwszy rzut oka mogłoby sugerować gotowość społeczeństwa do deeskalacji. Ten pozorny umiarkowany ton znika, gdy badani zostali zapytani o realne ustępstwa. W sytuacji braku porozumienia z Kijowem aż 59 proc. Rosjan domaga się zwiększenia intensywności ataków na Ukrainę. Za ustępstwami opowiada się zaledwie 20 proc.

Kompromis? Tak. Tyle że na rosyjskich zasadach

Ten zestaw odpowiedzi mówi o rosyjskim społeczeństwie więcej niż jakiekolwiek propagandowe deklaracje Kremla. Rosjanie w dużej mierze chcą pokoju rozumianego nie jako kompromis, lecz jako zwycięstwo. Rozmowy są akceptowalne o tyle, o ile prowadzą do realizacji celów wojennych Moskwy.

W takim klimacie politycznym każdy rosyjski przywódca, nawet gdyby chciał realnie negocjować, musiałby liczyć się z oskarżeniami o zdradę interesów państwa. A w otoczeniu Putina znalazłaby się cała rzesza chętnych na jego stołek.

Przez lata propaganda budowała obraz wojny egzystencjalnej, starcia z Zachodem i "nazistowską" Ukrainą. W takim klimacie cofnięcie się choćby o krok oznaczałoby przyznanie się do porażki całego projektu państwowego. Społeczne oczekiwania zostały więc ustawione na maksymalizm, a przestrzeń dla kompromisu dramatycznie się skurczyła.

W efekcie powstała sytuacja, w której liderzy są jednocześnie kreatorami i więźniami wojennych nastrojów. Putin przez lata konsekwentnie eliminował z przestrzeni publicznej wszelkie alternatywne narracje, wzmacniając obraz wojny jako historycznej konieczności.

Wojna tak, ale nie naszym kosztem

Rosyjski przypadek pokazuje przy tym jeszcze jeden paradoks. Wysokie deklaratywne poparcie dla wojny nie przekłada się na gotowość do osobistych poświęceń. Od miesięcy Kreml zmaga się z chronicznym niedoborem ludzi na froncie, mimo wciąż wysokich premii za podpisanie kontraktu z armią. Państwo oferuje przyspieszone wypłaty, ulgi dla rodzin i obietnice społecznego awansu.

Efekt pozostaje ograniczony. Ochotniczy napływ żołnierzy jest niewystarczający, by pokryć straty, a struktura mobilizacji pokazuje wyraźnie, że wojna jest przerzucana na peryferia. Gubinka, regiony biedniejsze i słabiej reprezentowane politycznie, zostały już w praktyce wydrenowane z mężczyzn w wieku poborowym. A to tam rekrutacja jest najbardziej agresywna, a presja administracyjna na lokalne społeczności największa.

Jednocześnie władze federalne wykazują wyraźną ostrożność, jeśli chodzi o sięganie po mężczyzn z dużych miast, takich jak Moskwa czy Petersburg. Obawa przed społecznymi niepokojami w centrach politycznych i ekonomicznych kraju pozostaje realna. Kreml pamięta, że to nie prowincja, lecz metropolie decydują o stabilności systemu władzy.

W tej sytuacji coraz częściej na front wracają ranni, żołnierze po krótkiej rekonwalescencji oraz ci, którzy wrócili z ukraińskiej niewoli w ramach wymian. Formalnie są to doświadczeni weterani, w praktyce często ludzie fizycznie i psychicznie niezdolni do dalszej służby. Ten mechanizm pozwala chwilowo łatać braki kadrowe, ale jednocześnie pogłębia kryzys morale i zwiększa długofalowe koszty społeczne wojny. Państwo, które deklaruje masowe poparcie dla działań zbrojnych, nie jest w stanie zmobilizować tego poparcia w formie realnego zaangażowania obywateli.

Walka do końca

Taka radykalizacja społeczeństwa, które święcie wierzy, że walka toczy się o przyszłość Europy, którą tylko Rosja może uratować, powoduje, że nawet jeśli na poziomie elit politycznych pojawiłaby się gotowość do rozmów, presja społeczna działałaby w kierunku ich sabotowania. W Rosji kompromis mógłby zostać odebrany jako dowód słabości władzy i zaprzeczenie lat propagandy.

Wbrew pozorom nie jest to sytuacja komfortowa dla żadnej ze stron. Społeczeństwa oczekujące maksymalnych rezultatów wojennych prędzej czy później zderzą się z ograniczeniami demograficznymi, gospodarczymi i militarnymi. Im dłużej konflikt trwa, tym wyższa staje się cena jego kontynuacji, nawet jeśli na poziomie deklaracji jest ona akceptowana.

Wojna na Ukrainie nie zbliża się więc do końca nie dlatego, że brakuje kanałów dyplomatycznych czy mediatorów, lecz dlatego, że Kreml sam się zapędził w kozi róg. W takim układzie każdy krok w stronę pokoju wymagałby nie tylko decyzji politycznej, lecz także długiego procesu prania mózgów Rosjan, którym tym razem trzeba będzie wytłumaczyć, że kompromis wcale nie jest porażką, a Putin nadal jest wielki i silny.

Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski

Wybrane dla Ciebie
CBA zatrzymało troje notariuszy. Chodzi o przejęcie niemal 50 mln zł
CBA zatrzymało troje notariuszy. Chodzi o przejęcie niemal 50 mln zł
Czarne chmury nad Braunem. Parlament Europejski zdecydował
Czarne chmury nad Braunem. Parlament Europejski zdecydował
Uzależniła się od social mediów. Wygrała w sądzie z Metą i YouTube
Uzależniła się od social mediów. Wygrała w sądzie z Metą i YouTube
Surowsze kary. Minister zapowiada dokręcenie śruby pijanym kierowcom i dezinformatorom
Surowsze kary. Minister zapowiada dokręcenie śruby pijanym kierowcom i dezinformatorom
Komitet Noblowski pokaże listę prezentów. To pokłosie afery Epsteina
Komitet Noblowski pokaże listę prezentów. To pokłosie afery Epsteina
Autobus runął do rzeki. Nagranie z dramatycznego wypadku w Bangladeszu
Autobus runął do rzeki. Nagranie z dramatycznego wypadku w Bangladeszu
Przydacz o różnicach w rozmowach z Orbanem. Polska złożyła propozycję
Przydacz o różnicach w rozmowach z Orbanem. Polska złożyła propozycję
Sikorski do Przydacza: "Bzdura". Poszło o wizytę u Orbána
Sikorski do Przydacza: "Bzdura". Poszło o wizytę u Orbána
Śmieciowy przewrót w stolicy. Plomby na pojemnikach
Śmieciowy przewrót w stolicy. Plomby na pojemnikach
Kobiety z Leska mówią o przerażeniu, nowe informacje ws. cieśniny Ormuz, TISZA zwiększa przewagę [SKRÓT PORANKA]
Kobiety z Leska mówią o przerażeniu, nowe informacje ws. cieśniny Ormuz, TISZA zwiększa przewagę [SKRÓT PORANKA]
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Odpowiadał za blokadę Ormuz. Izrael miał go wyeliminować
Będzie taniej na święta? Znamy plan rządu w sprawie cen paliw
Będzie taniej na święta? Znamy plan rządu w sprawie cen paliw
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Wiadomości