Przesmyk suwalski. "Koszt ewentualnego ataku Rosjan będzie wysoki"
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zapewnił, że Sojusz Północnoatlantycki jest gotowy do szybkiej i zdecydowanej reakcji na ewentualną próbę blokady przesmyku suwalskiego przez Rosję. - Jego wypowiedź wpisuje się w klasyczną strategię odstraszania. Rutte sygnalizuje Moskwie, że koszt ewentualnego ataku Rosjan będzie wysoki - mówi WP Bartłomiej Wypartowicz, ekspert portalu Defence24.
Przypomnijmy, w ubiegłym tygodniu "The Wall Street Journal" opisał grę wojenną, w której wzięło udział 16 byłych wysokich rangą urzędników z Niemiec i NATO, a także parlamentarzyści i eksperci ds. bezpieczeństwa. Końcowy wynik nie był zbyt optymistyczny. Rosjanie w ciągu kilku dni niewielkimi siłami opanowali w tej grze strategiczny przyczółek na Litwie, a NATO zareagowało paraliżem decyzyjnym.
Według "The Wall Street Journal", przyjęty w grze scenariusz oznaczał, że Rosja zajmuje w październiku br. litewski Mariampol, 35-tysięczne miasto w przesmyku suwalskim. Robi to pod pretekstem rzekomego kryzysu humanitarnego w obwodzie królewieckim, swojej enklawie graniczącej z Polską i Litwą. Przesmyk suwalski to wąski pas terytorium Polski wokół Suwałk i Augustowa, łączący Polskę z Litwą, Łotwą i Estonią. Jednocześnie oddziela należący do Rosji obwód królewiecki od Białorusi.
W środę na konferencji szef Sojuszu Mark Rutte w Brukseli był pytany, czy jeśli Rosja, siłą 15 tys. żołnierzy, zdecyduje się zablokować przesmyk suwalski, NATO jest w stanie szybko zareagować. Odpowiedział, że zdecydowanie tak.
- Mogę zapewnić, że samo NATO regularnie ćwiczy różne scenariusze, wykorzystując wszelkie istotne informacje wywiadowcze - odparł sekretarz generalny NATO. I jak zapewniał, Sojusz jest dobrze przygotowany do reagowania na każde zagrożenie.
- Tak, aby nikt nie pomyślał, że może nas zaatakować, ponieważ nasza reakcja będzie druzgocąca. Jesteśmy sojuszem obronnym, nasza reakcja będzie zabójcza, jeśli spróbują nas zaatakować - dodał.
Zdaniem Bartłomieja Wypartowicza, reakcja NATO będzie zależeć od tego, czy tak naprawdę przesmyk suwalski w ogóle zostanie zaatakowany.
- Moim zdaniem w debacie o możliwym ataku za bardzo skupiamy się na jednym punkcie, czyli właśnie na przesmyku. To trochę zawęża nam cały obraz sprawy. Bądźmy szczerzy, przy ewentualnej wojnie z Federacją Rosyjską, nie będzie to atak punktowy na przesmyk, który się po prostu Rosjanom nie będzie opłacać. Pytanie więc, czy rzeczywiście zaatakowaliby w tym, konkretnym miejscu - mówi WP Bartłomiej Wypartowicz, ekspert portalu Defence 24.pl.
Jego zdaniem, choćby dlatego, wypowiedzi Marka Ruttego wpisują się w klasyczną strategię odstraszenia, którą NATO stosuje od dłuższego czasu.
- Jest to jasna deklaracja gotowości i podkreślenia zdolności wywiadowczych. Komunikat jest skierowany nie tylko do opinii publicznej, ale też do przeciwnika. Tak, żeby miał świadomość, że NATO będzie walczyło o każdy centymetr terytorium. Słowa szefa Sojuszu mają też sygnalizować, że koszt ewentualnego ataku będzie wysoki - komentuje rozmówca Wirtualnej Polski.
W ocenie eksperta gra wojenna cytowana przez "The Wall Street Journal" jednak studzi optymizm, jeżeli chodzi o jednomyślność Sojuszu.
- W takim scenariuszu, w którym siły rosyjskie szybko by osiągnęły lokalny sukces, to odpowiedź może rzeczywiście ugrzęznąć się w jakichś sporach decyzyjnych. To problem znany od dawna. Brak szybkości podejmowania decyzji politycznych. Nie zawsze będą one nadążać za dynamiką pola walki. Z racji tego, jak Sojusz jest skonstruowany, użycie artykułu 5. NATO jest traktowane przez niektóre państwa dowolnie. W praktyce oznaczałoby to, że mogłyby pomóc wywiadowczo czy amunicyjnie, niekoniecznie militarnie - uważa Bartłomiej Wypartowicz.
- I nie mówię tutaj tego po to, żeby osłabiać siłę Sojuszu. Bądźmy szczerzy, NATO ma swoje problemy. Państwa jak Polska czy Rumunia będą bardzo mocno zainteresowane tym, żeby przesmyk suwalski i państwa bałtyckie bronić, m.in. ze względu na własne uwarunkowania geopolityczne, umiejscowienie i bezpieczeństwo. Już przykładowo Hiszpania optykę ma znacznie inną - twierdzi ekspert Defence24.pl.
I jak przypomina, przesmyk suwalski to nadal newralgiczne miejsce, na które powinniśmy cały czas zwracać uwagę.
- To dość szeroki pas terenu, który tak naprawdę odgradza Bałtów od ewentualnej pomocy ze strony Sojuszu, gdyby został przecięty. Jeżeli Rosjanie chcieliby odciąć państwa bałtyckie, to najłatwiej to zrobić w tamtym miejscu. Dodatkowo ma duże znaczenie militarne. Kontrola przesmyku pozwoliłaby połączyć Kaliningrad z Białorusią drogą lądową. I utrudniłoby, a wręcz uniemożliwiłoby szybkie przerzucenie wojsk NATO na Litwę, Łotwę i Estonię. To wszystko pod warunkiem rosyjskiego ataku w tamtym miejscu. Moim zdaniem, teraz nie ma do tego żadnych przesłanek - puentuje Bartłomiej Wypartowicz.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski