Trwa ładowanie...
d32ke5i

Po wypadku w Kirgistanie Polka walczy o powrót do zdrowia. "Reanimowali ją"

Internauci znów dokonali cudu. "W 24 godziny uzbierali całą sumę niezbędną do sprowadzenie Ani do Polski" - mówią Wirtualnej Polsce koleżanki turystki. Ich przyjaciółka ma złamany kręgosłup i od miesiąca czeka na operację, ale teraz pojawiła się nadzieja.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Anna Lulkiewicz za pobyt w kirgiskim szpitalu płaci z ubezpieczenia 1 tys. dolarów dziennie
Anna Lulkiewicz za pobyt w kirgiskim szpitalu płaci z ubezpieczenia 1 tys. dolarów dziennie (zrzutka.pl)
d32ke5i

Anna Lulkiewicz ucierpiała 9 lipca w wyniku wypadku helikoptera transportującego turystów do bazy w górach Tien-Szan w Kirgistanie. Był to regularny lot organizowany przez kirgiską agencję turystyczną do ich bazy namiotowej.

Podczas lądowania pilot miał popełnić błąd. Maszyna zahaczyła o skałę i spadła do niecki polodowcowej. Rannych zostało kilku turystów, ale to stan Anny Lulkiewicz okazał się problemem nie do przeskoczenia dla miejscowych lekarzy.

Była ubezpieczona na setki tysięcy! Nie zostało prawie nic

- Ania jest sparaliżowana od klatki piersiowej w dół. Mimo to czasem ze sobą piszemy - mówi Wirtualnej Polsce jej przyjaciółka Edyta Żuk. Zapewnia, że turystka robiła co mogła, by nie prosić o pomoc innych.

d32ke5i

- Miała dobre ubezpieczenie, ale nikt nie mógł przewidzieć, że spędzi w szpitalu aż miesiąc. Tam każdy dzień sporo kosztuje, a mijały kolejne tygodnie. Przy próbie przeprowadzenia operacji i podczas narkozy Ania bardzo źle zareagowała. W pewnym momencie nawet zatrzymała się na stole i niezbędna była reanimacja. Lekarze na miejscu nie są już w stanie jej pomóc, dlatego niezbędne jest zorganizowanie transportu do Polski - mówi Żuk.

W poniedziałek brat pani Anny ruszył ze zbiórką na portalu zrzutka.pl. Szybko okazało się, że do pomocy poszkodowanej rodaczce Polaków nie trzeba namawiać.

Kwota niezbędna do zorganizowania specjalistycznego transportu, czyli 126 tys. złotych, była na koncie już następnego dnia (we wtorek).

ZOBACZ WIDEO: Wzruszający wywiad z wdową po Tomaszu Mackiewiczu

Tata czuwa tuż przy łóżku

- Ania podróżuje tak, jak tysiące Polaków. To nie są jakieś ekstremalne wyprawy. Jeszcze dzień wcześniej wrzucała na Facebooka piękne zdjęcia i nagle kontakt się urwał - mówi Katarzyna Kamińska, także koleżanka pani Anny.

d32ke5i

W rozmowie z Wirtualną Polską zaznacza, że bardzo dziękuje wszystkim za pomoc. Ponieważ zebrana kwota przekroczyła już 126 tys., ma nadzieję, że nadwyżka trafi na pokrycie kosztów drogiej i skomplikowanej rehabilitacji.

Przyjaciółki zaznaczają, że już od 2 tygodni przy łóżku koleżanki czuwa jej tata, który na wiadomość o wypadku ruszył do Kirgistanu. - Pojawia się również pani konsul, która pomaga w tłumaczeniu. Obsługa szpitala mówi po rosyjsku, ale po angielsku prawie w ogóle - wyjaśniają.

Lodowata woda uratowała ich przed wybuchem

Pobyt w kirgiskim szpitalu jest bardzo drogi i kosztuje 1 tys. dolarów za dobę! Mimo to z ubezpieczenia udało się nawet pokryć przyjazd specjalistów z Sankt Petersburga. Niestety ich próba zoperowania kręgosłupa zakończyła się niepowodzeniem.

d32ke5i

Panią Anię trzeba przetransportować do Polski, ale koszt takiego przelotu to 216 tys. zł. Do wczoraj brakowało 126 tys. zł.

Zdaniem kilkorga świadków katastrofy, bezpośrednią przyczyną wypadku był błąd pilota i źle przygotowane lądowisko. W trakcie lądowania helikopter odbił się od podłoża i stracił równowagę.

Pilot próbował podnieść maszynę, zahaczył o skały, a maszyna spadła do niecki polodowcowej, gdzie ostatecznie się rozbiła. Helikopter częściowo zanurzył się w lodowcowej brei, co prawdopodobnie uratowało wszystkich przed wybuchem.

Lekarze bardzo mili, szpital w fatalnym stanie

Osoby organizujące zbiórkę podkreślają, że Ania nie może narzekać na złą opiekę. - Wszyscy są dla niej mili i próbują pomóc, ale niestety niewiele mogą zrobić - mówią nam koleżanki poszkodowanej.

d32ke5i

Szpital nie dysponuje specjalistami. Od momentu nieudanej próby operacji przez rosyjskich lekarzy nie zostały podjęte żadne konkretne działania. Nie powtórzono nawet podstawowych badań.

W budynku nie ma windy, a pacjenci są transportowani między piętrami na plastikowych noszach. Zdarza się też, że wyłączany jest prąd. Wtedy cała aparatura medyczna przestaje pracować.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d32ke5i

Podziel się opinią

Share

d32ke5i

d32ke5i
Więcej tematów