Pluskwy pogryzły turystów w Bieszczadach. Kobieta trafiła na SOR

Turyści chcieli spokojnie wypocząć w Bieszczadach. Zostali natomiast pogryzieni przez pluskwy. Kiedy od właścicieli domagali się rekompensaty, to usłyszeli, że powinni zostać obciążeni fakturą za dezynsekcję.

Turyści zostali pogryzieni przez pluskwyTuryści zostali pogryzieni przez pluskwy
Źródło zdjęć: © Getty Images | 2023 The Washington Post
Adam Zygiel
oprac.  Adam Zygiel

Turyści z Kujaw pojechali na wakacje w Bieszczady, gdzie wynajęli domek na 10 dni. Pierwsze dni przebiegały bezproblemowo.

Po trzech dniach pojawiły się u nich małe ślady ukąszeń. Zbagatelizowali je. W kolejnych dniach problem zaczął się nasilać. Turyści postanowili sprawdzić materace.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Sezon grzybowy w pełni. Rady eksperta, które mogą uratować życie

- W łóżku, w którym spałem z partnerką, znaleźliśmy 3-4 małe pluskwy - opisuje turysta "Gazecie Wyborczej". Zawiadomili recepcję i wkrótce dostali nowy materac. Ale stary pozostał w ich pokoju - tłumaczono, że musi się nim zająć firma dezynsekcyjna.

Turyści otrzymali propozycję przeniesienia się do innego apartamentu. Ale ponieważ ich wakacje miały się wkrótce kończyć, to nie chcieli robić sobie problemu i zostali. Potem okazało się, że firma dezynsekcyjna przyjedzie dzień później, a pokoju zastępczego dla nich nie ma.

Dezynsektorzy rozpoczęli w końcu pracę około południa, choć mieli to robić z samego rana. Mieli wszystko skończyć w 5-6 godzin, ale finalnie wyszli po blisko 10 godzinach.

Pluskwy leżały na podłodze

Kiedy turyści weszli do domku, okazało się, że nadal w nim śmierdzi, a na dodatek wszystko było wywrócone do góry nogami.

- Pan z obsługi chciał nam zniwelować nieprzyjemny zapach chemicznym odświeżaczem powietrza o zapachu pomarańczy z marketu. Na dole na środku leżał materac, w którym wcześniej znaleźliśmy pluskwy, a który został zabrany z domu, w związku z tym, że przyjazd firmy opóźnił się o kolejny dzień. Nasze czyste ubrania, pomieszane były z brudnymi. Jedzenie, które zostawiliśmy na wierzchu było do wyrzucenia. Nikt nas nie uprzedził, jak wygląda taki proces, jak powinniśmy się do niego przygotować, co zrobić po. Firma przyjechała, zrobiła swoje, wystawiła fakturę na 500 zł i wyjechała - opisuje.

Na podłodze leżały pluskwy. Część z nich była martwa, ale niektóre były żywe. Turyści poprosili, by ktoś z obsługi to odkurzył.

- Po ciągnących się długo w noc perypetiach na koniec okazało się, że w całym domku nie ma pościeli, kołder, poduszek, które przed dezynsekcją zostały zabrane, a czyste nie zostały przyniesione. Trzeba było znowu dzwonić i dopraszać się. Poprosiliśmy także o wymianę stelaża łóżka, bo okazało się, że to właśnie w nim jest siedlisko insektów. Byliśmy bardzo zdenerwowani i bardzo trudno nam było się dogadać - relacjonuje turysta.

"Usłyszałem, że robię sobie jaja"

Przyjezdni chcieli od firmy rekompensaty, gdyż nie mogli używać apartamentu niemal cały dzień. - Usłyszałem, że robię sobie jaja. On do lasu jeździ i nie takie przygody miał, nie takie zwierzęta widział, a my robimy aferę z niczego. Na tym rozmowa się skończyła - opisuje.

Złożył reklamację przez portal Booking, jednak właściciel obiektu odpowiedział na nią negatywnie. Rekompensaty więc nie było. Co więcej - właściciel stwierdził, że to on powinien obciążyć gości ośrodka fakturą 500 zł za dezynsekcję i zarzucał, że to oni przywieźli pluskwy.

Jak podaje "GW" jedna z turystek została tak przez pluskwy pogryziona, że musiała zgłosić się na SOR, gdzie otrzymała zastrzyk sterydowy i leki.

Właściciel: może chcą wyłudzić odszkodowanie

Właściciel ośrodka przekazał, że w apartamencie faktycznie był pluskwy, jednak był to drugi raz w historii funkcjonowania obiektu.

- Ludzie jeżdżą po całym świecie i je przywożą. Apartament był wynajmowany cały czas. Zareagowaliśmy od razu, nie zbagatelizowaliśmy tego. Wezwaliśmy firmę, która przyjechała najszybciej, jak mogła - przekazał właściciel "Gazecie Wyborczej".

- W apartamencie było osiem osób, a tylko jedna została pogryziona. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Dopiero siódmego dnia pobytu problem został nam zgłoszony. Może to ta osoba przywiozła, a kiedy zaczęły ją gryźć, to nam zgłosiła? Może chodziło o niepłacenie za pobyt? Może ten człowiek chce wyłudzić odszkodowanie? - pyta.

Goście obiektu zgłosili sprawę do stacji sanitarnej w Ustrzykach Dolnych oraz rzecznika praw konsumenta. Chcą od niego zwrotu 5 tys. zł - tyle bowiem grupa zapłaciła za wyjazd.

Czytaj więcej:

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

Wybrane dla Ciebie
Karambol na S2 pod Warszawą. Zderzyło się 9 pojazdów, są ranni
Karambol na S2 pod Warszawą. Zderzyło się 9 pojazdów, są ranni
Wyniki Lotto 30.11.2025 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Wyniki Lotto 30.11.2025 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Rozmowy USA-Ukraina zakończone. Rubio: Wciąż wiele do zrobienia
Rozmowy USA-Ukraina zakończone. Rubio: Wciąż wiele do zrobienia
Interwencja USA ws. Ziobry? Jaki: nie zdziwiłbym się
Interwencja USA ws. Ziobry? Jaki: nie zdziwiłbym się
Kłopoty z władzą biskupią [OPINIA]
Kłopoty z władzą biskupią [OPINIA]
Zimowa pogoda paraliżuje drogi. Karambol w USA
Zimowa pogoda paraliżuje drogi. Karambol w USA
"To była ignorancja i pycha". Polityk CDU o  podejściu do Polski
"To była ignorancja i pycha". Polityk CDU o podejściu do Polski
Axios: USA i Ukraina chcą dopiąć sporne kwestie terytorium i gwarancji
Axios: USA i Ukraina chcą dopiąć sporne kwestie terytorium i gwarancji
"Zabijali ludzi jak muchy". Wstrząsająca relacja z Sudanu
"Zabijali ludzi jak muchy". Wstrząsająca relacja z Sudanu
Nawrocki odwołuje spotkanie z Orbanem, Tusk przedłuża alarmy [SKRÓT DNIA]
Nawrocki odwołuje spotkanie z Orbanem, Tusk przedłuża alarmy [SKRÓT DNIA]
Pleśń, grzyb i przeciekający dach. Fatalne warunki, zaczęli akcję
Pleśń, grzyb i przeciekający dach. Fatalne warunki, zaczęli akcję
Kazachstan odgraża się Ukrainie. Zaatakowali kluczowy terminal
Kazachstan odgraża się Ukrainie. Zaatakowali kluczowy terminal