PLargonia, czyli jak Polska buduje własnego Shaheda. Przełom w polskich systemach bezzałogowych?
Projekt bezzałogowca PLargonia, rozwijany przez Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, to próba wejścia Polski w segment lekkich systemów uderzeniowych, który w ostatnich latach zdominował pole walki. Konstrukcja, zaprezentowana szerzej podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w 2025 r., łączy funkcję celu treningowego ze sporym potencjałem bojowym.
Jeszcze kilka lat temu amunicja krążąca była traktowana jako niszowe uzupełnienie klasycznych środków rażenia. Systemy tego typu postrzegano głównie przez pryzmat precyzyjnych, relatywnie drogich konstrukcji używanych punktowo przeciw celom wysokiej wartości. Furorę robił polski WarMate. Wojna w Ukrainie radykalnie zmieniła to podejście. Bezzałogowce urosły, stając się dużymi bombami latającymi.
Najważniejsza zmiana dotyczy skali użycia. Wcześniejsze konflikty pokazywały amunicję krążącą jako narzędzie selektywne. W Ukrainie, gdzie bezzałogowców jest sporo, setki latających bomb wysyłanych falami nie muszą być szczególnie precyzyjne ani zaawansowane technologicznie. Wystarczy, że część z nich przełamie obronę. Zupełnie jak w przypadku niemieckich nalotów na Londyn i Antwerpię, jakie były prowadzone od lata 1944 r.
Shahedy pokazały przy okazji problem z ekonomią prowadzenia działań zbrojnych. Obrona przeciwlotnicza bardzo często operuje środkami wielokrotnie droższymi niż cele, które zwalcza. Zestrzelenie bezzałogowca wartego kilkadziesiąt tysięcy dolarów pociskiem kosztującym kilkaset tysięcy lub więcej prowadzi do szybkiego zużycia zapasów i niekorzystnej relacji koszt-efekt.
W praktyce oznacza to, że nawet skuteczna obrona może spowodować, że państwo może nie przetrwać wojny ekonomicznie. W dłuższej perspektywie państwo broniące się musi albo znaleźć tańsze środki przeciwdziałania, albo zaakceptować ryzyko przenikania części celów. Polska wyciąga wnioski z wojny w Ukrainie i chce mieć środki napadu powietrznego, które będą mogły głęboko penetrować tyły przeciwnika.
Dwufunkcyjna PLargonia
PLargonia została zaprojektowana jako system dwuzadaniowy. Wariant oznaczony jako AT pełni funkcję celu powietrznego, który ma symulować profil lotu i sygnaturę dronów uderzeniowych klasy loitering munition. Chodzi o stworzenie realistycznego środowiska szkoleniowego dla systemów obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu, które muszą reagować na małe, wolne i trudne do wykrycia obiekty.
Drugi wariant, określany jako OWA, jest już pełnoprawnym środkiem uderzeniowym. Konstrukcja pozwala na przenoszenie głowicy bojowej o masie 16-20 kilogramów i wykonanie ataku na wcześniej zaprogramowany cel. W tym sensie PLargonia wpisuje się w kategorię tanich efektorów jednorazowych, których rola rośnie wraz z wyczerpywaniem się zapasów droższej amunicji precyzyjnej.
Statek powietrzny został zaprojektowany w układzie delta. Napędza go silnik tłokowy i śmigło pchające. Jest to rozwiązanie dobrze znane, tanie i sprawdzone. Długość kadłuba wynosi 2,6 m, rozpiętość skrzydeł 2,2 m. Całość waży 85 kg.
PLargonia może dostarczyć ładunek z prędkością przelotową 185 km/h na odległość 900 km. Kluczowe jest jednak nie to, jak daleko doleci, lecz to, że może być produkowana relatywnie tanio i używana w większych partiach.
Lekcja z Ukrainy
Punktem odniesienia dla PLargonii pozostają doświadczenia z użycia irańskich konstrukcji typu Shahed 136, które Rosja produkuje na licencji pod nazwą Gierań-2. Ich znaczenie nie wynika z precyzji, lecz z kosztu i liczebności. Nawet jeśli część z nich zostaje zestrzelona, przeciążają systemy obrony przeciwlotniczej i zmuszają przeciwnika do używania znacznie droższych środków.
PLargonia nie jest bezpośrednią kopią tych systemów, ale odpowiada na ten sam problem operacyjny. Polska armia potrzebuje zarówno narzędzi do szkolenia przeciw takim zagrożeniom, jak i własnych odpowiedników, które w razie konfliktu mogłyby zostać użyte w podobny sposób.
Jednym z najważniejszych wniosków jest obniżenie progu wejścia. Systemy takie jak Shahed-136 są relatywnie proste technologicznie. Ich produkcja nie wymaga najbardziej zaawansowanych komponentów, a część rozwiązań może być oparta na dostępnych komercyjnie technologiach.
To oznacza, że zdolność do prowadzenia uderzeń na odległość przestaje być domeną państw dysponujących rozwiniętym przemysłem rakietowym. W praktyce zwiększa to liczbę potencjalnych użytkowników i komplikuje środowisko bezpieczeństwa.
W warunkach konfliktu o dużej intensywności właśnie takie systemy, które są tanie, proste i dostępne w dużej ilości, decydują o zdolności do utrzymania ciągłości działań. PLargonia może wyglądać na skromny projekt, jednak jest dobrze osadzonym w realiach współczesnego pola walki.
Jej znaczenie polega w dużej mierze na próbie budowy krajowych zdolności w obszarze, który dziś decyduje o tempie zużycia sił i środków. Jeśli zostanie rozwinięta i wdrożona, może stać się elementem szerszego procesu "dronizacji" polskich sił zbrojnych. Zwłaszcza że powstaje Ośrodek Systemów Autonomicznych, który ma koordynować współpracę wojska, ośrodków naukowych i przemysłu obronnego dotyczącą bezzałogowców oraz testować nowe konstrukcje.
I właśnie jednym z pierwszych zadań ośrodka będą testy PLargonii. - Na finiszu prac - i tu chciałbym z dumą poinformować - jest "polski Shahed", opracowany w ramach programu Pelargonia. (…) To pierwszy projekt dla OSA, który należy jak najszybciej doprowadzić do pełnej użyteczności - podkreślił minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podczas otwarcia ośrodka. Zapowiedział przy tym, że testy PLargonii mają się odbyć w kwietniu na poligonie w Ustce.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski