WAŻNE
TERAZ

Oto "11" na dziś? Jedna niewiadoma w składzie

PiS szuka premiera. Wiemy, co na to Pałac Prezydencki

Otoczenie Karola Nawrockiego z dużym sceptycyzmem podchodzi do deklaracji, że być może w marcu poznamy kandydata PiS na szefa przyszłego rządu. W Pałacu słychać opinie, że jest zdecydowanie za wcześnie na taki ruch. - Niech PiS zacznie przedstawiać ludziom argumenty, by na nich głosowali, a nie wiecznie rozmawiają o tym, kto ma być premierem - słyszymy od współpracownika prezydenta.

 PiS szuka premiera. Wiemy, co na to Pałac Prezydencki
Źródło zdjęć: © EastNews
Tomasz ŻółciakGrzegorz Osiecki

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wybrał już kandydata na premiera przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. - Nie powiem, o kogo chodzi, ale ten wybór został już dokonany - stwierdził w czwartek na antenie Radia Maryja. Kaczyński zaznaczył, że sprawa powinna być rozstrzygnięta jeszcze w marcu.

W PiS zapowiedź prezesa została odebrana z mieszanymi uczuciami, o czym za chwilę. W całej układance istotne jest jeszcze to, co o sprawie sądzi głowa państwa. Przede wszystkim dlatego, że to prezydent desygnuje premiera i powierza mu powyborczą misję tworzenia rządu. Po drugie, Karol Nawrocki może mieć ambicję bycia akuszerem jakiejś formy nowego politycznego porozumienia na prawicy, w związku z czym nawet jeśli nie w tej chwili, to za jakiś czas może rościć sobie prawo do współdecydowania z Nowogrodzką o wystawieniu kandydata czy formalnego powołania szefa rządu.

To jednak, jak słyszymy, pieśń przyszłości. - Prezydent nie zajmuje się w tej chwili tymi tematami, nie będzie brał udziału w tych dyskusjach - ucina nasz rozmówca z Pałacu. Jego zdaniem na wskazywanie w tej chwili kandydata na szefa rządu jest przedwczesne.

- Niech PiS zacznie przedstawiać ludziom argumenty, by na nich głosowali, a nie wiecznie rozmawiali o tym, kto ma być premierem. Ludzi dzisiaj nie obchodzi kandydat, tylko to, dlaczego mieliby zmienić tę władzę - dodaje rozmówca z Pałacu.

O dystansie prezydenta względem inicjatywy Jarosława Kaczyńskiego świadczy to, że wymieniany wśród potencjalnych kandydatów na premiera jest Zbigniew Bogucki, czyli szef Kancelarii Prezydenta, który sam nie wyrywa się do nowej roli. - Prezydent nie chce go wypuścić, zresztą dla Boguckiego byłoby to wyniszczające, spaliłby się - ocenia kolejny rozmówca z otoczenia Nawrockiego.

W Pałacu ruch Kaczyńskiego interpretowany jest podobnie jak we frakcjach PiS nastawionych sceptycznie do obwieszczania teraz nazwiska kandydata. - Prezes Kaczyński najwyraźniej uważa, że trzeba coś zrobić, bo jak nie idzie, to nie idzie, więc trzeba z czymś wyjść do przodu. To pewnie też próba przykrócenia Morawieckiego i jego ludzi - ocenia rozmówca. Czy jednak ktoś faktycznie się wyłoni z tego kotła z nazwiskami w PiS? Tu również nasz pałacowy rozmówca komentuje z dużą ostrożnością. - Nauczyliśmy się, że dopóki kogoś nie przedstawią, to pojawiają się różne pomysły. I trzeba pamiętać o starym powiedzeniu, że kto wchodzi na konklawe papieżem, wychodzi kardynałem - podkreśla.

Tercet "BBC" 

Nazwiska, które padają w kontekście kandydata na premiera, nie są zaskoczeniem. Tobiasz Bocheński i Przemysław Czarnek to nazwiska zgodnie wskazywane jako najbardziej prawdopodobne przez naszych rozmówców z różnych frakcji PiS. Przy okazji zawsze wspominany jest też szef kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, ale też PAP dorzucił do puli - na podstawie nieoficjalnych informacji - posłankę PiS Annę Krupkę. Choć tę kandydaturę nasi rozmówcy i z Pałacu, i z PiS traktują z przymrużeniem oka.

- Na pewno będzie to ktoś z tercetu "BBC", czyli Bocheński, Bogucki, Czarnek, choć wobec zdania Nawrockiego, Bogucki teraz jest mało prawdopodobny - podkreśla rozmówca z PiS. 

Natomiast co do samego pomysłu, ale także kandydatur Bocheńskiego czy Czarnka, jest w PiS podział zdań. - Partia potrzebuje dynamiki, energii, to ma być impuls, żeby to ruszyło. Potrzeba też przecięcia spekulacji, czy premierem będzie Morawiecki, czy anty-Morawiecki. Inaczej te dyskusje się nakręcają. Prezes liczy, że wszyscy skupią się wokół tej osoby - mówi polityk PiS, który optuje za wskazaniem już teraz kandydata PiS na premiera.

Ale inny dystansuje się od tego pomysłu. - Bocheński nie pogodzi frakcji, z kolei pytanie, czy Czarnek, jeśli odbije wyborców Brauna, nie spowoduje utraty miękkich wyborców PiS - zauważa rozmówca z PiS. Ale jego kolega z innej frakcji replikuje: - W ciągu 10 lat wyborcy PiS się przesunęli. Ci, co byli w centrum, są dziś na prawo. A ci, którzy byli na prawo, są radykalnie na prawo i musimy na to odpowiedzieć.

Politycy PiS nie są zresztą pewni, czy kandydat już jest, ponieważ gra personaliami to jeden z ulubionych chwytów Kaczyńskiego w polityce wewnętrznej w partii.

- Możliwe, że na koniec wybór będzie losowy. A dziś prezes nie wie jeszcze, kogo wskaże, tylko to zapowiada, żeby uspokoić sytuację w partii. Kiedyś była mowa np. o prezydencie Stalowej Woli Lucjuszu Nabereżnym - dodaje członek PiS.

Polityk jest sceptyczny wobec samego pomysłu, ponieważ czasu do wyborów jest sporo, a kandydat stanie się celem ataków politycznej konkurencji, bo na nim skoncentruje się uwaga mediów i innych partii. - Chyba, że robimy to z założeniem, że jak ktoś go rozwałkowuje, to wymieni się kandydata na nowego - dodaje. Takie założenie potwierdza jego partyjny kolega. - Dziś prezes da kandydatowi kluczyki do samochodu i mówi "jedziesz", a jak kandydat nie da rady, to się go wymieni - wyjaśnia. 

Łatwo typować, trudniej trafić

Dotychczasowe podejścia do typowania premiera przed wyborami nie są zachęcające. W 2005 r. Platforma Obywatelska przeprowadziła całą kampanię, typując Donalda Tuska na prezydenta, a Jana Marię Rokitę na premiera, co skończyło się fiaskiem w obu przypadkach. Z kolei PiS w kadencji 2011-2015 zaproponował kandydaturę Piotra Glińskiego jako premiera technicznego, ale potem, gdy PiS zdobył władzę, na to stanowisko wysunął Beatę Szydło. 

Politycy PiS traktują słowa prezesa jako ruch taktyczny i mają na uwadze to, że ostatecznie to prezydent wskazuje kandydata na premiera po wyborach. Głowa państwa nie ma tu dowolności, przy jednoznacznych wynikach wyborów w zasadzie musi przystać na kandydata większości, ale jeśli układ polityczny będzie niejednoznaczny, to nominacja może się stać polem gry prezydenta o kształt potencjalnej większości. PiS i Andrzej Duda próbowali takiego wariantu w 2023 roku, gdy PiS wygrał wybory, wskazując Mateusza Morawieckiego. Ale ten ruch nie miał szans, ponieważ widać było, że to obecna koalicja miała większość, a PiS nie miał żadnej zdolności koalicyjnej. - Pamiętamy lekcję z premiera technicznego - zauważa rozmówca z Pałacu. Natomiast jeśli układ wyłoniony po wyborach 2027 roku nie byłby tak jednoznaczny, prezydent typując premiera może spróbować odegrać rolę w wykreowaniu koalicji rządzącej. 

Co z nową większością?

Niektórzy komentatorzy, choć także takie głosy zdarzają się w PiS, przy takich okazjach sugerują nieoczywiste ruchy, na jakie mógłby zdecydować się Kaczyński. Do takich można w końcu zaliczyć wystawienie w wyborach prezydenckich - wówczas politycznie niedoświadczonego i z wizerunkowymi obciążeniami - szefa IPN Karola Nawrockiego. Ostatnio takie teorie pojawiały się przy okazji dyskusji o próbie wymiany marszałka Włodzimierza Czarzastego. Zgodnie z nimi w PiS miały pojawić się rozważania, czy nie zagrać koalicji na nosie i próbując odwołać obecnego marszałka, nie wystawić jednocześnie kandydatury Szymona Hołowni. Ostatecznie do tego nie doszło.

Podobnie w ostatnich tygodniach wrócił temat dotyczący prób szukania nowej większości jeszcze w tej kadencji parlamentu z udziałem PSL. W ten scenariusz również nie dowierzają w Pałacu Prezydenta. - Jestem przekonany, że sam prezes Kaczyński nie wierzy w koncepcję, że Kosiniak-Kamysz jest skłonny z nami pójść. W ostatnich latach było już tylu polityków PiS mówiących, że mają dobre przeloty z Kosiniakiem-Kamyszem i że wszystko załatwione, że teraz takie rewelacje mają mniejsze znaczenie niż za pierwszym razem. Poza tym szef PSL czy jego otoczenie, w tym rodzina, pewnie nie są gotowi nieść jarzmo wejścia w koalicję z PiS. Psychicznie byłoby to dla nich trudne, a taki TVN by im tego nigdy nie wybaczył - przekonuje rozmówca z otoczenia prezydenta. Choć, jak zaznacza, w kolejnej kadencji Sejmu wszystko jest możliwe, a zależeć to będzie od wyników wyborów w 2027 roku.

Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze wp.pl i money.pl

Wybrane dla Ciebie
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Akcja służb. "Wor w zakonie" zatrzymany w Warszawie
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Trump "uspokaja" w sprawie cen paliw. "Myślałem, że wzrosną bardziej"
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Poranek Wirtualnej Polski. Gościem programu Anna Maria Żukowska
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
Prom do Gdyni wstrzymany. Około 200 pasażerów utknęło w Karlskronie
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
"Nasz kraj nigdy się nie poddaje". Oklaski dla Morawieckiego w USA
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Michał Rachoń zatrzymany? Jest stanowisko policji
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Trump blisko przełomu? Doradca mówi o końcu konfliktów
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Liderzy Iranu błagają o pokój? Trump: "boją się o tym powiedzieć"
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Seria izraelskich ataków. Niespokojna noc na Bliskim Wschodzie
Działo się w nocy. USA usuwają dwa nazwiska z listy celów w Iranie
Działo się w nocy. USA usuwają dwa nazwiska z listy celów w Iranie
Dziwne nagrania na koncie Białego Domu. "Wkrótce start, prawda?"
Dziwne nagrania na koncie Białego Domu. "Wkrótce start, prawda?"
Nowy sondaż na Węgrzech. Widać wyraźny trend
Nowy sondaż na Węgrzech. Widać wyraźny trend