Pierwsza reakcja Białego Domu. Mężczyzna zastrzelony w Mar-a-Lago
Z Białego Domu wyszło pierwsze oficjalne oświadczenie w sprawie ataku na prywatną rezydencję prezydenta USA Donalda Trumpa. "Amerykańskie służby specjalne podjęły szybką i zdecydowaną akcję, aby zneutralizować szaleńca" – napisała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.
Najważniejsze informacje:
- W nocy z soboty na niedzielę 22 lutego amerykańskie służby zastrzeliły uzbrojonego mężczyznę, który wszedł na teren prywatnej rezydencji prezydenta USA Donalda Trumpa.
- "Amerykańskie służby specjalne podjęły szybką i zdecydowaną akcję, aby zneutralizować szaleńca" – napisała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt na platformie X.
- Władze oświadczyły, że w incydencie nie ucierpiał żaden z funkcjonariuszy.
W nocy z soboty na niedzielę 22 lutego amerykańskie służby zastrzeliły uzbrojonego mężczyznę, który wszedł na teren Mar-a-Lago, prywatnej rezydencji prezydenta USA Donalda Trumpa na Florydzie. W momencie incydentu prezydent USA oraz jego żona Melania Trump przebywali w Waszyngtonie.
Parę godzin później Biały Dom wydał pierwsze oświadczenie w sprawie ataku. "W środku nocy, kiedy większość Amerykanów spała, amerykańskie służby specjalne podjęły szybką i zdecydowaną akcję, aby zneutralizować szaleńca uzbrojonego w broń palną i kanister z gazem, który wtargnął do domu prezydenta Trumpa" – napisała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt na platformie X.
Podejrzany o włamanie to dwudziestoparoletni mieszkaniec Karoliny Północnej, którego kilka dni temu został zgłoszony przez rodzinę jako zaginiony. Śledczy uważają, że opuścił Karolinę Północną i udał się na południe, po drodze zaopatrując się w broń. "Federalne organy ścigania pracują przez całą dobę, aby zapewnić bezpieczeństwo naszego kraju i chronić wszystkich Amerykanów" – pisała w niedziele Leavitt.
Według anonimowej osoby zaznajomionej ze sprawą mężczyzna został zidentyfikowany przez śledczych jako 21-letni Austin Tucker Martin. Według oficjalnych informacji, dwaj agenci służb i zastępca szeryfa "użyli broni, aby zneutralizować zagrożenie". Władze oświadczyły, że podczas incydentu nie ucierpiał żaden z funkcjonariuszy.
Źródło: WP / PAP