Otwarta wojna między Pakistanem a Afganistanem. Ekspert mówi, co może się stać dalej
Minister obrony Pakistanu oświadczył, że jego kraj jest w stanie "otwartej wojny" z Afganistanem. - W tym momencie, w tym zawsze niespokojnym i turbulentnym regionie, napięcie jest zdecydowanie powyżej normy. Mamy z jednej strony wiszącą na włosku wojnę irańsko-izraelsko-amerykańską, z drugiej strony wymianę ognia między Afganistanem a Pakistanem - mówi WP były dyplomata Marcin Krzyżanowski.
- Nasza cierpliwość się wyczerpała. Teraz to jest otwarta wojna między nami a wami - powiedział w piątek pakistański minister obrony Khawaja Muhammad Asif.
Pakistańskie wojsko przeprowadziło intensywne uderzenia z powietrza, celując w stolicę Afganistanu, Kabul, oraz w prowincje Kandahar i Paktia. Ataki te były odpowiedzią na wcześniejsze uderzenia talibów na posterunki Pakistanu. Podczas szturmu na granicę siły afgańskie zabiły 40 pakistańskich żołnierzy.
Rzecznik afgańskiego rządu, Zabihullah Mudżahid, poinformował, że w nocy w Kabulu słyszano eksplozje oraz odgłosy samolotów. Potwierdził to również rzecznik pakistańskich sił zbrojnych, dodając, że w uderzaniach na przygraniczne prowincje Kandahar i Paktia armia Pakistanu zabiła ponad 130 afgańskich talibów.
Islamabad oskarża talibów o udzielanie schronienia Tehrik-i-Taliban Pakistan (TTP) - pakistańskiej frakcji talibów odpowiedzialnej za ataki terrorystyczne w Pakistanie - m.in. po zamachu bombowym w meczecie w stolicy Pakistanu, kiedy zginęło co najmniej 31 osób. Dodatkowo Islamabad żąda ekstradycji liderów TTP, ale Kabul odmawia, powołując się na plemienne kodeksy i brak uznania Pakistanu dla talibskiego rządu. Do tego dochodzą spory o przebieg linii Durand jako granicy (nieuznawanej przez Afgańczyków).
- Zamachy pociągnęły za sobą ofiary śmiertelne. Pakistan obarczył winą talibów afgańskich. Stwierdził, że pozwalają, by na terytorium Afganistanu funkcjonowały obozy szkoleniowe i schronienia dla talibów pakistańskich - mówi WP Marcin Krzyżanowski, były konsul oraz kierownik Wydziału Polityczno-Ekonomicznego Ambasady RP w Kabulu.
I jak dodaje, w odpowiedzi na zamachy Pakistan zbombardował przygraniczne cele w Afganistanie, które uznał za część infrastruktury terrorystycznej.
- Kabul twierdzi natomiast, że zaatakowane cele były wyłącznie cywilne, m.in. meczety i madrasy. Odpowiedzią na to ze strony Afganistanu był ostrzał artyleryjski przygranicznych pozycji armii pakistańskiej oraz ataki na przygraniczne posterunki tejże armii. Pakistan więc zbombardował cele wojskowe w Kabulu i Kandaharze. W tym momencie czekamy na kolejną odpowiedź talibów - komentuje Marcin Krzyżanowski.
Jego zdaniem, akcja Pakistanu została sprowokowana też przez afgańskich talibów, którzy nie respektują tzw. linii Duranda, czyli wytyczonej granicy pomiędzy oboma państwami, łącząc się z Pasztunami w Pakistanie.
- Pakistan nazywa to granicą państwową. Afgańczycy używają nazwy linia Duranda, podkreślając, że jest to granica sztucznie narzucona przez brytyjskich urzędników. I dzieląca niesprawiedliwie tereny zamieszkałe przez Pasztunów. Kwestia pasztuńskiego obszaru jest kością niezgody pomiędzy obydwoma krajami właściwie od początku istnienia Pakistanu. Afganistan jest paradoksalnie krajem sporo starszym niż Pakistan, bo Afganistan powstał jako organizm państwowy pod koniec XVIII wieku. Ktoś może się wspierać, że wtedy był zależny od Wielkiej Brytanii. W takim razie pełną niepodległość osiągnął w 1919 r., a powstanie Pakistanu to 1947 r. - opowiada rozmówca Wirtualnej Polski, nakreślając tło konfliktu.
- I kiedy doszło do wycofania się Brytyjczyków z Indii, naturalnym dla rządu w Kabulu było to, że tereny Indii Brytyjskich, zamieszkałe przez Pasztunów, po prostu trafią w ramach sprawiedliwości dziejowej i łączenia narodów pod kontrolę Afganistanu. Tak się nie stało. Rząd w Pakistanie zdołał obronić się przed zakusami Afganistanu, ale cały czas w Islamabadzie o tym pamiętają. Może nazwanie to roszczeniami terytorialnymi ze strony Kabulu byłoby przesadą, ale trudno mi znaleźć lepsze słowo - ocenia ekspert.
Co może się stać w najbliższym czasie? Czy na Bliskim Wschodzie mogą toczyć się dwie wojny - w razie ataku na Iran?
- Jeśli doszłoby do eskalacji konfliktu, do jego przedłużenia, to z jednej strony będziemy obserwować intensywne i mniej lub bardziej skuteczne naloty sił powietrznych Pakistanu na cele afgańskie. A z drugiej strony wojnę podjazdową, którą Talibowie zasłynęli i doprowadzili niemalże do perfekcji w czasie wojny z koalicją międzynarodową. Pakistan będzie więc areną dużych zamachów terrorystycznych - ocenia Marcin Krzyżanowski.
I jak przypomina, Pakistan może sobie pozwolić na ataki o szerszym charakterze, bo dysponuje dużo większym potencjałem militarnym.
- W przypadku Afganistanu cała flota powietrzna to kilkanaście śmigłowców i kilka samolotów transportowych oraz kilka samolotów szkolno-bojowych. Nawet nie ma porównania. O flocie morskiej też nie ma co mówić, bo Afganistan nie ma dostępu do morza - komentuje rozmówca WP.
- Natomiast jeśli chodzi o wojska lądowe, to sytuacja wygląda inaczej. Z jednej strony Pakistan jest dużo silniejszy, bo posiada regularną armię wraz z ciężkim sprzętem, zapleczem logistycznym itd. To jest armia państwowa, utworzona na modłę tradycji brytyjskiej i zachodniej. Z drugiej strony armia Afganistanu to taka kombinacja pospolitego ruszenia i dobrze wyszkolonej, ale wciąż bezustannie lekkiej piechoty – ocenia Marcin Krzyżanowski.
W ocenie eksperta, gdyby doszło do większych walk, siły Afganistanu nie miałyby żadnych szans. Co innego, gdyby konflikt się przedłużał.
- Wówczas talibowie mogliby udowodnić swoją przewagę. Armia Stanów Zjednoczonych i koalicji międzynarodowej była jeszcze silniejsza, a musiała uznać ich wyższość. Pamiętajmy, że Stanom Zjednoczonym na losie Afganistanu i talibów nie zależy. Gdyby ktoś, kolokwialnie mówiąc, dał im po łapach, to w Waszyngtonie tylko by się cieszono. Tam nadal jest żywa pamięć o de facto porażce, którą Amerykanie ponieśli z rąk talibów - puentuje były konsul RP w Kabulu.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski