Niesamowita historia. Zajęło mu to 20 lat. W końcu uciekł z Białorusi
Ciężko jest uciec ze szpon reżimu, szczególnie będąc jego częścią. - Powiedziałem "mam dość". Nie żałuję. Miałem wszystko, dom, jako ambasador, dwa samochody, kierowców - wszystko to straciłem - mówi Paweł Łatuszka, były minister w rządzie Aleksandra Łukaszenki. - Czy tego żałuję? Nie, ja mam teraz czyste sumienie, już nie walczę ze sobą - podkreślił jasno jeden z najbardziej rozpoznawalnych dziś przeciwników reżimu.
Dziennikarz Wirtualnej Polski, Paweł Pawłowski, zapytał swojego gościa w programie "Żeby wiedzieć" jak wygląda ucieczka przed reżimem Łukaszenki. - Kilka razy składałem rezygnację, będąc w rzecznikiem MSZ w 2000 roku złożyłem prośbę na ręce ministra spraw zagranicznych o rezygnacje - tłumaczył rozmówca.
Postanowił to zrobić po tym, jak kancelaria Łukaszenki zakazała mu mówić po białorusku. - Powiedziałem, że to jest nie do przyjęcia. Jak to, ja jestem rzecznikiem MSZ i nie będę mógł mówić po białorusku? - przypominał ambasador.
Kolejny raz chciał odejść w 2010 roku ze stanowiska ministra kultury. - Sam poprosiłem Łukaszenkę o spotkanie, bo też było nie do wytrzymania. I Łukaszenka do mnie dzwoni i mówi: ja cię uduszę własnymi rękami. Zrozumiałem wtedy, że nie dam rady, bo on wielu polityków zabił - mówił.
Po 20 latach udało mu się uciec. - To był decydujący moment, kiedy zobaczyłem co się dzieje na ulicach, w więzieniach, ilu ludzi było katowanych i powiedziałem "mam dość" - przyznał. - Teraz mam czyste sumienie i przez to jestem szczęśliwy - podsumował.