Nie mogą pisać o Cenckiewiczu. Szef BBN chwali się decyzją
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz poinformował, że zgodnie z postanowieniem sądu "Gazeta Wyborcza" nie może pisać o sprawie leków, jakie miał on przyjmować. "Mała, lecz i zarazem wielka sprawa" - napisał.
"Wczoraj w sprawie o ochronę dóbr osobistych Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie w przedmiocie zabezpieczenia roszczenia o ochronę dóbr osobistych w związku z grudniowymi artykułami Wojciecha Czuchnowskiego" - napisał szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz.
Jak podkreślił, "Gazeta Wyborcza" musi usunąć z artykułów "fragmenty naruszające" prawa Cenckiewicza i ma zakaz publikacji tych informacji przez rok. "Wojciech Czuchnowski i Roman Imielski mają zakaz publikacji na X treści naruszających moje prawa" - dodał.
Cenckiewicz o tekście "Wyborczej". "Pisać tak, by nie łamać zasad"
Szef BBN stwierdził, że to "mała, lecz i zarazem wielka sprawa w drodze do pokonania zła". "Prawda, jak widać, się obroni, ale potrzebuje oręża, więc na każde bezprawie będę reagował z taką samą siłą i determinacją" - napisał.
Kontrowersje wokół tekstu "GW"
W grudniu "Gazeta Wyborcza" opisała leki, które miał zażywać Cenckiewicz. Gazeta nie opublikowała nazw medykamentów, a jedynie opisy działania: jeden klasyfikowany jest jako psychotrop, drugi jako psycholeptyk. Służby uważają, że zatajając fakt przyjmowania leków wpływających na jego układ nerwowy, Cenckiewicz nie powinien otrzymać poświadczeń bezpieczeństwa.
Wcześniej temat zatajonych leków poruszała już "Rzeczpospolita". Wtedy Cenckiewicz został zaproszony do Republiki, gdzie twierdzono, że chodzi o popularny lek przeciwbólowy i przeciwgorączkowy, zawierający paracetamol.
Służba Kontrwywiadu Wojskowego zapowiedziała postępowanie wyjaśniające mające na celu znalezienie źródła wycieku ws. Cenckiewicza. Sprawą zajmuje się też Prokuratura Okręgowa w Warszawie.