WAŻNE
TERAZ

Ceny paliw w Polsce. Jest decyzja Sejmu

- Cierpimy i nikt nas nie widzi - mówi Noor Al-Shana © Archiwum prywatne Noor Al-Shany

Nie mam już marzeń. Izrael zabrał wszystko, co kocham

Dariusz Faron

- Izraelscy żołnierze zabijają, kogo chcą. Nie oszczędzają nawet dzieci. Pamiętam chłopca, który został zamordowany kilka minut po tym, jak odebrał paczkę z żywnością. Czym zawiniło to dziecko, że musiało zginąć? - pyta Noor Al-Shana, 19-letnia studentka pielęgniarstwa i dziennikarka ze Strefy Gazy.

Międzynarodowe organizacje pomocowe i zagraniczne media od miesięcy alarmują, że izraelska armia dopuszcza się w Strefie Gazy ludobójstwa - bombarduje domy, otwiera ogień w punktach pomocy humanitarnej, doprowadza do śmierci głodowej.

Według danych Ministerstwa Zdrowia w Gazie z końca lipca, liczba potwierdzonych ofiar przekroczyła 60 tysięcy, z czego 18,5 tys. to dzieci. Natomiast wyniki badań międzynarodowego zespołu naukowców oraz Palestyńskiego Centrum Badań Politycznych i Sondażowych mówią, że od października 2023 roku do początku stycznia 2025 roku w Strefie Gazy zginęło ok. 84 tys. osób.

Ofiar może zacząć gwałtownie przybywać - gabinet bezpieczeństwa Izraela zatwierdził nowy plan premiera Benjamina Netanjahu dotyczący okupacji Strefy Gazy.

Tymczasem kilka dni temu Ambasada Izraela w Polsce zamieściła materiał rzekomo przedstawiający codzienne życie w Gazie - uśmiechniętych restauratorów serwujących różne dania. Wideo opatrzono komentarzem: "Kebaby i owoce morza - w restauracjach w mieście Gaza w lipcu tego roku można było dostać jedzenie każdego rodzaju".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Trump wpadł w pułapkę? "Czerpie wiedzę o świecie z telewizji"

- Od wielu dni głodujemy. W punkcie rozdawania żywności Izraelczycy strzelają nawet do kobiet i dzieci. To dzieje się każdego dnia - odpowiada na łamach Wirtualnej Polski 19-letnia Noor Al-Shana, studentka pielęgniarstwa ze Strefy Gazy.

- Nie mam już marzeń. Izrael zabrał mi wszystko, co kocham. Powtarzam sobie, że muszę przetrwać dla rodziców i ludzi, którym pomagam. Inaczej dosłownie bym zwariowała. Znam ludzi, którzy pod wpływem wojny całkowicie się załamali i stracili zmysły - dodaje.

Dariusz Faron, Wirtualna Polska: Jak to jest żyć w Strefie Gazy?

Noor Al-Shana, studentka pielęgniarstwa i dziennikarka ze Strefy Gazy: Od wielu dni głodujemy, często jesteśmy przesiedlani. Można powiedzieć, że jesteśmy na celowniku 24 godziny na dobę. Nie jest łatwo budzić się ze świadomością, że jeśli w razie bombardowania nie znajdziesz sobie innego miejsca, zginiesz. Trzeba nieustannie myśleć, skąd wziąć jedzenie, wodę. Codziennie chodzi tylko o to, żeby przetrwać. Przez ponad dwa lata wojny straciłam wszystko. A teraz jako rodzina bardzo cierpimy.

Jak w Gazie nie umrzeć z głodu?

Mamy głównie suchy ryż. Mięsa nie jadłam od sześciu miesięcy. Każdego dnia czuję, że brakuje mi energii. Są dwie możliwości zdobycia jedzenia. Pierwsza to zakup produktów, na które nikogo nie stać, bo podrożały kilkadziesiąt razy. Za mąkę trzeba zapłacić ok. 25 dolarów.

Drugą opcją jest zgłoszenie się do punktu Gaza Humanitarian Foundation, czyli organizacji dystrybuującej pomoc humanitarną w Strefie Gazy. Ale tam możesz zostać zamordowany przez izraelskich żołnierzy. To dzieje się każdego dnia. Izraelczycy biorą na celownik nawet kobiety i dzieci.

Straciłam w ten sposób czterech kuzynów. Zginęli tylko dlatego, że chcieli nakarmić swoje rodziny. Jeden z nich proponował, żebym poszła z nim: "Trzy, cztery godziny i będziemy z powrotem. Ja muszę iść. Moje dzieci nie jadły od dwóch dni ". Zostałam, bo prosiła o to mama. Kuzyna odnaleźliśmy krwawiącego w szpitalu. Nie odratowali go.

Palestyński chłopiec
Palestyński chłopiec zbiera resztki zepsutej mąki wyrzuconej na prowizoryczne wysypisko w pobliżu namiotów osób przesiedlonych w Khan Yunis, na południu Strefy Gazy, 12 października 2024 roku © East News | Majdi Fathi

Zagraniczne media regularnie alarmują, że izraelscy żołnierze otwierają ogień do ludzi gromadzących się przy punktach pomocowych. Była pani świadkiem takich sytuacji?

Tak, byłam tam. Staram się dokumentować, co się dzieje i pomagać rannym, bo przecież jestem pielęgniarką. Ale do punktów pomocowych przychodzę także jako głodująca kobieta. Widziałam zabitą matkę z dzieckiem. Była też historia, o której zrobiło się głośno.

Pewien chłopiec ustawił się w kolejce w punkcie pomocowym. Gdy odebrał paczkę z żywnością, bardzo się ucieszył. Uśmiechał się. Mam jego twarz przed oczami. Izraelczycy zrobili mu nawet zdjęcie, zapewne w celach propagandowych. Żeby pokazać je światu i powiedzieć: "Zobaczcie, Palestyńczycy są zadowoleni". Tymczasem prawda jest taka, że kilka minut później chłopiec został zastrzelony. Proszę mi powiedzieć, czym zawiniło to dziecko, że musiało zginąć?

Inny przypadek: kobieta niewiele starsza ode mnie. Wcześniej straciła męża i dziecko. Była sama, bez jedzenia i pracy. Została postrzelona. Przewieziono ją do szpitala i przeżyła, ale amputowano jej rękę. Nie mogę tego wszystkiego pojąć. Co złego zrobili ci ludzie? Byli po prostu głodni. Jak wspomniałam, my sami jesteśmy z rodzicami na granicy przetrwania. Jemy tylko tyle, by przeżyć każdy kolejny dzień. Nasz dom został zniszczony. Miesiąc temu znowu nas przesiedlono.

Gdzie teraz jesteście?

W domu krewnego. Kiedy nasz dom został zniszczony, szukałam miejsca na wybrzeżu Khan Younis, ale są tam setki namiotów, ludzie tłoczą się na bardzo małej przestrzeni. Dom, w którym przebywam, jest w połowie zniszczony. Żyjemy bez bieżącej wody, są problemy ze światłem. Poza tym budynek jest położony bardzo wysoko, a jesteśmy na piętrze. W razie bombardowań istnieje duże ryzyko, że zginiemy. Ale przynajmniej mam gdzie spać. A teraz udało mi się nawet połączyć, żebyśmy porozmawiali.

Wcześniej przez jakiś czas przebywałam w placówce UNRWA (Agencja Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie - przyp. red.). Około trzech tysięcy osób w budynku szkoły. Ludzie rozkładali się na każdym wolnym kawałku podłogi.

Noor Al-Shana w zbombardowanej Strefie Gazy
Noor Al-Shana w zbombardowanej Strefie Gazy © Archiwum prywatne Noor Al-Shany

Jaki był dla pani najtrudniejszy moment tej wojny?

Śmierć dziadka. Mieszkałam wtedy w szkole. Poprosił, żeby go odwiedzić, czego wcześniej nie robił. Może czuł, że wkrótce przydarzy się coś złego. Poszłyśmy z mamą, a tata i brat zostali w placówce UNRWA. Droga zajęła nam kilka godzin. Gdy dotarłyśmy, dziadek poprosił, byśmy przyniosły wodę dla niego i kuzynów. Wracając, usłyszałam huk. Zaraz potem zobaczyłam, co się stało. Dom dziadka został zbombardowany. Jakieś dzieci i dwóch znajomych dziadka z sąsiedztwa leżało na ziemi bez ruchu. Potem zobaczyłam jednego z kuzynów, który praktycznie nie miał głowy. Za to dziadek wyglądał, jakby siedział i odpoczywał z zamkniętymi oczami. Ale nie żył. Jego też zamordowali.

Gdy to do mnie dotarło, zaczęłam krzyczeć. Byłam w szoku. Później przepłakałam wiele dni. Byliśmy z dziadkiem bardzo blisko. Spędzaliśmy dużo czasu, często się mną opiekował. Czułam, jakbym straciła ojca. W lokalnej społeczności był znany jako człowiek, który stara się pomóc innym. Chciał znaleźć dla ludzi wodę. Nie robił nic złego. Dlaczego musiał zginąć? Jego śmierć nie ma żadnego sensu. Gdy myślę o ludobójstwie w Gazie, od razu mam przed oczami dziadka. To, co go spotkało, po prostu mnie złamało.

Co to znaczy?

Myślałam, że oszaleję. Dosłownie. Znam historie ludzi ze Strefy Gazy, którzy po utracie bliskich i całego dobytku po prostu stracili zmysły. Proszę sobie wyobrazić, że zabierają panu wszystko, co pan miał. Żyje pan bez prądu, bieżącej wody, ze świadomością, że każdego dnia może spaść na pana bomba. Traci pan najukochańsze osoby. Nie ma nikogo, kto pyta, jak się pan czuje. Nikt się nie boi, że coś się panu stanie. Jeśli upadniesz na ziemię, po prostu na niej zostaniesz. Nikt nie zwróci uwagi. To nie tak, że inni są bezduszni. Po prostu każdy skupia się na przetrwaniu.

Jak teraz pani radzi sobie psychicznie?

Powtarzam sobie, że muszę się trzymać dla rodziny i ludzi, którym mogę pomóc. Często płaczę. Ale mimo codziennego cierpienia i bólu, staram się żyć. Po prostu. Po śmierci dziadka obiecałam sobie, że będę głośno mówić, co się tu dzieje. Staram się dokumentować wydarzenia z Gazy. Mam nagranie wideo z momentu, w którym mój dziadek stracił życie. Jest jednak zbyt mocne, nie nadaje się do publikacji.

Noszę w sobie traumę. Był okres, gdy cały czas płakałam. Dziś jest już lepiej, ale wychodzenie ze złego stanu to proces, który trwa. Przebyłam bardzo długą drogę, by w ogóle rozmawiać o tym, czego doświadczyłam.

Jak wyglądało pani życie przed wojną?

Uwielbiałam je. Mieszkaliśmy w dużym domu. Ojciec malował ściany w Tel-Awiwie, u Izraelczyków. Mama otworzyła ciastkarnię, można było zamawiać jej wypieki przez internet. Kocha piec i jest w tym naprawdę dobra. Ja studiowałam pielęgniarstwo. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że mogłam wszystko. Chodziłam na uniwersytet. Nieraz jechałam ze znajomymi na konną przejażdżkę albo na plażę. Izraelska armia zabrała mi wszystko, co kochałam. Staram się studiować on-line, ale sam dostęp do Internetu jest dużym problemem, nie mówiąc już o praktykach w szpitalu. Miałam normalne, dobre życie. Miałam swoje marzenia. Teraz już nie marzę.

O czym pani marzyła przed wojną?

Przede wszystkim chciałam się wykształcić. Obecnie w Gazie jest to niemożliwe. Nie działa uniwersytet, wszystko jest zniszczone. Tu nie ma żadnych możliwości. Trzeba przyzwyczaić się do tego, że jeśli coś stracisz, już tego nie odzyskasz. Zniszczysz jeansy? Nie pójdziesz do sklepu i nie kupisz nowych. Zepsuje ci się telefon? Nie dostaniesz nowego. Jak w takiej rzeczywistości mieć marzenia? Jedyne, o czym możemy teraz myśleć, to żeby ludobójstwo wreszcie się skończyło. Jako początkująca pielęgniarka mogę być przydatna ludziom, którzy np. ucierpią w wyniku bombardowań. Poza tym działam jako dziennikarka. Nagrywam na ulicy materiały wideo. Wiem, że ryzykuję życiem, ale musimy dążyć, żeby świat nas usłyszał i zobaczył.

- Przed wojną miałam cudowne życie - mówi Noor Al-Shana
Noor Al-Shana: "Przed wojną miałam cudowne życie" © Archiwum prywatne

Opowiada pani o studiach pielęgniarskich i pracy reporterskiej, ale pomaga też pani palestyńskim dzieciom. W jaki sposób?

Kiedy mieszkałam w szkole, zaczęłam odwiedzać w ramach wolontariatu sierociniec niedaleko Al-Karary. Szukamy dzieci, które zostały zupełnie same. Niektóre żyją na ulicy, nie mają dosłownie nikogo. Nie mają nic. Jestem wyczulona na ich cierpienie, bo wiem już, jak to jest kogoś stracić. Zaczęłam działać w zespole, który odwiedza te dzieci cztery, pięć razy w tygodniu. Stworzyliśmy dla nich coś w rodzaju małych obozowisk, by miały gdzie się podziać. Mamy świadomość, że jeśli my się nimi nie zajmiemy, nikt tego nie zrobi. Staramy się załatwiać dla nich jedzenie, jakieś ubrania. Organizujemy zajęcia szkolne, czasem po prostu się bawimy. Chodzi przede wszystkim o nich, ale myślę, że ten czas to także forma terapii dla mnie. Przebywanie z dziećmi mi pomaga.

Co można powiedzieć dziecku, które straciło rodzinę i wylądowało na ulicy?

Nic wielkiego. Po prostu: "Jestem z tobą". Podchodzę do tego bardzo emocjonalnie, traktuję te dzieci jak młodsze rodzeństwo. Zdarza się, że kiedy nie dam rady ich odwiedzić, potem witają mnie płaczem: "Dlaczego cię nie było? Czekaliśmy na ciebie". Jutro wybieram się do obozu Nusairat, by zobaczyć część tych dzieciaków. To ryzykowna wyprawa, bo droga jest kontrolowana przez izraelskie wojsko. Wiele razy dochodziło do ostrzeliwania samochodów bez żadnej przyczyny. Ale tak naprawdę nie mam wyjścia. Nie wystarczy powiedzieć komuś: "Jestem z tobą". Trzeba rzeczywiście być.

Izraelczycy popierający rząd mówią: to my jesteśmy ofiarami. I przypominają atak Hamasu z 7 października 2023. Bojownicy zabili tego dnia ponad 1100 osób, a 251 uprowadzili. Jak pani ocenia to, co się wtedy stało?

Nie jestem stanowczą zwolenniczką Hamasu, a tym bardziej tego, co stało się 7 października. Potępiam tego typu działanie. Nie powinno się zabijać niewinnych ludzi. Nawet jeśli ktoś robi coś strasznego, nie można odpowiadać tym samym. Nic nie usprawiedliwia krzywdzenia niewinnych. Chcę, by to wybrzmiało.

Jestem zwykłą Palestynką. Chcę tylko życia w pokoju. I moja perspektywa jest taka, że od tamtego dnia zaczęłam wszystko tracić. To była czarna sobota, która zniszczyła moje życie. Gdy Hamas planował atak, myślał zapewne, że może dzięki temu sytuacja w Palestynie się zmieni i że to doprowadzi do naszej wolności. Pochodzę z miejscowości Ya’bad na Zachodnim Brzegu i nawet nie mogę tam wrócić, bo teren jest okupowany przez Izrael. Gdzie jest mój dom? Nigdzie.

Jako Palestyńczycy cierpimy od wielu lat i nikt nas nie widzi. Nikt nie chce nam pomóc. Nie mamy swojej ziemi. Nie pojmuję, dlaczego pewni ludzie przyszli i po prostu zniszczyli mój dom. Kim są? Czego właściwie chcą?

Tysiące dzieci w Strefie Gazy straciło swoje domy
Tysiące dzieci w Strefie Gazy straciło swoje domy © PAP | AA/ABACA
20 sierpnia. Rodzina opłakuje ofiary ataku w Khan Younis
20 sierpnia. Rodzina opłakuje ofiary ataku w Khan Younis © PAP | AA/ABACA

Gabinet bezpieczeństwa Izraela zatwierdził nowy plan premiera Netanjahu dotyczący okupacji Gazy. Co to dla pani oznaczało?

Wielu nie widzi już w Palestyńczykach ludzi. W Strefie Gazy żyją nas dwa miliony. Jeśli Netanjahu ma plan okupacji tego terenu, znaczy to po prostu, że dojdzie do ludobójstwa na jeszcze większą skalę. Izraelscy żołnierze chodzą między nami na ulicy i są bezkarni. Zabijają, kogo chcą, nie oszczędzają nawet dzieci. Gwałcą kobiety.

Proszę spojrzeć, co stało się z reporterem Anasem al-Sharifem [Znany korespondent Al Jazeery. Zginął w nalocie. Izraelskie władze twierdzą, że współpracował z Hamasem - przyp. red.]. Tak jak pan, on po prostu relacjonował, co się dzieje. Dlaczego musiał zginąć? Nie ma w tym żadnej sprawiedliwości. Izrael nie chce, by świat dowiedział się, co się dzieje w Gazie.

Jak odebrała pani słowa Donalda Trumpa, który stwierdził, że "to, czy cała Strefa Gazy będzie okupowana, zależy w dużej mierze od Izraela"?

Wcześniej pomógł doprowadzić do zawieszenia broni. Jak wiemy, sam nazywa się człowiekiem pokoju. Jeśli faktycznie tak jest, chciałabym, żeby zobaczył naszą rzeczywistość na własne oczy. Niech kiedyś odwiedzi Gazę. Niech przejdzie ulicą, która każdego dnia jest bombardowana. Niech mieszka bez elektryczności i jedzenia. Niech przez chwilę żyje tak jak my. Wszyscy liderzy tego świata lubią o sobie mówić jako o ludziach pokoju i jednocześnie akceptują ludobójstwo. Nie rozumiem tego. Ale mimo wszystko ciągle jest we mnie nadzieja, że któregoś dnia nasze cierpienie się skończy. I że jeszcze będziemy wolni.

Dariusz Faron jest dziennikarzem Wirtualnej Polski

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Pożar elewacji we wrocławskim aquaparku. Szybka akcja strażaków
Pożar elewacji we wrocławskim aquaparku. Szybka akcja strażaków
PiS grzmi w Sejmie. "Polacy zapłacili 2 mld za Tuska"
PiS grzmi w Sejmie. "Polacy zapłacili 2 mld za Tuska"
"Test uczciwości". Żurek ostro do posłów opozycji
"Test uczciwości". Żurek ostro do posłów opozycji
"Rosyjski Dom" w Pradze obrzucony koktajlami Mołotowa
"Rosyjski Dom" w Pradze obrzucony koktajlami Mołotowa
Ukraina szuka sojuszników. Podpisano nowe porozumienie
Ukraina szuka sojuszników. Podpisano nowe porozumienie
Zapowiadane zmiany dla kierowców, obecnych i przyszłych [SKRÓT PORANKA]
Zapowiadane zmiany dla kierowców, obecnych i przyszłych [SKRÓT PORANKA]
Szef MSZ Niemiec: USA i Iran planują spotkanie w Pakistanie
Szef MSZ Niemiec: USA i Iran planują spotkanie w Pakistanie
Putin poprosił o pieniądze. Są szczegóły zamkniętego spotkania
Putin poprosił o pieniądze. Są szczegóły zamkniętego spotkania
Coraz gorsze notowania Nawrockiego. Tak ocenili go Polacy
Coraz gorsze notowania Nawrockiego. Tak ocenili go Polacy
ZEA chcą dołączyć do misji w cieśninie Ormuz. Inicjatywa Paryża
ZEA chcą dołączyć do misji w cieśninie Ormuz. Inicjatywa Paryża
W mieszkaniu ciało kobiety z ranami od noża. Zatrzymano mężczyznę
W mieszkaniu ciało kobiety z ranami od noża. Zatrzymano mężczyznę
"Głębokie zmiany". Rewolucja w egzaminie na prawo jazdy
"Głębokie zmiany". Rewolucja w egzaminie na prawo jazdy