Nagrody dla ministrów ujawniły kolejny absurd. "Pieniądze państwa przepływają z kieszeni do kieszeni"

- Rząd wypłaca nagrody ministrom i sam pobiera sobie od tego podatek. Kiedy mówimy o wielu transakcjach i wysokich kwotach w grę wchodzi strata dużych pieniędzy – ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską Andrzej Sadowski, prezydent Fundacji Centrum im. Adama Smitha.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ministrowie z rządu Beaty Szydło otrzymali średnio w 2017 roku 70 tys. zł nagród
Ministrowie z rządu Beaty Szydło otrzymali średnio w 2017 roku 70 tys. zł nagród (PAP)

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział ostatnio, że ministrowie i ich zastępcy oddadzą pieniądze z otrzymanych niedawno nagród. Mają one trafić na cele charytatywne Caritas, ale opozycja domaga się, by wróciły do budżetu państwa.

Patryk Osowski (WP): Taki zwrot to nic skomplikowanego? Kopiujemy numer konta nadawcy, wpisujemy określoną kwotę i odsyłamy?

Andrzej Sadowski (prezydent Centrum im. Adama Smitha, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP): Trzeba pamiętać, że od każdej tej kwoty zostaje pobrany podatek i ZUS. Od lat apelujemy, by zlikwidować opodatkowanie rządu przez rząd, czyli samego siebie. Nie ma najmniejszego sensu aby rząd wypłacając emerytury, renty, zasiłki czy pensje i nagrody urzędnikom, naliczał sam sobie podatek i sam sobie go płacił. Gigantyczny wysiłek idzie w powietrze.

Tak trudno coś z tym zrobić?

Trzeba chcieć zlikwidować chociażby tę głupotę. Ostatnio nasze rozwiązanie przerobione domowym sposobem prezentowało Polskie Stronnictwo Ludowe. Zaproponowali likwidację opodatkowania emerytów, rencistów. Tylko dlaczego teraz skoro mogli to wprowadzić, kiedy mieli władzę.

Oddanie nagród jest w ogóle możliwe? W 2010 roku Donald Tusk odwołał z funkcji szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego polityka PiS Mariusza Kamińskiego. Zwolniony ze stanowiska otrzymał 130 tys. zł odprawy. Uznał, że jest ona zbyt wysoka i odesłał ją CBA. Potem pieniądze ciągle do niego wracały, więc w końcu przelał je na Caritas.

Pieniądze do niego wracały, bo bezdyskusyjnie mu się należały. To wynikało z przepisów. Gdyby zatrudniająca go wcześniej instytucja mu ich nie wypłaciła, łamałaby prawo pracy i prędzej czy później to sąd zasądziłby ich wypłatę. Obecna sytuacja różni się tym, że politycy sami sobie przyznali te dodatkowe nagrody.

Zobacz także: Oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego. "Głos ludu, głos Boga"

Najważniejsi politycy w Polsce zarabiają tyle ile powinni? Pytam mając na uwadze, że prezesi spółek skarbu państwa często zarabiają od nich kilkukrotnie więcej.

Są dwa rozwiązania. Pierwsze było stosowane w II Rzeczpospolitej. Najwięcej zarabiali prezydent, trochę mniej premier i tak dalej. Ale dyrektorzy departamentów w różnych ministerstwach zarabiali dokładnie tyle samo. Dziś jest zupełnie inaczej, bo w ramach tego samego rządu w ministerstwach różnie płaci się na tych samych stanowiskach.

Drugie rozwiązanie to takie zbliżone do standardów stosowanych w Singapurze. Aby rząd normalnie pracował, wynagrodzenie premiera jest tam indeksowane wobec największych firm notowanych na giełdzie. Szef rządu zarabia kilka milionów ich dolarów rocznie, ale za to pracuje jak prezesi, czyli według najlepszych standardów korporacji.

W Polsce nie ma konkretnych zadań?

Kiedyś przeprowadzono badania, jaka jest motywacja kandydatów na urzędników, by pracować właśnie w administracji publicznej. Jedną z głównych odpowiedzi było, że nie ma tam kryteriów oceny pracy. Jeżeli nie ma konkretnych zadań, nie ma też oceny i wszystko jest uznaniowe. Ten system nie jest ani transparentny ani motywacyjny. Gdyby panowały logiczne zasady to premier powiedziałby, że nagrody wynikają z tego i tego… a nie tylko, że się należy.

Ponieważ tego brakuje, wszystko można podważyć, z czego poprzedni rządzący dziś w opozycji skwapliwie korzystają. Ale żadna ze stron mimo rządzenia nie wprowadziła zrozumiałych dla obywateli zasad. Za to tworzono od początku III RP przez lata patologiczny i klientystyczny system "motywacyjny".

Skoro oficjalnie ministrom mało płacono, to dawano im jedną, drugą, trzecią radę nadzorczą oraz miejsce dla członka rodziny. Jeżeli wmawia się obywatelom, że taniej niż w rządzie nie ma nawet w Biedronce, oraz że nie chodzi o pieniądze, to gdzieś przed końcem roku trzeba to nadrabiać.

Wróćmy jeszcze na chwilę do sytuacji, w której państwo samo płaci sobie podatki. Da się z tym skończyć?

Można to zrobić od ręki. Około 20 lat temu wprowadzano wielką kapitałową reformę emerytalną. Pokazaliśmy wtedy absurd, że przedsiębiorca musiał przesyłać pieniądze do ZUS czterema różnymi przelewami i na cztery różne konta. Nasze rozwiązanie i apele by był to jeden przelew i na jeden rachunek przez lata rządy pozostawiały bez odpowiedzi.

Obecny rząd prawie od ręki wreszcie to zmienił. Bez wielkiego wysiłku, a wszystkim ułatwił tym życie. Przede wszystkim samemu sobie, czyli ZUS. Ciągle jest tak jak w "Weselu", kiedy Czepiec do Dziennikarza mówi „A, ja myśle, ze panowie duza by juz mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!”

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości