Kolejna rozprawa ws. reklamy alkoholu. Proces znanych aktorów
Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia toczy się proces aktorów Bogusława Lindy i Magdaleny Cieleckiej. Prokuratura zarzuciła im nielegalną reklamę alkoholu, a czterem innym osobom - zlecenie reklamy napojów alkoholowych na portalach społecznościowych.
W poniedziałek odbyła się kolejna rozprawa w tej sprawie. Akt oskarżenia do sądu trafił w sierpniu, a proces ruszył w grudniu zeszłego roku. Sprawa toczy się z zawiadomienia działacza społecznego Jana Śpiewaka. Za zarzucane przestępstwa grozi grzywna w wysokości od 10 tys. zł do nawet 500 tys. zł.
Na sali rozpraw w poniedziałek pojawiła się Magdalena Cielecka (zgadza się na podanie nazwiska - red.). Aktorka nie przyznała się do winy i złożyła krótkie wyjaśnienia, przekazując, że z jej punktu widzenia "przyjęła komercyjna propozycję", zakładając, że promuje pewien styl życia. Jak też zaznaczyła, nie chciała nikogo namawiać do spożywania alkoholu, zagrała rolę i oddała materiał do dyspozycji klientów.
Cielecka w czasie rozprawy. "Dzisiaj mam większą wiedzę"
Na pytanie swojej obrończyni o to, czy miała wpływ na to, w jaki sposób posty z jej udziałem zostaną opublikowane, odpowiedziała przecząco. - Wiedziałam, że klient będzie używał tych materiałów po mojej akceptacji - powiedziała, dodając, że "do niej należało zaakceptowanie wyglądu, layoutu".
- Natomiast gdzie później, w jaki sposób, w jakiej częstotliwości i w jakim trybie będą publikowane te posty, nie wiedziałam. Nie miałam takiej wiedzy - przekazywała aktorka. Jak też wskazała, była to dla niej sytuacja, która wydawała się oczywista, ponieważ w przestrzeni publicznej jest bardzo dużo reklam alkoholu.
- Dzisiaj mam większą wiedzę na ten temat. Nie rozróżniałam reklamy piwa od reklamy drinka, której ja stałam się częścią - stwierdziła, dodając: - Pomyślałam sobie, że jest to jakiś lifestyle, który mogę pokazać, w którym mogę być wiarygodna, który mi się proponuje.
Zadeklarowała, że gdyby wcześniej miała tę wiedzę, "nie zdecydowałaby się na taką pracę". - Wtedy tego nie rozróżniałam, bo ilości i różnorodność form takiej reklamy była też spora - kontynuowała Cielecka.
Podczas poniedziałkowej rozprawy zeznawał też pracownik agencji koordynujący pracę. Stwierdził, że aktorka miała podpisaną umowę, z której się wywiązała, a chodziło o promocję marki. Na pytania prokuratora, jakiego rodzaju uwagi była zgłaszane przez menadżerkę do tej umowy, odpowiedział, że była prośba o wpisanie kar umownych czy kwestii odpowiedzialności. - Przekazywaliśmy te uwagi klientowi - powiedział.
Na rozprawie nie było Bogusława Lindy (zgadza się na podanie nazwiska - red.) ani reszty oskarżonych. Sędzia Łukasz Grylewicz po rozpatrzeniu wniosków obrony zarządził przerwę w rozprawie do 12 marca.