Kobieta weszła z psem na lód. Wpadła do lodowatej wody
Spacer z psem o mało nie skończył się śmiercią dwóch osób. Kobieta weszła z czworonogiem na lód na Dunajcu. Gdy tafla się załamała, próbował jej pomóc świadek zdarzenia, który również wpadł do wody. Dopiero po ok. 20 minutach wyciągnęła ich straż pożarna. Kobieta i mężczyzna byli już w stanie skrajnej hipotermii.
Zdarzenie miało miejsce w sobotę. O godzinie 16:20 dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie skierował patrole w rejon miejscowości Ostrów koło Tarnowa.
Po dotarciu w rejon wału przeciwpowodziowego, policjanci zauważyli świadków zdarzenia wzywających pomocy. Miejsce, w którym znajdowały się osoby poszkodowane, oddalone było od drogi o około 200 metrów.
Na tafli lodu znajdował się również świadek zdarzenia, który okazał się ochotnikiem straży pożarnej. Mężczyzna trzymał gałąź, którą podał poszkodowanym, umożliwiając im utrzymanie się na powierzchni do czasu przyjazdu służb.
Przy wykorzystaniu sprzętu ratowniczego straży pożarnej, najpierw wydobyto z wody kobietę, którą następnie przekazano ratownikom medycznym i przetransportowano do karetki. Następnie z wody wyciągnięto mężczyznę; on również otrzymał stosowną pomoc.
O krok od tragedii. Kobieta i mężczyzna w stanie skrajnej hipotermii
Jak wynika z ustaleń, poszkodowana, spacerując z psem, weszła na taflę lodu, która załamała się pod jej ciężarem. Na pomoc ruszył mężczyzna, który również wpadł do lodowatej wody.
Kluczowe znaczenie miała szybka reakcja świadka zdarzenia, który do czasu przyjazdu służb podał poszkodowanym gałąź i pozostawał z nimi na lodzie. Poszkodowani przebywali w wodzie około 20 minut, co spowodowało u nich skrajną hipotermię.
Policja przypomina: wchodzenie na zamarznięte rzeki i zbiorniki wodne jest skrajnie niebezpieczne, a lód - szczególnie w rejonie nurtu - może załamać się w każdej chwili. W przypadku zauważenia osoby tonącej należy natychmiast wezwać pomoc, dzwoniąc pod numer alarmowy 112.
Źródło: Policja