"Jest mi bardzo przykro". Błędy w raporcie komisji ds. represji
Komisja do spraw represji zaprezentowała we wtorek raport w sprawie działania mediów publicznych w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Oceniła, że "stały się one istotnym narzędziem walki z oddolnym oporem". W raporcie pojawiły się jednak poważne błędy.
Co musisz wiedzieć?
- Co zawierał raport? Raport komisji ds. represji opisywał działania mediów publicznych wobec organizacji społecznych w latach 2015-2023.
- Jakie błędy wykryto? W raporcie błędnie przypisano afiliacje i kontekst wypowiedzi dziennikarki Anny Gielewskiej.
- Jakie były reakcje? Przewodnicząca komisji przeprosiła za błędy, które zostały poprawione w zaktualizowanej wersji dokumentu.
Raport komisji ds. represji, dotyczący działań mediów publicznych w latach 2015-2023, wywołał kontrowersje z powodu błędów, które się w nim pojawiły. Jeden z nich dotyczył dziennikarki Anny Gielewskiej.
Jakie błędy pojawiły się w raporcie?
W podrozdziale raportu zatytułowanym "Selekcja gości" został poruszony temat aborcji i komentowania tego tematu w Polskim Radiu. Napisano, że "na 61 osób zaproszonych do redakcji Polskiego Radia, by rozmawiać o projekcie 'Stop Aborcji' (2016) oraz Strajku Kobiet (2020), tylko jedna była z lewego skrzydła politycznego (Marcelina Zawisza z partii Razem), pięciu możemy uznać za neutralnych, natomiast 55 pozostałych osób proszonych o komentarz prezentowały opinie zgodne z linią rządzących partii, w tym wielu polityków PiS".
Będziemy strzelać do dronów? "To nie politycy decydują"
W podrozdziale tym wskazanych zostało kilkadziesiąt wypowiedzi osób wymienionych z imienia i nazwiska. W punkcie 37 znajdującym się pod określeniem "negatywne" pojawiło się nazwisko Anny Gielewskiej. Poinformowano, że była ona publicystką i dziennikarką "Do Rzeczy" oraz "Sieci", "dwóch znaczących tytułów prasowych związanych z prawicową sceną polityczną w Polsce".
Tymczasem Gielewska jest wicenaczelną serwisu frontstory.pl, a zacytowana wypowiedź wcale nie wspierała pomysłu zaostrzenia prawa aborcyjnego. - Z pewnym niedowierzaniem otworzyłam ten raport i przeczytałam swoje nazwisko w jakimś zupełnie kuriozalnym kontekście - stwierdziła w rozmowie z tvn24.pl Gielewska. - Fakty, które tam były podane, czyli te moje afiliacje, zupełnie nieprawdziwe, można było sprawdzić jednym kliknięciem w Google - dodała.
Jakie były reakcje na błędy?
Przewodnicząca komisji, Sylwia Gregorczyk-Abram przeprosiła za pomyłki i zapewniła, że dokument został poprawiony. W rozmowie z tvn24.pl stwierdziła, że "błąd dotyczący pani redaktor Gielewskiej nie powinien się zdarzyć" i jest jej z tego powodu bardzo przykro.
Gielewska oświadczyła, że po sprostowaniu i przeprosinach "z jednej strony temat jest dla niej zamknięty", ale z drugiej dodała, że "nie tak powinna wyglądać procedura tworzenia, redagowania i weryfikacji danych, informacji zawartych w dokumentach rządowych". - To jest kompromitujące dla tych dokumentów - oceniła.
Źródło: tvn24.pl