Jarosław Kaczyński wybrał kandydata na premiera. PiS w pełnej gotowości
Partia, która nie ma dziś szans na samodzielne rządy - na co wskazują zamawiane przez nią badania - przedstawi Polsce swojego kandydata na premiera. PiS ma się wokół niego zjednoczyć. Nazwisko zna Jarosław Kaczyński i kilku jego współpracowników.
Wielu polityków PiS jest już znużonych dyskusjami o "kandydacie na kandydata" PiS na premiera. - Przenoszona ciąża - zaczynają irytować się nasi rozmówcy. Choć z uśmiechem kwitują rewelacje o kolejnych nazwiskach na partyjnej giełdzie.
Faworytów jest kilku, ale nazwisko faktycznego kandydata zna tylko wąskie grono złożone z kilku osób. Jednoosobowo wyboru dokonał Jarosław Kaczyński.
- To będzie kandydat "zderzak", który ma rozbujać partię. Będzie trochę show, zainteresowania medialnego, akcja partyjna, ale w 2027 roku przyjdzie właściwa kampania. A potem wybory. No i po wyborach gra zacznie się na nowo, a premierem może zostać każdy - opisuje w skrócie sytuację PiS jeden z polityków tej partii.
Po chwili z dystansem dodaje: - Na razie największe szanse na drugą kadencję ma Tusk.
Wewnętrzne sondaże PiS nie wskazują, by partia mogła dziś liczyć na powrót do władzy. Dla Jarosława Kaczyńskiego kluczowe jest jednak teraz to, by umocnić struktury, "rozruszać" je, zjednoczyć partię i dać trochę oddechu znużonej formacji. Dlatego prezes wymyślił, by w czasie przedwiośnia przedstawić "kandydata na kandydata" na premiera. - To ma załagodzić konflikty, choć nie wiem, który kandydat mógłby to zagwarantować. Moim zdaniem żaden - przewiduje jeden z naszych rozmówców z PiS.
Karuzela nazwisk
Na znanej dotychczas giełdzie są nazwiska m.in. Przemysława Czarnka (wskazywanego przez frakcję "maślarzy"), Lucjusza Nadbereżnego (prezydenta Stalowej Woli, wskazywanego przez "harcerzy"), Jarosława Margielskiego (prezydenta Otwocka), Jakuba Banaszka (prezydenta Chełma), Łukasza Smółki (marszałka województwa małopolskiego) oraz - co ciekawe - ekonomisty Piotra Nowaka, byłego ministra rozwoju i technologii. Niewykluczone jednak, że PiS postawi na kogoś spoza tej grupy.
Kto ostatecznie będzie kandydatem na premiera? Wiceszef Kancelarii Prezydenta, polityk PiS Adam Andruszkiewicz w poranku Wirtualnej Polski w piątek 6 marca przyznał, że będzie to "doświadczony polityk", choć "wybór może być dużym zaskoczeniem".
Jak słyszymy nieoficjalnie, przemówienie na konwencję PiS "pisane jest pod doświadczonego gracza". Nie wiadomo jednak wciąż, czy gracza rządowego, czy samorządowego.
Nazwisko kandydata jest tajemnicą nawet dla kluczowych polityków PiS. Znają je tylko najbliżsi prezesowi Kaczyńskiemu ludzie: Mariusz Błaszczak czy Joachim Brudziński. Ponoć o kandydacie był informowany prezydent. Minister Adam Andruszkiewicz nie chce jednak tego oficjalnie potwierdzić.
Faworyci się zmieniają
W Wirtualnej Polsce pisaliśmy, że w tym tygodniu faworytem dla wielu był Przemysław Czarnek. On sam jednak od tych informacji się dystansował. Podobnie jak inni, "medialni" na razie kandydaci.
Szkopuł w tym, że "idealni" dla partii i prezesa Kaczyńskiego kandydaci wydają się być nieosiągalni. Takimi są - jak słyszymy - ministrowie prezydenccy: Zbigniew Bogucki i Paweł Szefernaker. Jak mówią nam w PiS, jeden z nich będzie w 2027 roku "właściwym kandydatem" na premiera. - Pozycja "Szefera" rośnie w niebywałym tempie - wskazuje jeden z rozmówców. Szkopuł w tym, że obu nie chce "wypuścić" dziś prezydent Karol Nawrocki.
Na razie jednak to pieśń przyszłości. PiS musi znaleźć sposób, by wyjść poza ramy 20-25 procent. Sama prezentacja kandydata tego nie gwarantuje. I w partii doskonale o tym wiedzą.
Kaczyński wierzy jednak, że sobotnia konwencja PiS będzie przełomem. Do Krakowa mają zjechać setki działaczy. By podbić wrażenie rozmachu wydarzenia, nie wszyscy zmieszczą się w sali "Sokoła" - miejscu, gdzie prezentowano jako kandydatów na prezydenta Karola Nawrockiego i Andrzeja Dudę. - Grafiki, banery, za chwilę to wszystko ruszy. Ale PiS ma firmę, która się nigdy z nazwiskiem nie wysypuje. Więc kandydat będzie trzymany w tajemnicy do ostatniej chwili - twierdzi jeden z polityków PiS.
W Radiu Maryja Jarosław Kaczyński zapowiadał: - To musi być kandydat, który pozwoli wygrać wybory, który będzie nawet "lokomotywą wyborczą". To musi być człowiek dobrze przygotowany także do wykonywania funkcji premiera.
Wedle naszych informacji prezes, mimo iż twierdził, że ma już konkretnego kandydata w sercu, to w istocie go nie miał. Wysyłał balony próbne. I sprawdzał reakcje. Cały czas też analizował, rozmawiał, konsultował. Szukał kandydata, który wymaga "zwrócenia się do prawicowego, patriotycznego elektoratu".
O cechach kandydata mówił dzień przed jego prezentacją szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. On już zna nazwisko. - Rzeczywiście polityk młodego pokolenia, w wieku prezydenta Nawrockiego (rocznik 1982 - przyp. red.). Chodzi o zdynamizowanie kampanii, chociaż nie została ona ogłoszona, to już trwa. Przygotowujemy program PiS, jeździmy po Polsce - zapowiedział.
Ale do tych słów przesadnie przywiązywać się nie należy.
W sobotę szef PiS chce zaskoczyć. I sprawić, że o wojnach wewnętrznych w partii przynajmniej przez kilka tygodni nie będzie dyskusji.
Kto to gwarantuje? - Moim zdaniem najbardziej Czarnek - wskazuje działacz PiS. - Elektorat go uwielbia, więc może próbować wyciskać wszystko, co się da z wyniku PiS. Może 30 procent. Bo tylko wariat może myśleć, że w 2027 roku uda się wrócić na poziom 40 proc. Czarnek ma przede wszystkim utrzymać partię w ryzach, jest najbezpieczniejszą opcją - tłumaczy rozmówca WP.
I dodaje: - Kaczyński nie gra teraz, by wygrać wybory. Tu idzie o coś dla niego ważniejszego. Uratowanie partii.
Czarnek jednak nie mieści się w ramach, które opisał Błaszczak. - Cały czas robione są wrzutki, zasłony dymne. Ludzie głupieją, dajmy już spokój - śmieje się polityk PiS.
Jak będzie? Dowiemy się w sobotę 7 marca.
Michał Wróblewski, Wirtualna Polska