Jak rekordowe ciepło "zgasiło" słońce nad Północą? Skandynawia stała się w grudniu laboratorium zmiany klimatu
Grudzień w Skandynawii upływa pod znakiem anomalii. Rekordowo wysokie temperatury w Oslo i rekordowe zachmurzenie w Sztokholmie nie są jednak anomaliami z przypadku.
Ekstremalnie ciepłe masy powietrza przyniosły Skandynawom dwa naprawdę nietypowe zjawiska.
Rekordowa noc w Oslo…
Pierwsze z nich to rekordowo wysokie temperatury w Oslo. W nocy z 15 na 16 grudnia temperatura w stolicy Norwegii nie spadła poniżej 8 st. C (dzień wcześniej – 6,9 st.). To pierwszy taki przypadek od 1937 r., gdy rozpoczęto regularne pomiary.
Wcześniejsze rekordowo ciepłe noce odnotowano w 1953 i 2000 r. Temperatury na poziomie 7,8 st. C pojawiały się jednak w pierwszych dniach grudnia, a nie jego połowie.
"Nigdy wcześniej nie odnotowano tak łagodnej temperatury tak późno w roku" - powiedział norweskiemu portalowi VG Jostein Mamen, klimatolog z Norweskiego Instytutu Meteorologicznego.
…rekordowa ciemność w Sztokholmie
Z zupełnie inną anomalią mierzą się mieszkańcy Szwecji. W stolicy kraju, Sztokholmie, w pierwszych dwóch tygodniach grudnia słońce świeciło zaledwie przez pół godziny. Tak dużego zachmurzenia nie było tu aż od 1934 r. Dla porównania w latach 1991–2020 średni czas nasłonecznienia w Sztokholmie w całym grudniu wynosił około 33 godziny.
W innych miastach jest niewiele lepiej: w dniach 1-14 grudnia Visby miało słońce przez godzinę, a Lund i Karlstad przez dwie. Jak dotąd najwięcej godzin słonecznych w kraju odnotowano w Karlskronie. Było ich 12.
Agencja AFP zwraca uwagę, że w Sztokholmie tej zimy nie było żadnych opadów śniegu. Potęguje to wrażenie ciemności, bo śnieg odbijający się od ziemi rozjaśnia otoczenie.
"Mieliśmy niestabilne układy niskiego ciśnienia z łagodną i wilgotną pogodą, co niesie ze sobą dużo chmur. Nie było szans, żeby niebo się przejaśniło" – mówi w rozmowie z agencją Viktor Bergman ze Szwedzkiego Instytutu Meteorologicznego i Hydrologicznego (SMHI).
Nieprzypadkowe anomalie
Obie anomalie mają wspólne podłoża.
Tym pierwszym jest napływ wilgotnych, ciepłych mas powietrza znad Atlantyku, które napędzają niże. Blokuje to chłodne powietrze polarne, a w rezultacie zwiększa zachmurzenie. I tak oto w Oslo zrobiło się nadspodziewanie ciepło, a w Sztokholmie - nadspodziewanie ciemno.
Choć oba zjawiska można przypisać po prostu przejściowej cyrkulacji atmosferycznej, nie można przy tym pominąć szerszego kontekstu. Czyli podłoża drugiego, którym jest zmiana klimatu.
Niże "ssą" ciepłe powietrze znad oceanu i wiozą je na północ do Skandynawii. Na podgrzewanej przez ludzkość planecie gorące powietrze nad oceanem zabiera o 7 proc. więcej pary wodnej na każdy 1 st. C ocieplenia. Powietrze staje się przez to bardziej "gęste" i cieplejsze.
I to jest w tym wszystkim kluczowe. W "normalnym" dla człowieka klimacie te same niże przeniosłyby mniej wilgoci, a temperatury byłyby niższe. Dziś zarówno transport wilgoci, jak i bazowa temperatura powietrza są wyższe, współtworząc to zjawisko.
Skandynawia coraz cieplejsza
W wakacje w Skandynawii odnotowano rekordowe (pod względem długości i zasięgu) fale upałów. Według organizacji World Weather Attribution fala upałów była 10 razy bardziej prawdopodobna i o 2 st. C cieplejsza z powodu wywołanej przez człowieka zmiany klimatu.
Skandynawia ociepla się znacznie szybciej niż średnia globalna. Od 1979 r. Arktyka (do której należy Skandynawia) ogrzała się prawie cztery razy mocniej niż planeta (0,73 st. C względem 0,19 st. C na dekadę).
Z kolei Światowa Organizacja Meteorologiczna prognozowała w maju, że ocieplenie Arktyki w ciągu najbliższych pięciu długich zim (od listopada do marca) będzie 3,5 razy większe od średniej światowej.
Scenariusz średnich emisji gazów cieplarnianych oznacza, że do 2060 r. w Norwegii będzie o 20–50 proc. więcej opadów deszczu i o 32–63 proc. mniej opadów śniegu.
To poważny problem, bo mniej śniegu to mniej zapasów wody dla elektrowni wodnych, które napędzają norweską energetykę. Do tego już teraz cieplejsze warunki przynoszą zagrożenie powodziowe. Obecnie żółty poziom zagrożenia powodziowego ogłoszono dla części regionów Agder i Rogaland.
Dla Wirtualnej Polski Szymon Bujalski, Dziennikarz dla Klimatu