Irańska odpowiedź. Teheran rozszerzył strefę odwetu
Iran przeprowadził odwet znacznie silniejszy, niż miało to miejsce w zeszłym roku. Amerykanie i ich sojusznicy ponieśli też większe straty. Potwierdziły się przy tym dotychczasowe oceny systemów uzbrojenia obu stron. Jak długo Teheran będzie w stanie odgryzać się Waszyngtonowi i Jerozolimie - to pytanie pozostaje otwarte.
W czerwcu 2025 roku Izrael, a w kilka dni później USA przypuściły atak rakietowy na irańskie instalacje nuklearne, kluczową infrastrukturę wojskową i dowódczą Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Atak był uzasadniany dążeniem do ostatecznego powstrzymania irańskiego programu jądrowego. W odpowiedzi Iran wystrzelił w stronę Izraela setki rakiet balistycznych i dronów.
Obecnie, podobnie jak w zeszłym roku, Irańczycy odpowiedzieli na izraelsko-amerykański atak. W pierwszej fazie sięgnęli głównie po bezzałogowce typu Shahed 136, które nie mogły zadać wielkich strat, ale skutecznie zaabsorbowały obronę przeciwnika.
Znacznie większe znaczenie miała druga faza uderzenia, w której kluczową rolę odegrały pociski balistyczne średniego zasięgu. Iran użył przede wszystkim trzech typów rakiet, które od kilku lat stanowią trzon jego najbardziej ambitnego programu rakietowego. Najnowszym i zarazem najbardziej zaawansowanym z nich jest Kheibar Shekan, zaprezentowany publicznie w 2022 r. jako symbol przejścia irańskiego przemysłu zbrojeniowego do nowej generacji konstrukcji.
"Zapłacą wszystkie kraje". Ekspert o konsekwencjach ataku
Drugim z użytych pocisków był Emad, będący głęboko zmodernizowaną wersją Shahaba-3. To pierwsza irańska rakieta balistyczna wyposażona w system naprowadzania pozwalający na korektę trajektorii w fazie terminalnej.
Trzecim rozpoznanym typem był Ghadr-110, kolejna mutacja Shahaba-3, lecz z możliwością separacji głowicy od członu nośnego. To rozwiązanie zwiększa szanse na przeniknięcie przez obronę przeciwrakietową w końcowej fazie lotu, gdy czas reakcji obrońcy jest najkrótszy. W zależności od wersji Ghadr może razić cele oddalone nawet o 2000 kilometrów.
Skala uderzenia
Skala użycia tych środków była znacząca. Dostępne dane wskazują, że w trakcie pierwszych fal ataku Iran wystrzelił ponad 200 pocisków balistycznych oraz kilkaset bezzałogowych statków powietrznych. Zdecydowana większość rakiet została przechwycona przez wielowarstwowe systemy obrony powietrznej państw regionu, wspierane przez amerykańskie sensory i efektory.
Nie oznacza to jednak całkowitej porażki irańskiego uderzenia. Część pocisków przedarła się przez obronę i spadła w rejonach zurbanizowanych oraz w pobliżu instalacji wojskowych, powodując straty materialne i ofiary wśród ludności cywilnej. Z militarnego punktu widzenia ten atak był znacznie skuteczniejszy niż zeszłoroczny.
W Naval Support Activity Bahrain zostały uszkodzone instalacje radarowe wykorzystywane do kontroli przestrzeni powietrznej i kierowania ruchem floty. W Katarze uszkodzone zostały instalacje w bazie lotniczej Al Udeid. Trafione jednak zostały także cele cywilne. W Dubaju i Abu Dhabi zostały trafione budynki mieszkalne. W atakach zginęło ok. 10 cywili, a kilkadziesiąt osób zostało rannych.
Jak długo Iran może odpowiadać?
Kwestia irańskich zapasów rakietowych pozostaje przedmiotem szacunków i domysłów, ponieważ Teheran nie publikuje wiarygodnych danych na ten temat. Analitycy od lat przyjmują, że Iran dysponuje kilkoma tysiącami pocisków balistycznych różnych typów, z czego znaczną część stanowią starsze konstrukcje krótkiego zasięgu.
Nowocześniejsze systemy, takie jak Kheibar Shekan, Emad czy Ghadr, produkowane są w mniejszych seriach. Ostrożne szacunki wskazują, że przed amerykańskim uderzeniem Iran mógł mieć od tysiąca do nawet trzech tysięcy pocisków średniego zasięgu zdolnych do ataku na cele w Izraelu i państwach Zatoki. Jeśli w pierwszej fazie konfliktu zużyto ponad 250 z nich, może to oznaczać istotne uszczuplenie najbardziej wartościowej części arsenału.
Tempo zużycia ma tu kluczowe znaczenie. Nawet przy rozwiniętym zapleczu przemysłowym Iran nie jest w stanie w krótkim czasie odtworzyć zapasów zaawansowanych rakiet balistycznych, których produkcja wymaga specjalistycznych materiałów, precyzyjnych systemów naprowadzania i długiego cyklu montażowego.
Przy obecnym poziomie intensywności ognia Teheran mógłby utrzymać podobne działania przez kilka kolejnych tygodni, lecz kosztem drastycznego ograniczenia rezerw strategicznych. Bowiem z jednej strony Teheran dysponuje dziś bronią, która realnie zagraża celom wojskowym w całym regionie i potrafi częściowo przełamywać zaawansowaną obronę przeciwrakietową. Z drugiej skuteczność tych uderzeń pozostaje ograniczona, a intensywne użycie pocisków szybko prowadzi do zużycia zasobów, których odbudowa nie jest ani szybka, ani tania.
Amerykańska obrona
Z drugiej strony amerykańskie zapasy pocisków przechwytujących nie są niewyczerpalne, a doświadczenia z Ukrainy oraz ostatnich wydarzeń na Bliskim Wschodzie pokazują, że wojna o wysokiej intensywności bardzo szybko zużywa nawet arsenały największych potęg militarnych.
Podstawowym problemem jest dysproporcja kosztów i tempa zużycia. Przechwycenie jednego pocisku balistycznego średniego zasięgu wymaga zwykle odpalenia przynajmniej dwóch interceptorów. W praktyce oznacza to, że atak złożony z kilkudziesięciu rakiet może wymusić zużycie setek bardzo drogich pocisków obronnych.
Dane dotyczące amerykańskich zapasów są objęte tajemnicą, ale można szacować, że Stany Zjednoczone posiadają łącznie kilka tysięcy pocisków przechwytujących różnych typów, z czego tylko część jest rozmieszczona poza terytorium kraju i gotowa do natychmiastowego użycia. Znaczna pula przeznaczona jest do obrony kontynentalnej USA oraz kluczowych baz strategicznych, co oznacza, że nie może zostać łatwo "przesunięta" na Bliski Wschód bez naruszania innych priorytetów bezpieczeństwa.
Jeżeli przyjąć tempo zużycia obserwowane podczas irańskich ataków odwetowych, gdzie w ciągu jednej nocy potrafiono odpalić ponad 200 pocisków balistycznych, to amerykańskie i sojusznicze systemy obronne mogły zużyć ponad 400 pocisków przechwytujących w bardzo krótkim czasie. Przy utrzymaniu takiej intensywności przez kilka tygodni zapasy rozmieszczone w regionie mogłyby zostać wyczerpane lub sprowadzone do poziomu krytycznego. Odtwarzanie ich na bieżąco jest trudne, ponieważ produkcja nie jest skalowalna w krótkim czasie i opiera się na ograniczonych liniach produkcyjnych.
Doświadczenie wojny na Ukrainie już wcześniej ujawniło ten problem. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy zużywali pociski obrony powietrznej szybciej, niż przemysł był w stanie je produkować, co zmusiło Pentagon do trudnych decyzji dotyczących alokacji zasobów. Bliski Wschód, Ukraina i potencjalnie Azja Wschodnia konkurują dziś o te same magazyny i te same moce produkcyjne.
Każde przedłużenie intensywnej kampanii obrony przeciwrakietowej w jednym regionie, automatycznie osłabia zdolności USA w innym. A obie strony zgromadziły siły i środki, które wystarczą maksymalnie na trzy-cztery tygodnie walk o podobnej intensywności. Donald Trump stwierdził, że ataki będą prowadzone, aż do osiągnięcia wszystkich zaplanowanych celów. Wątpliwe jest jednak, żeby samymi atakami powietrznymi wymusić w zmianę władzy w Teheranie.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski