Hostel stanął w ogniu. Kamery uchwyciły, co zrobił gość. Mamy nagranie
Szybko wyjaśniła się sprawa pożaru hostelu przy ul. Przesmyk w Lublinie. Wszystko dzięki temu, że kamery zarejestrowały moment podpalenia przez jednego z gości. Mężczyzna już został zatrzymany, ale jak dowiedziała się WP, nie usłyszał zarzutów. Na razie trafił na oddział zamknięty zakładu psychiatrycznego.
Lubelski przedsiębiorca Michał Sidor przyznaje, że w pierwszej chwili się załamał. Hostel, który prowadzi przy ul. Przesmyk w Lublinie, nie jest dużym biznesem i dopiero niedawno zaczął przynosić realne zyski. W sobotę 10 stycznia poczuł, że wszystko stracone. Nad ranem obudziła go informacja, że budynek, w którym działa hostel, stanął w ogniu.
- Ja mieszkam pod Lublinem. Zanim się dowiedziałem i przyjechałem na miejsce, było już po akcji. Wyglądało to dramatycznie, myślałem, że straciłem wszystko. Całą następną noc nie spałem, byłem załamany, nigdy czegoś takiego nie przeżyłem - relacjonuje w rozmowie z WP Michał Sidor.
Budynek, w którym działa hostel, ma trzy kondygnacje. Na parterze jest pralnia, na pierwszym piętrze biura i część pokoi noclegowych, a na najwyższym piętrze już tylko hostel. To właśnie na drugim piętrze pojawił się ogień. Strażacy od razu mieli podejrzenie, że doszło do podpalenia.
Kiedy właściciel hostelu obejrzał nagranie monitoringu, był w szoku. Wynika z nich, że podpalaczem był jeden z jego gości. Na nagraniu, które publikujemy poniżej, widać, jak mężczyzna chodzi po korytarzu i próbuje podpalić suszące się pranie. W pewnym momencie pojawia się ogień i duże zadymienie. Mężczyzna podpalił także swój pokój.
Pożar w hostelu w Lublinie. Kamera nagrała sprawcę
Z hostelu korzystają goście, którzy pojawiają się tu okazjonalnie na kilka dni, ale również na dłużej, nawet na kilka miesięcy. Właściciel współpracuje m.in. z firmami, które lokują tu swoich pracowników. Osobą mieszkającą tu od dłuższego czasu był właśnie podpalacz. Mężczyzna 8 stycznia przedłużył swój pobyt w hostelu do 20 stycznia, a 10 stycznia po godz. 1 w nocy go podpalił.
Właściciel przyznaje, że był zaskoczony, że to właśnie tego gościa zarejestrowały kamery. - Mężczyzna był kulturalny, odpowiadał na "dzień dobry". Jak słuchał muzyki, to pytał, czy nie za głośno - relacjonuje.
Dzięki nagraniom oraz szybkiemu ustaleniu tożsamości mężczyzny, policji łatwo udało się go namierzyć i zatrzymać. 42-letni Polak wciąż jednak nie usłyszał zarzutów, bo okazało się, że jest z nim utrudniony kontakt.
- Policjanci przeprowadzili konsultację medyczną, po której lekarz podjął decyzję, że na razie należy go umieścić w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym - informuje WP podinsp. Kamil Gołębiowski, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Lublinie.
Kiedy tylko stan zdrowotny mężczyzny się polepszy i będzie można go przesłuchać, prawdopodobnie usłyszy zarzuty.
Tutaj mogło dojść do znacznie większej tragedii
Pożar udało się ugasić dzięki szybkiej akcji strażaków. W chwili zdarzenia w środku przebywały 22 osoby, które udało się sprawnie ewakuować. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale - jak się okazuje - mogło tu dojść do znacznie większej tragedii. Mężczyzna po podpaleniu suszarek na korytarzu poszedł do kuchni i odkręcił kurki z gazem.
- Na szczęście kuchenki mają zabezpieczenia i wyłączają się, więc nie doszło do wybuchu. Gdyby doszło do zapłonu, to wywaliłoby całe piętro. Kilka metrów obok jest też blok mieszkalny. Tu było naprawdę dużo szczęścia w nieszczęściu, że nie doszło do naprawdę poważnej tragedii - przyznaje Michał Sidor.
Przed lubelskim przedsiębiorcą teraz niestety ogrom pracy, aby móc ponownie uruchomić działalność. Hostel był ubezpieczony, ale przedsiębiorca po namowie znajomych założył także zbiórkę, aby móc szybciej ruszyć z pracami.
- Rzeczoznawca był wczoraj i uznał, że wszystkie pokoje są do malowania. Straż pożarna wyważała każde drzwi, żeby sprawdzić, czy ktoś gdzieś nie śpi. Dlatego każde pomieszczenie było zadymione i jest do remontu. Dziś rozpoczynamy prace, przyjeżdżają znajomi i rodzina. Chcemy to zrobić jak najszybciej, żeby móc wrócić do normalności - mówi Michał Sidor.
Za podpalenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób, może grozić do 10 lat więzienia. Oczywiście pod warunkiem, że wskazanej przez śledczych osobie zostaną postawione zarzuty, a sąd uzna, że w w chwili popełniania czynu była ona poczytalna. W innym wypadku może trafić na dłużej do zamkniętego zakładu psychiatrycznego.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski
Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl