"Gwiezdne wojny" po izraelsku. Żelazny Promień przeszedł chrzest bojowy
Izrael konsekwentnie rozwija wielowarstwową obronę przeciwlotniczą, w której poszczególne systemy przejmują cele o różnym charakterze i zasięgu. Najnowszym elementem tej układanki jest Żelazny Promień. Jego rola jest prosta – niszczyć najtańsze i najliczniejsze zagrożenia powietrzne.
Oficjalny debiut bojowy Żelazny Promień zaliczył 1 marca 2026 r. podczas ataków odwetowych Iranu. Było to zwieńczenie ponad 12 lat pracy nad systemem, którego koncepcję przedstawiono w lutym 2014 r. podczas Singapore Airshow.
Już wtedy system budził duże zainteresowanie zarówno przemysłu zbrojeniowego, jak i izraelskiego Ministerstwa Obrony. Gazeta "Haaretz" określiła go wówczas mianem technologii w stylu "Gwiezdnych wojen". W tym samym roku Jedidja Ja’ari, ówczesny prezes Rafael Advanced Defense Systems, wskazywał, że laserowy system będzie uzupełnieniem najniższego piętra obrony powietrznej, przeznaczonego do zwalczania tanich i licznych celów powietrznych, które obecnie angażują kosztowne efektory.
NATO zostanie zaangażowane w konflikt? Ekspert o postawie Trumpa
Rok 2015 przyniósł dalszy rozwój prac, ale system pozostawał w fazie testów. Rafael szacował, że pełna sprawność bojowa wymaga co najmniej pięciu lat intensywnych badań i dopracowania technologii. Kluczowym wyzwaniem pozostawało generowanie wiązki laserowej o odpowiedniej mocy w krótkim czasie, jej stabilizacja, a wreszcie integracja z systemem wykrywania oraz dowodzenia.
Tanio i skutecznie
Priorytet w rozwoju Żelaznego Promienia wzrósł w 2018 r. Związane to było z rosnącym zagrożeniem na północnej granicy Izraela ze strony libańskiego Hezbollahu. Minister obrony Awigdor Lieberman uznał, że konieczne jest przyspieszenie prac nad laserem, aby zmniejszyć koszty obrony wynikające z użycia drogich efektorów.
Wówczas koszty zestrzelenia jednego celu przez Żelazną Kopułę wynosiły od 50 do 100 tys. dolarów, podczas gdy zastosowanie lasera mogło ograniczyć wydatki do 1-2 tys. dolarów.
Przełom nastąpił szybko, bo już w 2020 r. To wtedy Rafael ogłosił, że opracował system zdolny niszczyć pociski moździerzowe, rakiety używane przez system BM‑21 Grad, małe drony oraz kierowane pociski przeciwpancerne, takie jak 9M133 Kornet. System mógł być wykorzystywany z platform naziemnych, morskich, a w przyszłości planowano także wersję powietrzną.
Zestaw Żelaznego Promienia składa się z kilku modułów: stacji radiolokacyjnej, centrum dowodzenia i kontroli, generatora zasilania, mobilnej platformy oraz dwóch jednostek laserowych HEL o mocy 100 kW. Testy laboratoryjne i poligonowe wykazały, że laser może zniszczyć cel w około 5 sekund od namierzenia, a dotychczasowe próby obejmowały dystans do 7 km.
Pierwsze udane próby poligonowe przeprowadzono w kwietniu 2022 r. W kilka miesięcy później Rafael rozpoczął współpracę z Lockheed Martin, aby kontynuować prace nad systemem w Izraelu i Stanach Zjednoczonych oraz ułatwić dostępność technologii na rynku amerykańskim. W tym samym czasie przekazano pierwszy kompletny zestaw.
Debiut bojowy
Żelazny Promień jest już wpięty do izraelskiego wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej, co pozwala na efektywne wykorzystanie lasera w niszczeniu najtańszych celów, pozostawiając trudniejsze i droższe cele pozostałym elementom obrony.
Pierwsze bojowe zestrzelenie miało miejsce podczas irańskiego uderzenia odwetowego. System przy pomocy wiązki lasera zestrzelił bezzałogowiec, prawdopodobnie z rodziny Shahed 136.
W dłuższej perspektywie Rafael planuje możliwość wsparcia sił lądowych z transporterów opancerzonych oraz Sił Powietrznych Izraela, co zwiększy elastyczność systemu i pozwoli na jego integrację z różnymi platformami.
Żelazny Promień ma jedną wadę - skuteczność lasera zależy od warunków pogodowych i atmosferycznych. W przypadku mgły, intensywnego deszczu lub pyłu wiązka laserowa ulega osłabieniu. W Izraelu takie problemy są jednak marginalne, a zalety znacznie przewyższają tę wadę. Zwłaszcza jeśli chodzi o jednostkowy koszt przechwycenia celu.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski