Gang milczących Gruzinów. "Nie ma z nimi żadnego kontaktu"
Według ustaleń Prokuratury Regionalnej w Krakowie rozbity gang Gruzinów dokonał napadów na salony jubilerskie w Krakowie i Poznaniu. Sprawców wyśledzono, zatrzymano, odzyskano walizkę ze złotem i doprowadzono przed prokuratora. Wtedy pojawił się problem. - Nie ma z nimi żadnego kontaktu, żadnej rozmowy - mówi WP prokurator Janusz Kowalski.
- Nadal analizujemy inne, niewyjaśnione jeszcze napady o podobnym przebiegu, podczas których zamaskowani sprawcy w brutalny i bardzo sprawny sposób wchodzili do salonów, atakowali obsługę i zabierali wyroby jubilerskie. Jesteśmy przekonani, że zatrzymaliśmy organizatorów, a także bezpośredniego wykonawcę napadów - mówi w rozmowie z WP prokurator Janusz Kowalski z Prokuratury Regionalnej w Krakowie, przedstawiając wyniki ustaleń śledztwa.
Wśród pięciu osób zatrzymanych pod koniec stycznia znajduje się przywódca mafii, który kierował działalnością grupy na terenie Polski. Przestępcy dokonali napadu m.in. na jubilera w Krakowie w grudniu 2025 r., a 15 listopada obrabowali salon jubilerski w Poznaniu. Policjantom z Krakowa udało się odzyskać część skradzionych przedmiotów - walizkę zawierającą wyroby ze złota o wartości ponad miliona złotych.
- W tej sprawie cały ciężar ustaleń będzie spoczywał na policji i prokuraturze oraz żmudnej pracy analitycznej. Podejrzani nie tylko się nie przyznają, ale w ogóle nie ma z nimi żadnego kontaktu. Mamy ludzi i walizkę złota - dodaje prokurator Kowalski.
Dwa napady i elita przestępców ze Wschodu
Tak wyglądał napad w Krakowie. 19 grudnia 2025 r. do lokalu weszli zamaskowani mężczyźni. Przedmiotem przypominającym broń palną oraz siekierą w wyjątkowo brutalny sposób terroryzowali właściciela i pracownika, a następnie ukradli biżuterię. W czasie ucieczki oddali strzały. Ich łupem padły przedmioty o wartości blisko miliona złotych.
Kryminalni ustalili, że w napadzie na krakowskiego jubilera brało udział sześć osób. Każda z nich miała wcześniej określoną rolę. W grupie atakującej znajdowało się trzech Gruzinów, którzy – jak ustalili śledczy – zaraz po napadzie wyjechali z kraju, najprawdopodobniej do Gruzji. Kolejny mężczyzna pełnił funkcję obserwatora, kontrolując przebieg akcji, a w umówionym miejscu na sprawców czekał kierowca. Całą operację nadzorował osobiście szef gruzińskiej grupy, który specjalnie przyjechał do Krakowa.
W trakcie działań funkcjonariusze ustalili, że ta sama grupa przestępcza, choć w innym składzie osobowym, 15 listopada 2025 r. napadła na jubilera w Poznaniu. Brutalność, bezwzględność i schemat działania sprawców były identyczne, jak te, podczas napadu w Krakowie.
Według policji podejrzani Gruzini wywodzą się ze środowiska elity wschodnich grup przestępczych. Takie osoby określane są mianem "worów w zakonie". Zgodnie z przestępczym kodeksem "wor" nie może splamić się współpracą z policją ani prokuraturą. To właśnie z tego powodu zatrzymani konsekwentnie milczą.
Jak oceniają policyjni eksperci, Gruzini tworzą bardzo hermetyczne i lojalne środowisko przestępcze. Trudno przekonać ich do współpracy w roli świadków koronnych. Rok temu w WP opisywaliśmy skazanie gangu trzech Gruzinów, którzy w trwającym kilka tygodni rajdzie po trzech województwach włamali się i okradli dziesiątki prywatnych domów. Skazano ich na 8, 10 i 15 lat więzienia. Surowy wyrok przerwał milczenie - w ten sposób, że przestępcy napisali do sądu prośby o zgodę na wykonywanie telefonów do rodzin: matek i żon w Gruzji.
"Bardzo dokładnie przygotowują się do przestępstw"
- Złudzenie życia w powszechnym bezpieczeństwie mija. Ludzie powinni jak najszybciej się z tego obudzić. Najważniejsze jest jednak to, że policja w trudnym okresie wzrostu aktywności gangów cudzoziemskich wciąż potrafi skutecznie reagować - komentuje dla WP Marcin Miksza "Borys", były naczelnik wydziału ds. narkotyków Centralnego Biura Śledczego Policji w Olsztynie, emerytowany policjant.
Jako przykład wskazuje finał śledztwa, w sprawie brutalnego napadu z 2023 roku w warszawskiej dzielnicy Białołęka. Ofiara została pobita i porzucona w piwnicy domu. Zatrzymano kilku podejrzanych obywateli Ukrainy, a część skradzionej biżuterii odnaleziono w lombardzie we Lwowie - to dzięki informacjom ukraińskiej policji.
- Członkowie grup przestępczych ze Wschodu często to osoby, które wcześniej wydalano z krajów Europy Zachodniej: Hiszpanii, Belgii, Portugalii i znalazły sobie pole do działania w Polsce - mówi dalej Miksza. Uważa, że nawet zatrzymania i deportacje nie zawsze kończą działalność takich grup, ponieważ część sprawców wraca do swoich krajów, zdobywa nowe dokumenty i ponownie pojawia się w Polsce.
W jego ocenie przestępców cechuje duża zuchwałość i determinacja, a ich działania są ukierunkowane przez "głód pieniędzy". Jak podkreśla, zdarza się, że korzystają oni ze wsparcia polskich przestępców. - Oni typują ofiary, prowadzą obserwację i bardzo dokładnie przygotowują się do przestępstw. Tam, gdzie są duże pieniądze, tam się pojawiają - dodaje Miksza.
Rozmówca WP zwraca uwagę, że w Polsce coraz częściej pojawiają się przedstawiciele środowiska tzw. worów w zakonie, czyli elity wschodniego świata przestępczego, które wykluczają współpracę z organami ścigania. - To są bezwzględni ludzie, funkcjonujący według jasno określonych zasad i niewspółpracujący z organami ścigania - ocenia były policjant.
Podkreśla, że wielu z nich odbywało wcześniej kary w zakładach karnych w państwach postsowieckich.
- Na tle więzień rosyjskich realia polskich aresztów i wiezień to dla takich osób wręcz przedszkole. Osobiście rozmawiałem kiedyś przestępcą, który powiedział: "ty chcesz mnie przestraszyć? W Polsce nie masz czym" - podsumowuje były policjant.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski