Energia jako broń. Czego Europa nie widzi patrząc na Wenezuelę [OPINIA]
Zatrzymanie Nicolasa Maduro rozpoczęło lawinę komentarzy i przypuszczeń co do motywacji USA. Niezależnie od tego, czy Donald Trump zaryzykował ten ruch dla przejęcia wenezuelskiej ropy naftowej, w imię walki z kartelami narkotykowymi, czy na użytek wewnętrzny w Stanach Zjednoczonych, fakty są takie, że naruszony został porządek strategiczny na świecie - pisze dla Wirtualnej Polski Zuzanna Nowak, dyrektor zarządzająca w think-tanku The Opportunity Institute for Foreign Affairs.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Globalny system energetyczny został na naszych oczach ponownie upolityczniony. I mimo tego, że Caracas leży tysiące kilometrów od Warszawy, z tej odległej sytuacji możemy wyciągnąć praktyczne wnioski. Oto kilka z nich:
1. Wenezuelska ropa nie zmieni rynku. Zmienia sposób, w jaki powinniśmy na niego patrzeć
Nie chodzi o to, czy wenezuelska ropa obniży ceny ani o to, ile baryłek faktycznie trafi na rynek. Wenezuela nie jest dziś graczem wolumenowym. Jej znaczenie polega na czymś innym: pokazuje, jak kruchy i upolityczniony stał się globalny system energetyczny. To nie będzie rynek nagłych braków, lecz rynek niepewności: zaburzonych szlaków transportowych, nieczytelnych modeli handlowych, rosnącej szarej strefy i coraz większej tolerancji dla obchodzenia reguł. To kolejny przykład tego, że energia przestaje być neutralnym towarem. Staje się narzędziem presji na państwa od tej energii zależne.
2. Europa: importer w świecie, w którym energia jest bronią
Europa funkcjonuje dziś w świecie, w którym cały system energetyczny - od złóż, przez transport, po technologie - stał się polem geopolitycznej gry. Bronią może być wszystko: ropa, gaz, miedź, komponenty, cieśniny, porty, kable, a nawet normy techniczne.
Problem dostaw ropy naftowej dziś jest na pierwszym planie, ale gdy przyjrzymy się perspektywie kilku lat do przodu, sprawa jest poważniejsza. Europa, w tym Unia Europejska, nadal importuje większość paliw kopalnych: niemal całą ropę i zdecydowaną większość gazu. Jej bezpieczeństwo energetyczne zależy więc od decyzji politycznych innych państw. Ograniczyliśmy jednego dostawcę, ale nie usunęliśmy strukturalnej zależności importowej. Ryzyko zostało przeniesione, nie zredukowane.
W świecie, w którym polityczne wykorzystanie energii staje się normą, taka zależność przestaje być tylko problemem gospodarczym. Staje się problemem bezpieczeństwa.
3. Koniec iluzji neutralnego rynku
Globalny rynek energii nie działa już według jasnych i stabilnych reguł wolnego handlu. Funkcjonuje jako hybryda polityki, ekonomii i bezpieczeństwa, w której zasady są negocjowane doraźnie, a koszty reputacyjne coraz rzadziej powstrzymują państwa przed działaniami sprzecznymi z logiką rynku.
Przypadek Wenezueli pokazuje, że nawet niewielki gracz może destabilizować system nie przez faktyczną ilość surowca - ropy dostępnej "na już" ten kraj ma niewiele - lecz przez wpływ na przepływy, logistykę i zaufanie. Dla Unii Europejskiej powinno to oznaczać jedno: nie można już planować przyszłości w logice zaufania do intencji partnerów.
4. Odnawialne źródła energii: nie kaprys ekologów, a potrzeba bezpieczeństwa
W tym kontekście odnawialne źródła energii nabierają zupełnie innego znaczenia. Odejście od ropy i gazu nie jest wyłącznie kwestią klimatu czy kosztów. Jest elementem strategii bezpieczeństwa. Wiatr, słońce i magazyny energii oferują coś, czego Europa dramatycznie dziś potrzebuje: zmniejszenie ekspozycji na geopolityczną presję surowcową. Energia wytwarzana lokalnie ogranicza zdolność innych państw do wywierania nacisku poprzez ceny, skalę czy szlaki transportowe. Ataki dezinformacyjne na zieloną energetykę nie są dziełem przypadku. Okazują się stałym elementem wojny informacyjnej dlatego, że utrzymanie status quo - niewysokiego udziału OZE - może pozwolić na skuteczniejsze wywieranie presji politycznej.
Jednocześnie byłoby naiwnością twierdzić, że odnawialne źródła automatycznie pozwolą nam osiągnąć niezależność. Zależność paliwowa może zostać zastąpiona zależnością technologiczną. Z perspektywy bezpieczeństwa kluczowe pytanie brzmi: czy Europa buduje tylko moce wytwórcze, czy również kontrolę nad łańcuchami dostaw, technologią i przemysłem? Odnawialne źródła w Europie są więc nie tylko celem transformacyjnym samym w sobie, lecz narzędziem - skutecznym tylko wtedy, gdy są projektowane jako element odporności systemowej.
5. Atom: technologia potrzebna od zaraz
Ważnym elementem odporności systemowej może być rozwój energetyki jądrowej. Ta działa poza bieżącą geopolityką paliw i dostaw. Uran potrzebny do funkcjonowania elektrowni atomowej może być kupowany na lata, magazynowany. Gdy już będziemy go mieli, ten typ energetyki stanie się odporny na codzienną presję polityczną.
To nie oznacza jednak pełnej niezależności. Ryzyko nie zostanie wyeliminowane (zależności w łańcuchu paliwowym pozostają wyzwaniem), lecz radykalnie zmniejszone. Poza tym, ilość prądu potrzebna do skutecznego zasilenia polskiego miksu energetycznego popłynie w naszym kraju najwcześniej za kilkanaście lat. Tyle czasu na stabilizację nie mamy, działać trzeba szybciej, by być odpornymi na kryzys w krótszej perspektywie.
6. Nie tylko zagranica: sami też możemy sobie pomóc
Bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko to, skąd kupujemy energię, ale też: ile, kiedy, i w jaki sposób potrafimy ograniczyć jej zużycie. Państwo, które nie zarządza popytem, zawsze pozostaje podatne na presję zewnętrzną. Wydajniejsze zużywanie energii zapewnia stabilność.
Jeśli brzmi to zbyt ogólnie, to można ten argument odwrócić: brak stabilności energetycznej uderza nie tylko w państwo, ale w jego bazę przemysłową, co szybko przekłada się na napięcia społeczne i polityczne. To wewnętrzne sprzężenie zwrotne bywa równie groźne jak presja zewnętrzna. Nie wspomnę już o energii jako warunku zdolności obronnych państwa.
7. Europa potrzebuje systemu odpornego, nie "dobrych dostawców"
Prawda płynąca z wydarzeń z Wenezueli i z ostatnich lat jest prosta, choć niewygodna: żaden partner nie jest w pełni przewidywalny w długim horyzoncie. Bezpieczeństwo nie polega na znalezieniu właściwego dostawcy, lecz na zaprojektowaniu systemu, który potrafi funkcjonować mimo zawodności wszystkich. UE daje skalę niezbędną do takiego projektu, ale sama skala nie wystarczy. Solidarność energetyczna działa dziś głównie reaktywnie. Prawdziwym wyzwaniem jest zdolność do wspólnego zarządzania ryzykiem zanim kryzys uderzy w ceny, przemysł i nastroje społeczne.
Te siedem lekcji daje nam okazję do zadania pytania o europejską przyszłość: Czy Europa potraktuje swoją transformację energetyczną poważnie - jako projekt bezpieczeństwa i odporności? Wenezuela nie jest ostrzeżeniem w kwestii paliw kopalnych. Jest ostrzeżeniem o świecie, w którym energia stała się narzędziem władzy.
Dla Wirtualnej Polski Zuzanna Nowak
Zuzanna Nowak – dyrektor zarządzająca w The Opportunity Institute for Foreign Affairs, analityczka polityki energetycznej i klimatycznej. Specjalizuje się w bezpieczeństwie energetycznym, transformacji rynków energii i dyplomacji klimatycznej. Doradza instytucjom publicznym i organizacjom międzynarodowym; wcześniej związana m.in. z PISM, PGNiG i Narodowym Centrum Badań Jądrowych. Absolwentka Sciences Po i Kolegium Europejskiego, członkini grupy eksperckiej NATO ISEG.