Eksplozje w Demokratycznej Republice Konga. Bilans ofiar rośnie
Co najmniej 11 osób zginęło, a ponad 60 zostało rannych w wyniku eksplozji i strzelaniny w Demokratycznej Republice Konga. Doszło do niej na spotkaniu liderów organizacji rebelianckiej Ruchu 23 marca (M23) i mieszkańców Bukavu w centrum miasta.
Jeden z przywódców Ruchu 23 Marca (M23), Corneill Nangaa, spotkał się z mieszkańcami w Bukavu, na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga.
Agencje AFP i AP poinformowały, że pod koniec spotkania z rebeliantami, którzy kontrolują miasto od połowy lutego, doszło do dwóch eksplozji. Reuters przekazał doniesienia o strzelaninie, a następnie wybuchu paniki podczas wiecu.
Rośnie tragiczny bilans tych dramatycznych wydarzeń. Jak podaje PAP, co najmniej 11 osób zginęło, a rannych zostało ponad 60.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Wypadł z drogi na zakręcie. Kierowca nie miał szans
Do wybuchów doszło, gdy schodzili ze sceny
Dziennikarz obecny na spotkaniu, na którego relację powołuje się AP, przekazał, że liderzy mieli schodzić ze sceny, ustawionej w centrum miasta, gdy doszło do dwóch eksplozji.
Na nagraniach i zdjęciach publikowanych w sieci widać ogromny tłum uciekający w panice ze spotkania.
W wyniku trwającej od końca stycznia ofensywy rebelianci z M23, których - według ONZ i państw Zachodu - wspiera około 4 tys. żołnierzy z sąsiedniej Rwandy, zajęli nie tylko Bukavu, ale też m.in. stolicę prowincji Kiwu Północne - Gomę oraz kilka mniejszych miejscowości.
Rebelia na wschodzie DRK jest następstwem ludobójstwa dokonanego na ludności Tutsi przez Hutu w Rwandzie w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Zginęło wówczas ponad 800 tys. osób. Kontrofensywa Tutsi, na czele której stanął obecny prezydent Rwandy Paul Kagame, położyła kres fali przemocy i pozwoliła im przejąć kontrolę nad krajem. Dwa miliony Hutu uciekło następnie do DRK, narażając się na akcje odwetowe mieszkających w tym państwie Tutsi.
Czytaj też:
Źródło: AP/Reuters/PAP/WP