Ekspert ostrzega. "Rozszerzenie NATO staje się niekorzystne"
Agresywna polityka Rosji sprawiła, że przyjmowanie do NATO krajów, których nie można lub nie chce się bronić, stało się zbyt ryzykowne. Zachód znalazł się w sytuacji bez wyjścia - czytamy w dzienniku "Die Welt".
Michael Ruhle, wieloletni kierownik referatu planowania w departamencie politycznym NATO, bierze w dzienniku "Die Welt" pod lupę nową strategię bezpieczeństwa USA. Kładzie ona kres postrzeganiu NATO jako stale się rozszerzającego się sojuszu. Ekspert zwraca uwagę, że europejscy sojusznicy oficjalnie podtrzymują wieloletnie stanowisko, że drzwi do NATO muszą pozostać otwarte, a Ukraina jest na "nieodwracalnej drodze" do członkostwa - mimo iż USA już wiele miesięcy temu wykluczyły taką możliwość dla Ukrainy.
Zdaniem eksperta rozbieżne stanowiska Europy i USA nie muszą wcale oznaczać kolejnego kryzysu we wzajemnych stosunkach. "Również europejscy sojusznicy powinni bowiem zdać sobie sprawę, że proces rozszerzania NATO stał się obecnie niekorzystny" - pisze Ruhle i dodaje, że kontynuacja procesu rozszerzenia niesie ze sobą ryzyko utraty wielu dotychczasowych osiągnięć.
"Geopolityczny upadek NATO"
Jak zauważa autor analizy, po przyjęciu w 1999 roku do NATO Polski, Węgier i Czech, a potem także kolejnych krajów, w tym republik bałtyckich, nie sprawdziły się oczekiwania, że Rosja pogodziła się z rozszerzeniem sojuszu. Mimo to NATO starało się każdy etap rozszerzenia równoważyć inicjatywami poprawiającymi relację z Rosją.
"Geopolityczny upadek NATO nastąpił w 2008 roku, gdy partnerzy sojuszu - ironicznie, pod presją republikańskiej administracji USA - ogłosili, że Ukraina i Gruzja zostaną członkami NATO" - ocenia autor analizy. Jak pisze, mimo iż nie padła żadna cezura czasowa, zostało to przez niektórych odebrane jako przekroczenie "najjaśniejszej ze wszystkich czerwonych linii".
"Kontraproduktywne rozszerzenie"
Zdaniem autora, wraz z pogarszającymi się stosunkami na linii Rosja-Zachód, pojawiły się głosy, że sojusz powinien przyjmować jedynie kraje, które jest w stanie realnie obronić. To oznaczałoby jednak, że kilku kandydatów do sojuszu znalazłoby się "na ziemi niczyjej" - między Rosją a NATO. Sojusz nadal bronił więc swojej narracji o rozszerzeniu.
"Tymczasem staje się jasne to, co wielu od dawna dostrzegało, ale nie śmiało powiedzieć: rozszerzenie NATO stało się kontrproduktywne, ponieważ Zachód wmanewrował się w beznadziejną sytuację. W obliczu agresywnej Rosji polityka przyjmowania do NATO państw, których się nie chce lub nie jest w stanie bronić, stała się zbyt ryzykowna" - czytamy w "Die Welt". Zdaniem autora Zachód nie powinien czuć się zobowiązany do przestrzegania polityki, "która stwarza więcej problemów niż rozwiązuje".
Tragizm rozszerzenia
Zdaniem Ruhlego oczekiwania Europy, by negocjować z Rosją dopiero po jej wycofaniu się z Ukrainy są nierealne. Politykę rozszerzenia NATO autor nazywa zaś "moralnie słuszną", ale "krótkowzroczną". "Tragizm rozszerzenia NATO nie polegał na tym, że się je rozpoczęło, ale na tym, że nigdy nie zastanawiano się, kiedy i gdzie może się ono zakończyć" - konkluduje autor.