Europa zapowiada misję wojskową w Ukrainie. Ma mieć wsparcie USA
Państwa Europy uzgodniły w Berlinie propozycję misji wojskowej w Ukrainie, tworzonej przez "koalicję chętnych" i wspieranej przez USA. W dokumencie wskazano, że celem misji jest wsparcie procesu odbudowy ukraińskich sił zbrojnych oraz zapewnienie ochrony przestrzeni powietrznej i bezpieczeństwa morskiego.
Najważniejsze informacje:
- Europejscy przywódcy zaproponowali misję wojskową w Ukrainie, działającą także na jej terytorium.
- Misja ma między innymi wspierać odbudowę ukraińskich sił zbrojnych, ochronę przestrzeni powietrznej i bezpieczeństwo na morzach.
- Polska nie zamierza wysyłać żołnierzy. Rząd deklaruje wsparcie logistyczne.
W Berlinie przywódcy kilku państw europejskich zapowiedzieli utworzenie kierowanej przez Europę misji wojskowej dla Ukrainy. Ma powstać w formule "koalicji chętnych" i otrzymać wsparcie USA. W dokumencie zapisano, że misja ma wspierać odbudowę ukraińskich sił zbrojnych, ochronę przestrzeni powietrznej i bezpieczeństwo na morzach, a działania mogą być prowadzone na terytorium Ukrainy.
Koncepcja nie jest nowa. W lutym 2024 r. Emmanuel Macron zasygnalizował możliwość wysłania wojsk zachodnich po zawarciu porozumienia Kijów-Moskwa. Później doprecyzowano ideę sił pokojowych lub reasekuracyjnych jako gwarancji przestrzegania pokoju przez Rosję. Gotowość udziału zadeklarował też premier Wielkiej Brytanii. Koalicja chętnych liczy ponad 30 państw.
Europa zapowiada misję wojskową w Ukrainie
Polski rząd od początku odrzuca udział żołnierzy w takiej misji. We wrześniu premier Donald Tusk mówił po szczycie w Paryżu, że Polska odpowiada za wsparcie logistyczne, a nie wysyłkę wojsk. Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz powtarzał, że priorytetem jest ochrona wschodniej flanki NATO.
Sondaż More in Common z 5 grudnia pokazuje, że 55 proc. Polaków sprzeciwia się wysłaniu sił pokojowych do Ukrainy, a 31 proc. popiera ten pomysł. Sprzeciw spadł od marca o 7 pkt proc. W Wielkiej Brytanii 55 proc. jest za, 28 proc. przeciw. W USA za - 49 proc., przeciw - 35 proc. W Niemczech 44 proc. jest przeciw, 42 proc. za, a we Francji odpowiednio 45 proc. i 43 proc.
Pod berlińską deklaracją podpisali się m.in. premier RP Donald Tusk, kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Francji Emmanuel Macron, premierka Włoch Giorgia Meloni i premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Dokument ma formułę otwartą, więc kolejne państwa mogą do niego dołączyć. Misja ma charakter europejski, ale z amerykańskim wsparciem.