Organizatorzy przedsięwzięcia przygotowują się uruchomienia drezyn od kilku tygodni. Poświęciliśmy bardzo dużo czasu na wycięcie krzaków i drzew. Teraz największy kłopot mamy z odwodnieniem, woda podmywa torowisko - mówi Rafał Gersten. Oprócz pracy zainwestowaliśmy sporo pieniędzy, ok. 50 tys. zł. Prawie 12 tys. zł dostaliśmy z urzędu pracy na założenie działalności gospodarczej - dodaje Adriana Kostka, pomysłodawczyni przedsięwzięcia ochrzczonego nazwą KDR - Karkonoskie Drezyny Ręczne.
Drezyny zostały zamówione w zakładach kolejowych w Gdańsku. Stamtąd przewieziono je samochodem do Karpacza. Wykonano je na wzór pojazdów z początku XX wieku. Na razie przejażdżki dla turystów będą organizowane w obrębie stacji w Karpaczu na dwóch torach o długości ok. 300 metrów.
Chcemy organizować też wyścigi drezyn. Najlepsze wyniki będą prezentowane w internecie - tłumaczy Adriana Kostka. W przyszłym roku drezyny mają dojeżdżać do sąsiednich miejscowości - Miłkowa i Mysłakowic. Wówczas będzie można organizować przejazdy zakończone piknikami w plenerze.
Na razie stan torów jest opłakany. W kilku miejscach nie ma ich wcale. Musimy je naprawić - tłumaczy Rafał Gersten.
Pomysł by na tory wpuścić drezyny i uczynić z nich atrakcję turystyczną bardzo spodobał się samorządowcom. Poparły go władze gmin Karpacz, Podgórzyn i Mysłakowice. Bez ich pomocy udostępnienie torów przez PKP byłoby niemożliwe. Na zagospodarowanie czeka jeszcze budynek stacji w Karpaczu. Władze Karpacza od czterech lat starają się o jego przejęcie. PKP nie bardzo chce go jednak oddać za darmo.
Obiekt jest teraz publiczną toaletą i niszczeje. My chcielibyśmy go wyremontować i przenieść do jego wnętrz słynne Muzeum Zabawek. Budynek stacji stałby się także domem pracy twórczej dla artystów. Sadzę że nasze starania wkrótce zostaną uwieńczone sukcesem - mówi burmistrz Karpacza Bogdan Malinowski. (PAP)