Donbas kluczowym punktem negocjacji. Czym groziłoby oddanie go Rosji?
W weekend zakończyła się kolejna runda rozmów w Miami. Jednym z głównych punktów spornych pozostaje kwestia kontroli nad regionem Donbasu. Ekspert wojskowy kpt. Maciej Lisowski w rozmowie z "Faktem" przekonuje, że oddanie go Rosji mogłoby zdestabilizować ukraiński rząd.
Najważniejsze informacje:
- Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski stanowczo sprzeciwia się zajęciu Donbasu przez Rosję.
- Potencjalne przekazanie regionu Moskwie mogłoby poskutkować destabilizacją rządu Ukrainy.
- Negocjacje w sprawie zakończenia wojny trwają.
Potencjalna zgoda na oddanie Donbasu Rosji pozostaje jednym z głównych punktów spornych w negocjacjach na temat zakończenia wojny. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdecydowanie odrzuca możliwość jakichkolwiek ustępstw w tej sprawie.
Według kapitana Macieja Lisowskiego cytowanego przez "Fakt", strata Donbasu mogłaby wywołać ogromne reperkusje polityczne i społeczne w Ukrainie. Ekspert wojskowy uważa, że przekazanie Donbasu Moskwie groziłoby destabilizacją rządu w Kijowie i możliwością wojskowego zamachu stanu. Szczególnie niebezpieczne - jak zaznacza ekspert - mogą być nastroje wewnątrz pułku Azow.
- Nie mam wątpliwości, że część elitarnych jednostek związanych z Azowem (paramilitarny ruch ochotniczy utworzony w 2014 r. w związku z nasilaniem się na separatyzmu prorosyjskiego - red.), jak najbardziej byłaby w stanie pokusić się o wojskowy zamach stanu. Takie nastroje nie są niczym nowym. Przekonałem się o nich podczas rozmowy z ukraińskimi żołnierzami. Oni nie pozwolą, by Donbas stał się rosyjski - stwierdza kpt. Lisowski.
Oprócz wymiaru symbolicznego, Donbas pełni także kluczową funkcję gospodarczą dla ukraińskich sił zbrojnych. - Jeżeli Ukraińcy stracą swoje centrum przemysłowe, w tym Donbas, to siły zbrojne utracą zaplecze produkcyjne, które znajduje się na wschód od Dniepru. Bez niego sytuacja może stać się krytyczna - ocenia kpt. Lisowski.
Negocjacje trwają. Strony donoszą o rozmowach w Miami
W weekend na Florydzie odbyła się kolejna runda negocjacji pomiędzy USA i Rosją. Amerykańską stronę reprezentowali doradcy Trumpa Steve Witkoff i Jared Kushner. Rosyjskiej delegacji przewodniczył Kiriłł Dmitrijew, specjalny negocjator wysłany przez Władimira Putina.
"Dziękuję Miami. Następnym razem: Moskwa" - napisał Dmitrijew na platformie X.
Specjalny wysłannik Putina nie został wybrany bez powodu. Dmitrijew urodził się w Ukrainie i studiował w Stanach Zjednoczonych. Po objęciu władzy przez obecnego prezydenta przeprowadził się do Rosji, gdzie pracował dla amerykańskich firm, m.in. dla Goldman Sachs. Putin liczy na to, że Dmitrijew będzie umiał dogadać się z Witkoffem i Kushnerem, którzy również wywodzą się z branży finansowej, a nie tradycyjnej dyplomacji.
W niedzielę o rozmowach wypowiedział się również inny doradca Putina Jurij Uszakow podczas rozmowy z dziennikarzami. - Oczekujemy, że Stany Zjednoczone i inni uczestnicy rozmów będą przestrzegać osiągniętych porozumień, w tym tych z Anchorage na Alasce, ale także wszystkich innych - podkreślił doradca Putina, cytowany przez TASS.
Równolegle Stany Zjednoczone prowadziły rozmowy z delegacją Ukrainy. W niedzielę sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Rustem Umierow zapowiedział, że w w Miami dojdzie do kolejnego spotkania ukraińskich negocjatorów ze stroną amerykańską. Delegacji towarzyszy szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Andrij Hnatow, a według relacji Umerowa i Witkoffa rozmowy są "produktywne i konstruktywne".
Źródło: WP / "Fakt"