Bezdomni Polacy w Niemczech zabrali głos. Mówią, dlaczego nie wracają

Z dnia na dzień stracili dach nad głową i wylądowali na ulicy w Kolonii. Polacy stanowią znaczną grupę bezdomnych w Niemczech. Do kraju jednak wielu z nich wracać nie chce. Jak teraz wygląda ich życie?

xZ dnia na dzień stracili dach nad głową i wylądowali na ulicy w Kolonii. Jak teraz wygląda ich życie?
Źródło zdjęć: © Getty Images
Maciej Zubel
oprac.  Maciej Zubel

- Agencje pracy z dnia na dzień powiedziały nam: proszę się pakować i do widzenia. Wykolegowali nas na pieniądze. Obaj musieliśmy opuścić hotele pracownicze - tak Piotr i Tomasz tłumaczą, dlaczego wylądowali bez dachu nad głową. Pierwszego dnia na ulicy obaj nie pamiętają, poszli zapić. Są uzależnieni od lat.

- Miałem dobre życie, byłem kierowcą ciężarówki, dobrze zarabiałem, ale rozpiłem się. Jaka kobieta to wytrzyma? Żona ostrzegała mnie, ale nie posłuchałem - wspomina Piotr.

Rozstali się, wyjechał do Niemiec, próbował różnych prac. W noclegowni pomieszkuje od czterech lat. W międzyczasie próbował pracować w Erfurcie i w Paryżu. - Ale ciągle coś nie wychodziło - mówi.

Zobacz też: skandal, co zrobił. A później jeszcze ten taniec. Jest nagranie

Prawie pół miliona osób bez mieszkania

Na początku tego roku w Niemczech bez własnego mieszkania, ale gdzieś zakwaterowanych, było prawie 475 tys. osób. To o 8 proc. więcej niż rok temu - wyliczył Federalny Urząd Statystyczny. Odsetek osób z niemieckim obywatelstwem to około 14 proc., reszta to imigranci. W tej statystyce nie uwzględniono osób żyjących na ulicy.

Szacunkowe liczby podano w raporcie rządowym w 2024 roku: według którego na ulicy lub w tymczasowych ośrodkach w Niemczech żyje prawie 48 tys. osób.

- Gminy są zobowiązane do zapewnienia schronienia każdemu człowiekowi zagrożonemu bezdomnością - tłumaczy DW Katja Reuter, rzeczniczka prasowa urzędu miasta w Kolonii. - W ciągu roku wśród osób bezdomnych występuje duża rotacja - dodaje.

Nie chcą wracać do Polski

Dlatego trudno policzyć osoby w kryzysie bezdomności, ale na ulicach Kolonii - szczególnie w centrum - są bardzo widoczne. Są wśród nich też Polacy.

- Trafiają do noclegowni dla obywateli Europy Wschodniej. Obecnie korzysta z niej 37 Polaków, jednak ta liczba zmienia się każdego dnia - mówi DW Kerstin Jahnke z urzędu ds. społecznych, pracy i seniorów, kierowniczka działu ds. mieszkalnictwa.

Wśród osób, które korzystają z noclegowni, wielu jest uzależnionych od alkoholu lub innych substancji. Bez prawa do świadczeń socjalnych szansy na odwyk jednak nie mają. Mogliby skorzystać z systemów pomocy społecznej w krajach pochodzenia, dlatego władze Kolonii finansują na ich życzenie powrót do ojczyzny.

Z tej możliwości rzadko kto korzysta. - Wielu naszych gości (tak mówi się o osobach bezdomnych, które przychodzą do ośrodka) nie widzi perspektyw w Polsce. Mieli długi, byli karani lub stracili kontakt z rodziną i nie chcą wracać do kraju - komentuje Jörg Graef, pracownik socjalny.

Na ulicy trudno o przyjaźń

Piotr i Tomek zaprzyjaźnili się na "pijackiej ławce". Piotr jest gadułą, Tomasz małomówny, ale łączy ich "zgodność charakterów". Dla oszczędności "cygarety" palą na spółkę. Zapewniają, że skoczyliby za sobą w ogień.

O prawdziwe przyjaźnie na ulicy nie jest łatwo. - Stawiasz wódkę, to masz kolegów. Ale jeśli nie masz nic do picia, to jesteś wróg publiczny numer jeden. Mało kto szanuje się tak, jak ja z Tomkiem - mówi Piotr i z uśmiechem patrzy na kolegę.

Wstają rano i ,"chodzą sobie po mieście". Zbierają fanty, a potem idą na wódkę. - Co mamy robić? Siedzieć i patrzeć sobie w oczy? - pytają.

Obaj nocują w ośrodku dla osób bezdomnych w Kolonii. - Tutaj możemy wykąpać się i przespać. Nie narzekamy na warunki - mówią zgodnie. Jeśli chcą skorzystać z prysznica, muszą zapłacić 50 centów, jeśli chcą zjeść ciepły posiłek 1,50 euro.

Poczekalnię przed ośrodkiem nazywają "szczurownią", bo wieczorami są tam szczury. - Człowiek musi się zaaklimatyzować - kwitują.

"Kto by się przyznał?"

- Najgorsza w tym wszystkim jest samotność. W nocy często płaczę, czuję się taki samotny - mówi Piotr.

Z dziećmi utrzymuje kontakt telefoniczny. Myślą, że ojciec w Niemczech pracuje. Nie wiedzą, że nie ma ani pracy, ani dachu nad głową. - Kto by się przyznał, że jest bezdomny? - załamuje mu się głos.

Rok temu brał udział w projekcie aktywizującym osoby w kryzysie bezdomności: grupą chodzili do parku i zbierali śmieci. Projekt zapewniał strukturę dnia i zarobek - 20 euro na tydzień. Na czas projektu udało mu się odstawić alkohol, ale projekt się skończył i Piotr wrócił do picia.

On i Tomek chcieliby poprawić swoją sytuację, ale nie mają pomysłu, jak. - W Tomka wieku może uda się znaleźć pracę, ma 47 lat. Ale ja mam 64. Kto mnie zatrudni? - pyta Piotr.

Jak internat dla dorosłych

Do ośrodka zmierzają osoby w różnym wieku: straszy mężczyzna z workiem bokserskim na plecach, młody chłopak z gitarą. Wielu targa ze sobą pakunki: walizy, reklamówki, worki. A w nich zapakowany cały dorobek.

Korpulentna kobieta czeka na otwarcie. Agnieszka, Romka z Polski, z zawodu krawcowa, jest osobą bezdomną od czterech miesięcy.

Przyjechała do Niemiec za mężem, zaczęli pracę w masarni. Lokum mieli zapewnione. Mieli tylko kroić, nic więcej nie potrafili. Jednak szybko okazało się, że potrzeba osób doświadczonych w zawodzie. Zwolnili ich i zostali bez dachu nad głową.

Nocują w ośrodku, po pięć osób w pokoju, który Agnieszka porównuje do "internatu dla dorosłych". - Ciepło jest, jedzenie jest, jest gdzie spać. Czego chcieć więcej? Wierzy, że wkrótce znajdą pracę. Ona nie narzeka, ale współczuje 75-letniej kobiecie. - Tutaj nikt się nią nie zajmie, a ona załatwia się w pampersy. Czasami jej pomagam, bo mi jej szkoda - mówi Agnieszka.

"Żyć jak normalny człowiek"

Andrzej od roku ma pracę jako pomagier w ośrodku dla osób w kryzysie bezdomności. Wydaje posiłki, zmywa talerze, segreguje pranie. "Łutem szczęścia" dostał pracę, akurat był wolny etat. - Skorzystałem z szansy, żeby wyjść na prostą.

Wcześniej sam był bezdomny. Chwytał się różnych zajęć, ale szybko je tracił i kilkakrotnie lądował na ulicy. - Już nie wiedziałem, jaką pracę zacząć, żeby sobie poradzić. Teraz ma motywację: chce "żyć jak normalny człowiek".

Przyznaje, że problemy w poprzednich pracach wynikały z jego zaniedbań - nie przychodził, spóźniał się, zawalał. - Brałem narkotyki - mówi.

Teraz mieszka w zakwaterowaniu, które przydzielił mu urząd pracy. - Mam dokąd wrócić po robocie - cieszy się. Stwierdził, że musi się zmienić, jeśli chce utrzymać posadę: przestał się spóźniać, skończył z narkotykami.

Z obserwacji Andrzeja wynika, że wiele osób z bezdomności wychodzić nie chce.

- Niektórzy są bardzo uzależnieni od alkoholu i nie wyobrażają sobie życia bez tego. Są "żywymi trupami". Andrzej przeprasza za brzydkie wyrażenie.

Bezczynność degeneruje

Maciej Okulus, student politologii, od trzech lat pracuje w ośrodku dla osób bezdomnych. - Wielu bezdomnych Polaków w Niemczech ma w Polsce problemy z prawem, głównie za alimenty, więc nie chcą wracać do kraju. Częstym powodem jest też, że pracowali w Niemczech na czarno, nie dostali wynagrodzenia i zostali zwolnieni - analizuje.

- Mężczyźni, kiedy zawala im się świat, nie potrafią o tym mówić, często zagłuszają smutek używkami. Bezdomne kobiety częściej potrafią o swoich problemach rozmawiać. Psychicznie są bardziej zdolne, żeby z trudnościami sobie poradzić - dodaje.

Zauważa rzecz wspólną dla wszystkich osób dotkniętych kryzysem bezdomności. - Bezczynność degeneruje - mówi Maciej.

Miał pomysł, żeby raz w miesiącu osoby z urzędu pracy spotykały się z osobami bezdomnymi i pomagały im w załatwieniu pracy. Wśród nich są specjaliści od budowlanki, elektryki czy hydrauliki. A Niemcom brakuje siły roboczej. - To byłoby świetne rozwiązanie dla obu stron - uważa. Ale kooperacji nie udało się nawiązać - Niemiecka biurokracja nie pomaga. Tutaj nikt nie chce próbować "niestandardowych" rozwiązań.

Maciej nie ma złudzeń. Szacuje, że zaledwie 10 proc. "gości" noclegowni uda się wyjść z bezdomności. - Większość zostanie na ulicy albo odprowadzimy ich do grobu - mówi ze smutkiem.

Marlena Dumin, Deutsche Welle

Wybrane dla Ciebie
Rosja wyłożyła 107 mln dolarów. Na celowniku mały kraj
Rosja wyłożyła 107 mln dolarów. Na celowniku mały kraj
Trump "rozczarowany" Zełenskim. "Nie przeczytał propozycji"
Trump "rozczarowany" Zełenskim. "Nie przeczytał propozycji"
Nigeria. Uwolniono 100 uczniów porwanych z katolickiej szkoły
Nigeria. Uwolniono 100 uczniów porwanych z katolickiej szkoły
Definitywny koniec rozejmu? Starcia między Tajlandią a Kambodżą
Definitywny koniec rozejmu? Starcia między Tajlandią a Kambodżą
Węgry i Słowacja chcą storpedować plan UE. Chodzi o surowce z Rosji
Węgry i Słowacja chcą storpedować plan UE. Chodzi o surowce z Rosji
Ważny tydzień dla Ukrainy. Seria spotkań ws. pokoju
Ważny tydzień dla Ukrainy. Seria spotkań ws. pokoju
Kokaina rozlewa się po Europie. Tak źle nie było nigdy wcześniej
Kokaina rozlewa się po Europie. Tak źle nie było nigdy wcześniej
Mogła zostać ministrą zdrowia. Odmówiła
Mogła zostać ministrą zdrowia. Odmówiła
Ważą się losy Hołowni. "Szanse są raczej małe"
Ważą się losy Hołowni. "Szanse są raczej małe"
Wyniki Lotto 07.12.2025 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Wyniki Lotto 07.12.2025 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Kaskada, Mini Lotto
Kryzys w Pentagonie. Ciemne chmury nad Hegsethem
Kryzys w Pentagonie. Ciemne chmury nad Hegsethem
Kaczyński zarzuca Rokicie. "Niezmiernie rzadko reaguję"
Kaczyński zarzuca Rokicie. "Niezmiernie rzadko reaguję"