Awantura wokół Grenlandii. NATO zabiera głos
Narasta kryzys wokół Grenlandii. "Bezpieczeństwo NATO opiera się na zbiorowej obronie: bezpieczeństwo jednego członka Sojuszu jest nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem wszystkich pozostałych. Dotyczy to całej Europy, Arktyki i północnego Atlantyku" - wskazują źródła w NATO w rozmowie z Wirtualną Polską.
Prezydent USA Donald Trump powrócił do retoryki skupionej wokół przejęcia przez USA Grenlandii. Amerykański prezydent powiedział w wywiadzie dla magazynu "The Atlantic", że USA "absolutnie potrzebują" wyspy.
Wypowiedź ta wywołała olbrzymie perturbacje w stosunkach transatlantyckich. Jeśli doszłoby do ewentualnej interwencji USA wobec Grenlandii, istnienie NATO mogłoby zostać wystawione na próbę - Dania jest bowiem członkiem Sojuszu. Sprawę w rozmowie z Wirtualną Polską komentuje przedstawiciel NATO.
"Bezpieczeństwo NATO opiera się na zbiorowej obronie: bezpieczeństwo jednego członka Sojuszu jest nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem wszystkich pozostałych. Dotyczy to całej Europy, Arktyki i północnego Atlantyku" - przekazuje Wirtualnej Polsce źródło w Sojuszu.
Źródło WP podkreśla przy tym, że "Arktyka ma coraz większe znaczenie strategiczne, a NATO jest wyraźnie zainteresowane utrzymaniem bezpieczeństwa i stabilności w tym regionie".
Urzędnik wskazuje, że decyzje, które podjęto na szczycie NATO w Hadze w 2025 r., "już teraz wzmacniają potencjał odstraszania i obrony NATO, w tym w Arktyce".
"NATO zwiększa również swoje zaangażowanie na dalekiej północy poprzez poprawę świadomości sytuacyjnej, szkolenia i ćwiczenia mające na celu zapewnienie gotowości w każdych warunkach, a członkowie inwestują w kluczowe zdolności powietrzne i morskie" - podkreśla nasz rozmówca.
Groźby Trumpa
Wypowiedzi dotyczące Grenlandii pojawiły się tuż po tym, jak USA przeprowadziły interwencję w Wenezueli, w następstwie której zatrzymany został prezydent kraju Nicolas Maduro.
Obawy o przyszłość Grenlandii podsyciła w sobotę Katie Miller, żona kluczowego doradcy Trumpa, Stephena Millera. Była urzędniczka zespołu DOGE Elona Muska zamieściła w serwisie X mapę Grenlandii w barwach amerykańskiej flagi z dopiskiem "wkrótce". Na wpis zareagował m.in. ambasador Danii w USA Jesper Moeller Soerensen, który podkreślił, że oczekuje pełnego poszanowania integralności terytorialnej swojego państwa.
Europa staje murem za Danią
Wypowiedzi Trumpa i jego współpracowników doczekały się wspólnej europejskiej odpowiedzi. Przywódcy siedmiu państw europejskich, w tym Polski, podkreślili, że "tylko Dania i Grenlandia mogą podejmować decyzje dotyczące swojej przyszłości" - wynika ze wspólnego oświadczenia tych krajów, opublikowanego przez premierkę Danii Mette Frederiksen.
Szefowie rządów Danii, Hiszpanii - Pedro Sanchez, Niemiec - Friedrich Merz, Polski - Donald Tusk, Wielkiej Brytanii - Keir Starmer i Włoch - Giorgia Meloni oraz prezydent Francji Emmanuel Macron ocenili w oświadczeniu opublikowanym przez Frederiksen, że bezpieczeństwo Arktyki pozostaje kluczowym priorytetem dla Europy oraz jest "krytycznym elementem międzynarodowego i transatlantyckiego bezpieczeństwa".
Rubio próbuje łagodzić nastroje
Biały Dom postanowił jednak dolać oliwy do ognia i oświadczył, że żadna opcja - także militarna - nie jest wykluczona. "Prezydent USA Donald Trump i jego zespół omawiają różne opcje, by pozyskać Grenlandię, w tym użycie sił zbrojnych" - oświadczyła we wtorek rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Zaznaczyła, że przyłączenie wyspy jest priorytetem dla USA.
"Prezydent Trump dał jasno do zrozumienia, że pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i jest kluczowe dla odstraszenia naszych przeciwników w regionie Arktyki" - przekazała mediom Leavitt.
"Prezydent i jego zespół omawiają szereg opcji dotyczących sposobu realizacji tego ważnego celu polityki zagranicznej, a wykorzystanie sił zbrojnych USA jest oczywiście zawsze opcją, którą Dowódca ma do dyspozycji" - dodała.
Sprawę próbował załagodzić następnie sekretarz stanu USA Marco Rubio, który powiedział kongresmenom, że ostatnie wypowiedzi prezydenta Trumpa i osób z jego otoczenia nie oznaczają chęci inwazji, a celem Białego Domu jest nabycie wyspy - napisał we wtorek "The Wall Street Journal". Informację tę przekazał też "The New York Times".
Tomasz Waleński, dziennikarz Wirtualnej Polski