Zniesienie dwukadencyjności polegnie przez koalicyjne niesnaski w sprawie PIP?
Zniesienie dwukadencyjności może paść ofiarą napięcia w koalicji. Maleją szanse na przyjęcie ustawy w Sejmie, możliwe, że głosowanie w tej sprawie zostanie przełożone do czasu uspokojenia nastrojów w koalicji.
Sejm w drugim czytaniu procedował ustawę o zniesieniu dwukadencyjności, jej głosowanie jest przewidziane na piątek. Sama ustawa jest prosta – przewiduje wykreślenie wprowadzonych przez PiS przepisów, zgodnie z którymi prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie nie mogą pełnić funkcji dłużej niż dwie kadencje. Zasada zaczęła obowiązywać w wyborach w 2018 r. i dla tych włodarzy, którzy wygrali wybory wtedy i w kolejnej kadencji, podejście do kolejnej kadencji jest niemożliwe.
Zniesienie limitu dwóch kadencji to pomysł ludowców, ale ma także poparcie wśród sporej części samorządowców, którzy są w Sejmie i Senacie.
"Jeśli mieszkańcy chcą zmiany – mają do tego narzędzia przy urnach. Dwukadencyjność była politycznym, niekonstytucyjnym eksperymentem, który uderzył w samorządność i ją osłabił. Trzeba z tym skończyć!" – pisał podczas debaty na swoim profilu w mediach społeczniościowych lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz.
Mimo różnych wątpliwości, pomysł poparła także KO.
- Kierownik nie był na początku przychylny wobec tych pomysłów, bo wiadomo, jakie ma zdanie o samorządowcach, ale ostatecznie przekonali go - słyszymy od polityka KO.
Za zniesieniem limitu są m.in. Rafał Trzaskowski i inni prezydenci miast związani czy popierani przez KO. Stąd też w KO zapadła decyzja, że gdy będzie podejmowana decyzja w sprawie ustawy w Sejmie, to w Koalicji będzie obowiązywała dyscyplina głosowania i obecności.
Koalicja podzielona
Inna sytuacja jest w dwóch koalicyjnych klubach. Lewica była na początku sceptyczna, ale potem, gdy dogadała się z ludowcami w sprawie ustawy o statusie osoby najbliższej, klimat się poprawił i z Lewicy zaczęły płynąć sygnały, że może poprzeć te pomysły.
- Klimat był, ale się zmył, po tym jak ludowcy zachowali się w sprawie wzmocnienia PIP - słyszymy od polityka Lewicy. I to dosyć powszechna opinia w tym klubie, a chodzi o sprzeciw PSL wobec pomysłów wzmocnienia inspektorów PIP.
Pierwotnie ludowcy mogli liczyć na przychylność wobec usunięcia dwukadecyjności, choć nie w 100 proc. - Dyscyplina w tej sprawie była niemożliwa, bo przeciwko od początku był PPS, a mamy umowę, że jeśli nie ma zgody wszystkich ugrupowań, to nie można wprowadzić dyscypliny - tłumaczy polityk lewicy. Od innego słyszymy, że klub dzieli się w tej sprawie po połowie. - Ale to chyba do czasu zatrzymania reformy PIP, teraz liczba przeciwników wzrosła. Jaki mamy interes, by iść na rękę ludowcom, którzy nas krytykują - dodaje inny polityk. Lewica krytycznie odniosła się do czwartkowej konferencji polityków PiS Krzysztofa Paszyka i Jacka Tomczyka, którzy cieszyli się, że w sprawie PIP okazało się, że "presja ma sens" i premier wstrzymał prace nad projektem ustawy wzmacniającym inspekcję.
Polska 2050 kategoryczna
Jeszcze bardziej jednoznaczna sytuacja jest w Polsce 2050. - U nas większość jest za utrzymaniem limitu, może kilkoro posłów poprze jego zniesienie - mówi polityk Polski 2050. A koalicjanci wskazują, że decyzja w tej sprawie teraz może być wewnętrznie rozgrywana w partii Hołowni w ramach trwających tam wyborów na szefa partii.
W takim przypadku los ustawy może zależeć także od głosów opozycji. Jeśli chodzi o te, to np. w Konfederacji jest podział w tej sprawie.
- Nie mamy w takiej sprawie dyscypliny, bo zdania i racje są podzielone. Uważam, że to dobrze - mówi jeden z liderów tego ugrupowania Krzysztof Bosak. Jeśli chodzi o jego zdanie, to nie widzi konieczności zmiany obecnych zasad z wyjątkiem najmniejszych samorządów - gmin, gdzie, jak zaznacza, czasami brakuje chętnych do startu.
Z kolei PiS mimo zdarzającej się różnicy zdań w tej sprawie, będzie przeciw proponowanym rozwiązaniom. Ta partia wprowadziła limit kadencji i mimo że nie wszystkim w niej się podoba, to zamierza trzymać się tych pomysłów. Dlatego zwolennicy zniesienia limitu liczą na słabą dyscyplinę i absencję w klubie największej partii.
Decyzja będzie przełożona ?
Jednak politycy KO nie mają większych złudzeń co do losów ustawy. - Jeśli dojdzie do głosowania, to bez dużej absencji w PiS dziś ustawa nie ma większości - słyszymy od ważnego polityka KO. Dlatego coraz głośniej słychać o pomyśle, żeby na razie głosowanie przełożyć i poczekać na wyborcze rozstrzygnięcie w Polsce 2050 oraz uspokojenie w koalicji.
- To wariant, który dziś staje się coraz bardziej prawdopodobny - słyszymy od polityka KO. Także z Lewicy słychać podobne opinie. - Ludowcom zależy na uchwaleniu tej ustawy, więc jeśli perspektywa przepadnięcia będzie wyraźna, to zapewne sami będą za przełożeniem tej decyzji - mówi nam ważny polityk Lewicy.
Koalicja ma interes w podejściu do głosowania, gdy szanse na uchwalenie ustawy wzrosną, żeby pokazać wyborcom, że próbowała to rozwiązanie wprowadzić w życie.
Słowo "próbowała" jest o tyle istotne, że w koalicji przeważa zdanie, iż nawet jeśli ustawę uda się uchwalić, to i tak zapewne nie przepuści jej prezydent Karol Nawrocki. Domniemana postawa prezydenta jest zresztą argumentem dla przeciwników zniesienia limitów w koalicji, że nie ma sensu ponosić politycznych kosztów jego uchwalenia, skoro i tak nie wejdzie ono w życie. Z kolei zwolennicy ustawy straszą widmem samorządowców, którzy wobec groźby zderzenia się z limitem spróbują wystartować w wyborach parlamentarnych, stanowiąc silną konkurencję dla wielu obecnych posłów.
Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze Wirtualnej Polski