Zbrodni w Borowcach można było uniknąć? Mecenas uderza w system
Narastająca przemoc i brak reakcji służb, mimo zgłaszanych sygnałów. To właśnie to, jak twierdzi pełnomocnik byłej żony Jacka Jaworka, doprowadzić miało do tragedii w Borowcach. W rozmowie z "Faktem", mecenas Paweł Matyja punktuje wadliwy system, który zdaje się nie zauważać ofiar domowej przemocy. I zastanawia się, czy potrójnej zbrodni można było uniknąć.
Paweł Matyja, adwokat i założyciel fundacji Dowód Niewinności, od niedawna jest pełnomocnikiem byłej żony Jacka Jaworka - potrójnego zabójcy z Borowców. W lipcu 2021 r. mężczyzna zastrzelił swojego brata, bratową i bratanka, a następnie uciekł. Jego poszukiwania trwały trzy lata, aż w jednej ze wsi w powiecie częstochowskim odnaleziono należące do Jaworka zwłoki z raną postrzałową głowy.
Zbrodnia w Borowcach. Służby otrzymywały liczne zgłoszenia
"Fakt" rozmawiał z mec. Matyją o przeszkodach, jakie na swojej drodze napotykają ofiary przemocy domowej. Od lipca 2024 r. w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach toczy się śledztwo dotyczące interwencji podejmowanych przez policjantów i śledczych po zgłoszeniach bliskich mężczyzny. Dotychczas żaden funkcjonariusz nie usłyszał zarzutów.
Postępowanie wszczęto, gdy na jaw wyszło, że była żona i inni bliscy Jaworka wielokrotnie zgłaszali niebezpieczne sytuacje, w tym awantury i kierowane pod ich adresem groźby. Zanim doszło do tragedii, sprawą agresywnych zachowań mężczyzny zajmowały się dwa komisariaty policji. Jego krewni bali się o swoje życie, ale mieli być zbywani przez służby.
Mec. Matyja przyznaje, że takie przypadki nie są odosobnione. - Najczęściej ofiary przemocy zgłaszają informacje w miejscowych komisariatach. Funkcjonariusze im wierzą albo nie. Przecież to sprawy, gdzie bardzo często nie ma żadnych dowodów, bo wszystko dzieje się w czterech ścianach domów czy mieszkań. Czasami zgłoszenia napływają latami, a funkcjonariusze nie mają wiedzy o ich liczbie. Nie widzą całego kontekstu, tylko pojedynczy sygnał. System nie jest spójny - zauważa.
Adwokat podkreśla także, że pułapką dla policjantów jest schematyczne myślenie, że ofiary wyolbrzymiają swoje problemy. Gdy okazuje się, że należało interweniować, bardzo często jest już za późno.
Zawiódł niesprawny system?
W sprawie zbrodni w Borowcach mecenas uważa, że zawiódł system. - Biorąc pod uwagę słowa jego byłej żony, należy postawić zasadne pytanie, czy tym śmierciom można było zapobiec. I każda odpowiedź, zarówno "tak", jak i "nie", jest tu tragiczna - mówi.
Mec. Matyja zauważa także inny problem, a mianowicie taki, że "w sprawach dotyczących działania wymiaru sprawiedliwości, czyli systemu, odpowiedzialność bardzo często się rozmywa".
- Trzeba udowodnić, że konkretna osoba, w danym dniu, popełniła błąd, na przykład nie dopełniła obowiązku. Gdy mówimy o serii czynności na przestrzeni lat, próba odtworzenia tego, kto i w jaki sposób zawinił jest trudna, bo pamięć świadków się zaciera. Jeszcze trudniejsze jest wykazanie, że to właśnie błąd tej osoby spowodował tragiczne skutki albo mógł im zapobiec - kwituje.
Źródło: fakt.pl