Wojsko nie jest od odśnieżania chodników. Gen. Polko: dowódcy powinni odmawiać
Po ataku zimy to żołnierze odśnieżali chodniki i ulice m.in. w Zamościu, Słupsku i Lublinie. Ostatnio wystarczyła już sama zapowiedź "niekorzystnej prognozy pogody", aby szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił alert gotowości dla Wojsk Obrony Terytorialnej. Gen. Roman Polko pomstuje: - Wojsko nie jest od wyręczania służb samorządów. Armia ma przygotowywać się do starcia zbrojnego, a nie do ataku zimy.
"Monitorujemy sytuację meteorologiczną w kraju. Dlatego wprowadzamy skrócony czas gotowości dla żołnierzy WOT do wsparcia samorządów lokalnych w ewentualnym zwalczaniu skutków zjawisk pogodowych" - poinformował w mediach społecznościowych minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Alarm gotowości objął osiem brygad WOT na obszarze, gdzie prognozy IMGW zapowiadały opady śniegu.
Zapowiedź polityka wywołała falę ironicznych komentarzy. Internauci i część ekspertów pytali, czy monitorowanie nadchodzących opadów śniegu rzeczywiście powinno należeć do zadań wojska. Odśnieżanie dróg jest obowiązkiem samorządów i zarządców infrastruktury, a w przypadku chodników - właścicieli przyległych posesji. W mediach społecznościowych wśród komentarzy pojawiło się złośliwe rozwinięcie skrótu WOT jako "Wojska Odśnieżania Terenu".
Minister ogłosił decyzję po tym, jak w piątek 9 stycznia wojsko brało udział w odśnieżaniu Słupska. Jak wynika z oficjalnego komunikatu, w akcji uczestniczyli nie tylko żołnierze 7. Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej, ale też żołnierze jednostek zawodowych: Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Ustce, 8. Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego oraz 7. Brygady Obrony Wybrzeża. Na wniosek wojewody skierowano żołnierzy do odśnieżania okolic szpitala, przychodni, ośrodka pomocy społecznej oraz szkół. Akcja zyskała rozgłos w ogólnopolskich mediach.
Zdaniem gen. Romana Polko, byłego dowódcy GROM, angażowanie żołnierzy w takie działania ma niewiele wspólnego z realnym bezpieczeństwem, a znacznie więcej z politycznym PR-em.
- To forma propagandy, która zdejmuje odpowiedzialność z niewydolnych samorządów i degraduje wojsko do roli ochotniczej straży "do wszystkiego". Przepraszam bardzo, ale to nie jest żadna katastrofa. Jest styczeń, mamy mróz i spadł śnieg, to nie jest zima stulecia. A my nagle robimy z żołnierzy ludzi do każdej dorywczej pracy - grzmi gen. Polko w rozmowie z Wirtualną Polską. Jak dodaje, ubolewa nad tym, że części społeczeństwa takie działania wręcz się podobają.
Odśnieżanie zadaniem wojska?
Gen. Polko dodaje, że jego zdaniem dowódcy WOT powinni znaleźć w sobie odwagę, by odmawiać wykorzystywania podwładnych do zadań pozbawionych sensu militarnego.
- Po latach kpin z WOT powstała formacja doinwestowana i coraz lepiej wyszkolona, w której obywatele, często z wysokimi kwalifikacjami zawodowymi, rozwijają kompetencje wojskowe. Zostają operatorami dronów, medykami pola walki czy specjalistami od łączności. Naprawdę głupotą jest dawać fachowcowi do ręki łopatę tylko dlatego, że spadnie śnieg. To nie jest najmądrzejsze wykorzystanie potencjału, który w tych ludziach drzemie - podkreśla gen. Polko.
Zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, do zadań Wojsk Obrony Terytorialnej należy m.in. "koordynacja i wykonywanie zadań związanych z udziałem oddziałów i pododdziałów Sił Zbrojnych w zwalczaniu klęsk żywiołowych".
Tyle że ani w Słupsku, ani w Zamościu, ani w Lublinie po opadach śniegu nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej. Według danych IMGW z niedzieli, na Pomorzu pokrywa śnieżna wynosiła miejscami do 22 cm, na Warmii i Mazurach - od 20 do 33 cm (z uwzględnieniem opadów na przełomie roku), a w województwie lubelskim - od 16 do 28 cm.
Z kolei ustawa o zarządzaniu kryzysowym nie wspomina o użyciu wojska do odśnieżania. Wymienia specjalistyczne zadania jak: ewakuacja ludności, wykonywanie zadań poszukiwawczo-ratowniczych, likwidowanie skażeń chemicznych, zakażeń biologicznych, skażeń promieniotwórczych, a także prowadzenie prac wymagających użycia specjalistycznego sprzętu technicznego - wynika z przepisów.
Rozgoryczenie wśród żołnierzy
Jak czytamy na oficjalnym fanpage'u WOT na Facebooku, co najmniej część żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej przyjmuje zadanie ośnieżania z wyraźnym rozgoryczeniem.
"Jestem terytorialsem, ale to już zaczyna być kpina. Samorządowcy się wyręczają, a niedługo będziemy wywozić gnój z obór" - skarży się jeden z żołnierzy w komentarzu pod wpisem.
Inny dodaje, że trudno mówić o sytuacji kryzysowej. "To nie jest powódź ani katastrofa. To jest zima. Jak co roku pada śnieg. Zatrudnienie dodatkowych ludzi do odśnieżania kosztuje, a usługa wojska jest darmowa" - dodaje gorzko.
Wojska Obrony Terytorialnej wyjaśniają. "Nie wyręczamy"
Po odśnieżaniu w Lublinie tamtejszy WOT opublikował jednak oficjalne wyjaśnienie, podkreślając, że nie wyręcza służb komunalnych, a takie działania mają charakter wyjątkowy. "Wojsko od odśnieżania? Nie. Wojsko od pomagania. Nie wyręczamy służb. Nie zastępujemy administracji" - napisali żołnierze w poście na Facebooku.
"Wspieramy mieszkańców tam, gdzie stawką jest zdrowie i życie ludzi. Włączamy się po to, by zapewnić dojazd do szpitali, przychodni medycznych, placówek wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami i innych miejsc, od których zależy bezpieczeństwo mieszkańców. Służby miejskie robią swoje, a my uzupełniamy ich działania, gdy sytuacja wymaga dodatkowych rąk do pracy i natychmiastowej reakcji" - czytamy we wpisie.
Rzecznik Wojsk Obrony Terytorialnej podkreśla, że działania żołnierzy mają podstawę ustawową i odbywają się w ramach systemu zarządzania kryzysowego. - Zgodnie z ustawą, realizujemy zadania centrum zarządzania kryzysowego ministra obrony narodowej. Na wniosek wojewody mamy obowiązek wesprzeć działania samorządów - wyjaśnia w rozmowie z Wirtualną Polską mjr Rafał Rylich, pełniący obowiązki rzecznika WOT.
Jak zaznacza, pomoc wojska jest uruchamiana wyłącznie w sytuacjach nadzwyczajnych i po pozytywnej ocenie zasadności wsparcia. - Pomagamy tam, gdzie sytuacja ma charakter kryzysowy i gdzie nasz zespół oceny wsparcia potwierdzi taką konieczność. Chodzi m.in. o zabezpieczenie dojazdu do szpitali i przychodni, tak aby mogły dotrzeć karetki. Nie odśnieżamy natomiast prywatnych chodników, wjazdów do garaży ani posesji - podkreśla.
Rzecznik WOT dodaje, że w wielu przypadkach wojsko odmawia angażowania się w takie działania. - Takich próśb było sporo. W Słupsku początkowo odmówiliśmy, jednak gdy formalny wniosek wpłynął od wojewody, zdecydowaliśmy się na udzielenie wsparcia - podsumowuje mjr Rylich.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski